Jadąc autobusem trafiłam na wariatkę, która groziła własnemu dziecku. To mogło skończyć się tragicznie!

Jadąc autobusem trafiłam na wariatkę, która groziła własnemu dziecku. To mogło skończyć się tragicznie!

Byłam tego dnia już po pracy. Zmęczona dotarłam na przystanek i czekałam na swój autobus. Na szczęście nie musiałam długo czekać i już po chwili podjechał. Weszłam, usiadłam na wolnym miejscu i liczyłam na to, że ta podróż minie mi szybko. Naprzeciwko mnie siedziała kobieta w wieku około 35 lat z dzieckiem w ramionach.

To dziecko miało może rok, maksymalnie półtora roku. Kobieta zaczęła mówić coś bardzo cicho, a potem głośniej. Dziecko uśmiechnęło się do niej, zaczęło ślinić się i coś mrucze pod nosem. Kobieta jednak zaczęła bardziej podnosić głos i usłyszałam, jak mówi podniesionym głosem: „Rozumiesz mnie?! Żebyś już nigdy nie brał do rąk karabinu ojca!”.

Pomyślałam, że sobie żartuje i że to dobrze, że zostały jeszcze jakieś kobiety z poczuciem humoru. Dzieciak w odpowiedzi tylko wymachiwał rączkami i gaworzył. Dla kobiety to jednak nie był koniec, bo kontynuowała, jeszcze bardziej krzycząc:”I nigdy nie strzelaj bez nas! Rozumiesz?!”.

Po pogrzebie ojca siostra wyznała mi, dlaczego zerwała z nami kontakt. Prawda była przerażająca

Dziecko schowało się bardziej w ramionach kobiety, która nie dawała za wygraną. Rugała dziecko, chociaż powód był zupełnie abstrakcyjny, na koniec jeszcze zaczęła się wygrażać w jego kierunku: „jeśli ojciec dowie się, że strzelałeś, spuści ci łomot! Rozumiesz mnie?!”.

Wtedy już nie na żarty byłam przerażona – to nie kobieta z bardzo specyficznym poczuciem humoru, a zwykła wariatka! Co z taką zrobić? Uznałam, że najlepiej będzie wezwać policję. Bałam się, że kiedy mnie usłyszy, zrobi coś mnie albo dziecku, ale uznałam, że nie mogę się tego tak zostawić. Podeszłam też do kierowcy autobusu i powiedziałam mu, aby nie wypuścił kobiety z dzieckiem z autobusu, bo policja już jedzie.

Dwa przystanki dalej do autobusu wsiadła policja. Kobieta zachowywała się jak w jakimś amoku. Zabrali ją i dziecko. Nie wiem, co stało się z nią i dzieckiem, ale przynajmniej jestem spokojna, że ta wariatka tego dnia nie zrobiła nikomu krzywdy.

Kiedy widzicie takie sytuacje, reagujcie, bo nigdy nie wiadomo, jak to może się skończyć.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

cztery × 1 =

Jadąc autobusem trafiłam na wariatkę, która groziła własnemu dziecku. To mogło skończyć się tragicznie!