Jako młoda dziewczyna pogardzałam takim zachowaniem z całego serca. Pamiętam, że mieliśmy jedną taką sąsiadkę w bloku, która po tym, jak została pobita przez męża, przenosiła się z rzeczami do matki do sąsiedniego bloku, a gdy tylko siniaki znikały, wracała do swojego oprawcy.
Sąsiadka bardzo dziwiła ludzi i budziła politowanie, no bo kto normalny się tak zachowuje i wraca do osoby, która go krzywdzi? Sąsiedzi tylko ją obgadywali, a że nie nic ciekawszego do roboty i im się nudziło, to tylko czekali, aż znowu pobiegnie z rzeczami do matki i obserwowali, jak biega tam i z powrotem. Mówili, że mają kino za darmo.
Czas mijał, a ja sama dorosłam i poznałam pewnego mężczyznę, w którym zakochałam się po uszy. Niestety, najwidoczniej miłość zabiera zdrowy rozsądek, bo zwariowałam na jego punkcie. Mimo tego, że mój mąż mnie bije i znęca się nade mną psychicznie, ja wciąż do niego wracam i wybaczam mu wszystkie upokorzenia. Jest takie powiedzenie „cyrk pojechał, klauna zostawił” i ja właśnie czuję się jak taki ostatni klaun. Kiedyś śmiałam się z tamtej kobiety, a teraz ją rozumiem.
Wiem, że przemoc domowa jest powszechna w naszym kraju i nawet na samą myśl jestem przerażona. Wszyscy są do tego przyzwyczajeni i przymykają na nią oczy, bo nikt nie chce się wtrącać. Niby coś się zmienia w społeczeństwie, ale ciągle słyszy się zarzuty, że kobieta jest sama sobie winna, a skoro w takiej sytuacji nie odchodzi od oprawcy, to znaczy, że wcale jej to nie przeszkadza.
Z jednej strony ja po prostu kocham mojego partnera i dlatego do niego wracam, z drugiej zaś nie bardzo wiem, co miałabym zrobić po odejściu od męża. Mało zarabiam, u matki mogę co najwyżej zatrzymać się tylko na kilka dni, bo nie ma u niej miejsca. Sama nic nie wynajmę, bo mnie nie stać. Innej rodziny nie mam. Przez tę całą sytuację przyjaciółki się ode mnie odwróciły i tak naprawdę jestem praktycznie sama. Naprawdę nie mam zbyt wesołej alternatywy nawet gdybym odeszła od męża. On może i bije, ale chociaż mam dach nad głową. Nie widzę dla siebie żadnej innej przyszłości.

