Życie jest pełne niespodzianek
– Mamo, wychodzę – w kuchni pojawiła się Ola.
Danuta odwróciła się od kuchenki i uważnie spojrzała na córkę.
– Co? – Ola demonstracyjnie westchnęła i przewróciła oczami.
– Nic. Dlaczego tak się wystroiłaś o tej porze? Umalowałaś się. Randka? Tylko nie wracaj za późno, dobrze?
– Dobrze – niechętnie odpowiedziała Ola i szybko wyszła.
„Zupełnie dorosła” – pomyślała Danuta. Przykryła patelnię pokrywką i podeszła do dużego lustra w przedpokoju. – „Gdzie są moje siedemnaście lat? Jak szybko czas leci. Myślałam, że przede mną całe życie, a tu już mniej niż połowa została. Szkoła ciągnęła się w nieskończoność, a potem życie potoczyło się jak kula z góry. Studia, małżeństwo… Szczęście wyjrzało jak słońce zza chmur i znów się schowało.” – Poprawiła włosy. – „No dobra. Córka mądra i piękna… O, ziemniaki!”
Danuta klasnęła w dłonie i pobiegła do kuchni. Chwyciła pokrywkę, o mało nie upuszczając jej na podłogę. Syknęła z bólu, zaczęła chuchać na poparzone palce. „Nakręciłam się przed lustrem, o mało ziemniaków nie spaliłam…” – karciła się w myślach.
Zjadła kolację bez apetytu, potem usiadła przed telewizorem, oglądając serial na drugim kanale. Za oknem szybko robiło się ciemno. Nie zauważyła, kiedy zasnęła. Obudził ją dźwięk telefonu. Nie spojrzała na ekran, pewna, że to Ola. Kto inny miałby do niej dzwonić o takiej porze? Przyjaciółek nie miała, tylko koleżanki z pracy, łączyła je samotność.
Zdumiała się, słysząc męski głos.
– Czy to mama Oli Nowak?
– A kto mówi? – ostrożnie spytała Danuta.
– Lekarz z drugiego szpitala miejskiego. Proszę natychmiast przyjechać, córka miała wypadek, potrzebna pilna operacja. Jest niepełnoletnia, potrzebna zgoda…
– Jaka operacja? – Danuta wciąż nie mogła dojść do siebie. Ale w słuchawce rozległy się krótkie sygnały.
Próbowała ogarnąć to, co usłyszała. To pomyłka, córka poszła na spacer. Jaki wypadek? Ale lekarz znał jej imię i nazwisko. Głowa po niespodziewanej drzemce myślała ospale. Danuta postarała się zebrać, powtórzyła w myślach, że trzeba jechać do drugiego szpitala i zamówiła taksówkę. Szybko się przebrała, złapała torebkę i wybiegła z mieszkania. Nie czekała na windę, po schodach będzie szybciej. Wyszła z klatki, a pod dom podjeżdżała już taksówka, oślepiając światłami.
– Proszę szybciej… Córka w szpitalu… – zdyszana od biegu po schodach poprosiła.
Przez całą drogę Danuta raz nagliła kierowcę, by jak najszybciej upewnić się, że to pomyłka, raz potajemnie marzyła, by jechał wolniej, by nie zbliżać nieuniknionego nieszczęścia, od którego serce ściskało się z przerażenia.
Wpadła na izbę przyjęć i od razu zobaczyła chłopaka w brudnej kurtce na kozetce. Twarz w zadrapaniach, plaster nad brwią, zagubione spojrzenie.
– Gdzie moja córka? Co jej zrobiłeś?! – podbiegła do niego, złapała za poły rozpiętej kurtki i zaczęła nim potrząsać.
– To nie moja wina! Zza zakrętu wyskoczył samochód… Spróbowałem uciec, ale i tak nas uderzył… Nie jestem winny…
– Kto uderzył? Dlaczego? – krzyczała Danuta, nic nie rozumiejąc.
– Co tu się dzieje? – do izby przyjęć wszedł starszy lekarz. Rzuciły się jej w oczy jego puszyste jasne wąsy. – Pani jest matką Nowak? Proszę podpisać zgodę na zabieg.
– Jaki zabieg? Po co? Gdzie moja córka?! – z rozpaczą krzyczała Danuta.
– Jest nieprzytomna. Ma krwiaka śródczaszkowego, ciśnienie rośnie. Jeśli nie zatrzymamy krwawienia, to… Proszę podpisać tutaj – lekarz podał jej kartkę i długopis.
Od nieznanych słów kręciło się jej w głowie, litery rozmazywały się przed oczami. Danuta drżącą ręką podpisała papier i osunęła się na kozetkę obok chłopaka. Lekarz natychmiast wyszedł.
– Nie rozumiem… Ona poszła na spacer… – szeptała Danuta, kołysząc się na kozetce.
– Najpierw spacerowaliśmy, potem zaproponowałem przejażdżkę motorem…
Danuta gwałtownie odwróciła głowę w jego stronę.
– To wszystko twoja wina! Ty…
Chłopak cofnął się przed jej spojrzeniem pełnym nienawiści.
– Nie jestem winny… Nawet się nie zatrzymał, żeby sprawdzić, czy żyjemy… – tłumaczył się.
– Kamil! Wszystko w porządku? – do izby wszedł wysoki mężczyzna. Chłopak zerwał się i rzucił w jego stronę.
– Nie jestem winny, tato. Nie jechałem szybko… On na nas wjechał… Gdybym nie skręcił, rozjechałby nas na miazgę… Jakiś kierowca zawiózł nas do szpitala. Lekarz powiedział, że gdybyśmy się spóźnili o dziesięć minut, Ola by… – Chłopak wtulił się w ojca i rozpłakał.
Mężczyzna objął go i pogłaskał po drżących plecach.
– Wierzę ci. Pamiętasz samochód? Kolor, markę? Gdzie to było? Obiecuję, że go znajdę.
– Znajdziecie, jasne. Twój syn wyszedł cało, a moja dziewczyna… Przez twojego syna… – Danuta urwała i wybuchnęła płaczem.
– Kto to? – spytał mężczyzna syna.
– Mama Oli.
– Opowiedz dokładnie, co pamiętasz – poprosił ojciec.
– Tak, opowiedz tacie, jak prawie zabiłeś moją córkę – łkała Danuta.
– Pani Danuto, rozumiem pani ból, ale należy wyjaśnić fakty. Jeśli mój syn zawinił, poniesie konsekwencje. Kamil, znasz adres dziewczyny? – Chłopak przytaknął, wciąż szlochając.
– Nie jestem winny… – powtarzał w kółko.
– Oto moja wizytówka. Jeśli będzie pani czegoś potrzebować, proszę dzwonić – podał jej kartonik. Danuta nie wzięła, odwróciła głowę. Mężczyzna włożył wizytówkę do jej otwartej torebki. – Chodź, idziemy do domu? – zwrócił się do syna.
– A Ola? – ChłopakPo pół roku Danuta i Robert stanęli na ślubnym kobiercu, a Ola i Kamil, trzymając się za ręce, patrzyli na nich z uśmiechem, bo życie, mimo wszystkich niespodzianek, potrafi być piękne.



