Te dziewczynki straciły nadzieję na to, że jeszcze ktoś je pokocha. Ale pewnego dnia los się do nich uśmiechnął

Te dziewczynki straciły nadzieję na to, że jeszcze ktoś je pokocha. Ale pewnego dnia los się do nich uśmiechnął

Z żoną długo staraliśmy się o dziecko, ale niestety, wszystko bez skutku… Badaliśmy się u wielu lekarzy, próbowaliśmy z in vitro, ale to wszystko na nic. Postanowiliśmy więc, że weźmiemy dziecko z sierocińca.

Nie wiedzieliśmy nawet, czy chcemy chłopca czy może dziewczynkę, no i w jakim wieku chcielibyśmy dziecko. Czytaliśmy różne fora i tam większość osób pisała, że odradzają przysposobienie dziecka powyżej 10 roku życia, ponieważ w tym wieku będzie już ciężko je odpowiednio wychować. Nie do końca z żoną tak uważaliśmy, bo dziecko potrzebuje przede wszystkim miłości i opieki, dzięki czemu samo będzie wiedziało, co jest dobre, a co złe, co może robić, a czego nie.

Julianna. Dziewczynka, która lubi słodycze

Idąc do domu dziecka nie wiedzieliśmy, czego się spodziewać… Chcieliśmy tylko zobaczyć dzieci, nie szliśmy tam z myślą o tym, że będziemy o czymkolwiek decydować. Szczerze mówiąc, kiedy zobaczyłem te dzieciaki, to chciałem zabrać je wszystkie do domu. Pragnęły naszej uwagi i wiedziały, że to trochę jak casting i im lepiej wypadną, tym większa szansa, że będą adoptowane. Niektóre z dzieci ciągnęły nas za nogawki spodni, inne pokazywały zabawki, a jeszcze inne recytowały wiersze, byleby tylko zwrócić na siebie uwagę… I tylko jedna dziewczyna w wieku około czterech lat podeszła do nas i powiedziała: „Wiem, że mnie nie adoptujecie, ale bardzo… bardzo lubię słodycze! Macie coś słodkiego?”. Żona aż się rozpłakała. Postanowiliśmy wziąć tę dziewczynkę do domu, która tak kocha słodycze.

Po pogrzebie ojca siostra wyznała mi, dlaczego zerwała z nami kontakt. Prawda była przerażająca

Najwyraźniej dzieci odbierały sobie nawzajem nie tylko smakołyki, ale także chleb. Córka po tym, jak do nas trafiła przez trzy pierwsze miesiące miała dziwny odruch chowania chleba w swoich rzeczach. Była też bardzo chciwa i nie dzieliła się nikim i niczym. W swoim pokoju w dziecięcej skrzyni trzymała cukierki, a skrzynkę z zabawkami ukrywała tak, że sami nie wiedzieliśmy, gdzie jest.

Czas mijał, a my coraz bardziej kochaliśmy naszą Juliankę. Pewnego razu żona zachorowała i leżała z temperaturą w łóżku. Julianna przyniosła jej pudełko z cukierkami i powiedziała: „Mamo, bardzo kocham cukierki, ale Ciebie kocham bardziej. Jedz, to wyzdrowiejesz”.

Małgorzata. Dziewczynka, która nie płacze

Minęło pół roku od pierwszej adopcji, kiedy zdecydowaliśmy się na kolejne dziecko. Zauważyliśmy w domu dziecka pewną 5-letnią dziewczynkę. Okazało się, że wcale nie płacze, chociaż tę dziwną cechę odkryliśmy później. Wiosną adoptowaliśmy Małgosię. Pierwszego dnia daliśmy jej w prezencie rower. Jeździła nim, a kiedy nagle z niego spadła, to obtarła sobie ręce do krwi. Zaskoczyło mnie to, że nie rozpłakała się. Nieco później przypadkowo chwyciła gorący czajnik za uchwyt, poparzyła się, ale znowu nie wybuchła płaczem. Potem Gosia powiedziała, że przyzwyczaiła się nie płakać, ponieważ w domu dziecka dostawało się za to reprymendę. Zrozumiałem, jak ciężkie było jej życie w domu dziecka.

Tak żyjemy sobie z dwoma córkami. Oczywiście w tym czasie się zmieniły, ich nawyki są już inne, ale co najważniejsze – są szczęśliwsze.

Dzieci bardzo potrzebują kochających ich ludzi, co jest znacznie bardziej cenne niż słodycze czy drogie prezenty.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

siedem + siedem =

Te dziewczynki straciły nadzieję na to, że jeszcze ktoś je pokocha. Ale pewnego dnia los się do nich uśmiechnął