Moja żona zdradziła mnie w przeddzień naszego ślubu i to ze swoim byłym chłopakiem. Kiedy się o tym dowiedziałem poczułem się, jakby mi ktoś dał po prostu w pysk i zniszczył wszystkie moje marzenia o szczęśliwej i silnej rodzinie.
Wiedziałem o jej przeszłych relacjach, bo Diana niczego przede mną nie ukrywała i otwarcie mówiła, że miała przede mną wielu partnerów. Myślałem jednak, że to przeszłość, od której odcięła się grubą kreską, a sama Diana się zmieniła. Uważałem, że skoro w końcu wybrała mnie i to ze mną myśli o ślubie, to nie ma się czym martwić.
Nasz związek wydawał się być taki doskonały! Wierzyłem w naszą miłość, ufałem jej, a moje nagłe odkrycie o tym, że mnie zdradziła, wzbudziło we mnie poczucie straty i niewybaczalnej zdrady. Na początku trudno mi było zrozumieć, co się naprawdę dzieje. Nawet teraz, już po rozwodzie, czuję się zagubiony i oszukany. Próbuję zrozumieć, jak mogła mi to zrobić i wielką miłość zamienić w ogromny ból, który nie ustępuje. Dla mnie to nie jakaś zwykła zdrada, ale to też zniszczenie mnie jako człowieka i pogrzebanie moich szans na szczęśliwą przyszłość, bo nie wiem, czy kiedyś z tego się wykaraskam i zdołam jeszcze komuś zaufać.
Teraz, dwa lata po rozwodzie, zastanawiam się, jak mogłem nie zerwać z nią tego samego dnia i nie odwołać ślubu, kiedy się o tym dowiedziałem. Po co w ogóle była ta szopka ze ślubem. Udawałem szczęśliwego, a tak naprawdę w środku mocno cierpiałem. Krótko po ślubie okazało się, że Diana jest w ciąży. Traktuję to dziecko jak swoje i bardzo kocham, chociaż szansa na to, że nie jest ono moje, jest duża. Nie chcę jednak tego wiedzieć i nie zamierzam robić testu na ojcostwo, żeby jeszcze bardziej nie cierpieć.
