Nie mogę winić mojej mamy za wszystko, ponieważ zapewniła nam mieszkanie po ślubie. I to nie byle jakie, bo przestronne, trzypokojowe, w którym pomieściliśmy się bez problemu całą rodziną. Niestety, to w zasadzie była jedyna pozytywna rzecz z jej strony, bo poza tym wtrącała się we wszystko i ciągle próbowała wciskać nam swoje „złote” rady, których tak naprawdę nie potrzebowaliśmy. Mojego męża to okropnie irytowało, bo nie chciał żyć pod wieczną kontrolą teściowej tym bardziej, że ta na coraz więcej sobie pozwalała. Próbowałam ratować ten związek, ale przy obecności matki było to chyba nie do wykonania. Matka wyzywała nie tylko męża, ale też mnie. Raz wykrzyczała nam, że jesteśmy nieudacznikami, mąż zarabia jakieś grosze i gdyby nie ona, to mieszkalibyśmy w jakiejś zapyziałej norze.
Mąż wtedy zaproponował, że skoro teściowa tak często wypomina nam to mieszkanie, to może byłoby lepiej, gdybyśmy się przeprowadzili do jakiegoś wynajętego lokum, a kiedyś odłożymy na własne mieszkanie. Z jednej strony tego chciałam, ale z drugiej strony obawiałam się, że nie poradzę sobie sama z dwoma córka, jedną w wieku 3 lat, drugą w wieku 6 lat. Przy tym wszystkim jednak matka komentowała mnie jako matkę i dla niej byłam okropną matką, które wychowuje „rozpieszczone bachory”. Matka ciągle wszystko komentowała, ale mi pomagała, dlatego nie potrafiłam się od niej uwolnić. Mój mąż jednak potrafił i pewnego dnia po prostu spakował się i powiedział: „żyj teraz z matką, skoro tak wolisz, ja tak już dłużej nie wytrzymam”. Chciałam go zatrzymać i powiedziałam, że dobrze, przeprowadzimy się, ale mąż powiedział, że jest już za późno i ma już inną kobietę.
Mąż płaci alimenty, czasami daje jakieś dodatkowe pieniądze na dzieci ponad to, co jest zasądzone, ale praktycznie w ogóle ich nie widuje i się z nimi nie kontaktuje. Może to dlatego, że z nową kobietą ma także dzieci, które bardziej kocha. Ja nadal mieszkam w mieszkaniu matki, a ona zajmuje mieszkanie obok, ale mimo to prawie z nią nie rozmawiam. Dusżę w sobie urazę do niej za moje złamane życie.

