Mieszkamy we czworo w trzypokojowym mieszkaniu: ja, żona, córka i teściowa. Ciągle jestem w pracy, praktycznie nie mam wolnego, bo z jednej pracy jadę do drugiej, by utrzymać rodzinę. Żona niby rozumie, ale jest na mnie zła, że tak rzadko jestem w domu.
W końcu wziąłem dzień wolny, bo tego dnia przyjaciele zaprosili mnie na wspólne wędkowanie. Powiedziałem więc żonie, że jadę spotkać się z przyjaciółmi. Żona wtedy się wściekła, rozkręciła awanturę i powiedziała, że z nią to spędzam mało czasu, nie chcę jej nigdzie zabrać, a z przyjaciółmi to już mam ochotę oraz siłę i dla nich biorę nawet wolne! Całą naszą kłótnię usłyszała teściowa.
Wyszedłem zły do kuchni, a teściowa poszła za mną.
– Jedź, odpocznij z przyjaciółmi, a ja z nią porozmawiam – powiedziała mi.
– Poważnie? Dziękuję!
Szybko się ubrałem i wyszedłem, a moja żona nawet tego nie zauważyła. Po dniu spędzonym z przyjaciółmi wróciłem do domu zadowolony, a moja żona była jeszcze bardziej zła niż wcześniej. Zaczęła na mnie krzyczeć i rzucać naczyniami.
– Nie udało Ci się jej jakoś uspokoić? – spytałem teściową.
– Jak to uspokoić? A miałam to zrobić? – odpowiedziała z taką miną, jakby nie wiedziała, o co chodzi.
Przypomniałem jej o obietnicy, którą złożyła mi przed moim wyjściem z domu, ale ona powiedziała, że kłamię i coś sobie wymyśliłem. Wtedy zdałem sobie sprawę, że w ten sposób teściowa chciała jeszcze bardziej pokłócić mnie z moją żoną. Po co jej to było?


