Życie w porządku: – Lada, zabrania mi ci kontaktów z siostrą i jej rodziną! Oni mają swoje życie, …

ŻYCIE W PORZĄDKU

Lidia, zakazuję ci utrzymywać kontakty z siostrą i jej rodziną! Oni mają swoje życie, my swoje. Znowu dzwoniłaś do Natalii? Skarżyłaś się na mnie? Ostrzegałem cię. Nie miej potem do mnie pretensji, Wiktor mocno chwycił mnie za ramię.

Jak to bywało w takich chwilach, odchodziłam milcząco do kuchni. Łzy cisnęły mi się do oczu, gorzkie, nie do powstrzymania. Nie, nigdy nie żaliłam się swojej siostrze na własny los. Po prostu rozmawiałyśmy. O starszych rodzicach, o sprawach domowych. Wiktora to drażniło do szpiku kości. Nie znosił mojej siostry Natalii tam panował spokój i dostatek, czego nie sposób było powiedzieć o naszym życiu.

Kiedy wychodziłam za Wiktora, wydawało mi się, że nie ma na świecie szczęśliwszej dziewczyny niż ja. Wiktor porwał mnie w wir namiętności. Nie przeszkadzało mi, że był ode mnie niższy. Nawet nie zwróciłam szczególnej uwagi na jego matkę, która na naszym ślubie trzymała się ledwie na nogach później okazało się, że od lat zmagała się z alkoholizmem.

Oślepiona uczuciem ignorowałam wszystko, co złe. Jednak po roku małżeństwa szczęście zaczęło się rozmywać. Wiktor coraz częściej wracał do domu pijany. Potem pojawiły się zdrady. Pracowałam wtedy jako pielęgniarka w miejskim szpitalu. Moja pensja była skromna. Wiktor całe dnie spędzał na libacjach z kolegami.

Nie zamierzał mnie utrzymywać. Na początku marzyłam jeszcze o dzieciach, ale z czasem zadowoliłam się opieką nad rodowitym kotem perskim. Zupełnie odeszła mi ochota na macierzyństwo z człowiekiem takim jak on, choć wciąż do niego coś czułam.

Ty to jesteś naiwna, Lidka! Spójrz, ilu masz adoratorów wokół, każdy do ciebie wzdycha, a ty jak zahipnotyzowana ciągle tylko Wiktor i Wiktor! Co ci się w nim podoba? Chodzisz wiecznie w siniakach po jego łapach! Myślisz, że nikt nie widzi tych „pięknych” podkówek, które ukrywasz pod makijażem? Rzuć go, zanim zrobi ci krzywdę, powtarzała mi Grażyna, koleżanka z pracy i przyjaciółka.

Faktycznie, Wiktor często wpadał w szał, wyżywał się na mnie. Raz pobił mnie tak, że nie miałam siły dotrzeć na dyżur. Do tego zamknął mnie w mieszkaniu i zabrał klucz.

Od tamtej pory strach mnie nie opuszczał. Serce waliło, kiedy Wiktor przekręcał klucz w drzwiach. Wydawało mi się, że mści się za to, że nie mogłam dać mu dziecka, że jestem złą żoną. Dlatego nie broniłam się, gdy był brutalny. Dlaczego wciąż do niego lgnęłam?

Pamiętam słowa jego matki, starej, zgryźliwej kobiety:
Lidka, słuchaj męża, kochaj całą duszą, zapomnij o rodzinie i koleżankach, bo niedobrze na nich wyjdziesz.

Zapominałam więc o przyjaciółkach, odcinałam się od rodziny, pozwalałam Wiktorowi kierować swoim życiem.

Lubiłam, kiedy Wiktor po kłótniach przepraszał, klękał przede mną, całował po rękach. Pogodzenie było słodkie jak miód. Wiktor obsypywał nasze łóżko płatkami róż, pachnących bajecznie. Czułam się wtedy szczęśliwa choć Doskonale wiedziałam, że te róże zerwał u kolegi spod bloku, którego żona z zapałem je pielęgnowała, a jej mąż za kilka złotych oddawał kwiaty innym takim jak on. Kobiety miękły od tego gestu i wybaczały.

Być może, tkwiłabym tak u boku Wiktora do końca życia. Za każdym razem sklejałabym swój roztrzaskany raj, na nowo próbując znaleźć w nim szczęście. Wszystko zmienił przypadek…

Odpuść Wiktora, mam z nim syna. Ty jesteś bezpłodna. Pusta kwiatka, tak bezceremonialnie obca kobieta zażądała ode mnie rozstania dla dobra swojego nieślubnego dziecka.

Nie wierzę ci! Idź stąd, póki ładnie proszę! odpysknęłam jej.

Wiktor się wypierał.
Przysięgnij, że to nie twój syn! wiedziałam, że nie potrafi.

Wiktor zamilkł znacząco. Wszystko zrozumiałam

Lidia, nigdy nie widziałem, żebyś się uśmiechała. Kłopoty? zapytał ordynator naszego szpitala, Adam Wojciechowski, choć dotąd wydawało mi się, że dla niego istnieję jedynie jako pracownik.

Wszystko w porządku, speszyłam się przed szefem.

Tak trzymać. Gdy w życiu wszystko jest poukładane, świat wydaje się piękniejszy, odpowiedział tajemniczo.

Adam był kiedyś żonaty, miał córkę, ale żona zdradziła go i rozstał się z nią. Teraz mieszkał sam, miał czterdzieści dwa lata. Niepozorny, w okularach, łysiejący, niewysoki. Ale kiedy podchodził, czułam magnetyczną siłę. Bił od niego zapach, który działał na kobiety jak afrodyzjak.

Nie potrafiłam się oprzeć urokowi doktora. Uciekałam przed pokusą, byłam skołowana jego słowami. „Dobrze, gdy wszystko jest w porządku.” Tak prosto, a trafnie. U mnie jednak był nieład a lata przecież lecą, nie można ich zatrzymać, by poukładać życie na nowo.

Przeprowadziłam się do rodziców. Mama była zaskoczona:
Lidka, co się stało? Wiktor cię wyrzucił?
Nie, mamo… Wyjaśnię wszystko potem, wstydziłam się mówić o moim małżeństwie.

Później wydzwaniała do mnie matka Wiktora, krzyczała i złorzeczyła. Ale ja już mogłam oddychać pełną piersią, być sobą. Adam Wojciechowski dał mi siłę

Wiktor groził, śledził mnie, ale nie miał już nade mną żadnej władzy.

Wiktor, nie marnuj na mnie czasu, zajmij się swoim synem. Już przewróciłam naszą kartkę w życiu. Żegnaj, mówiłam mu spokojnie.

Wróciłam do siostry Natalii, do rodziców. Byłam znów sobą, nie zabawką w niczyich rękach.

Przyjaciółka zaraz zauważyła, że się zmieniłam:
Lidka, nie poznaję cię. Odżyłaś, promieniejesz. Jak panna młoda!

A Adam Wojciechowski wkrótce oświadczył mi się:
Lidio, wyjdź za mnie! Daję słowo nie pożałujesz. Tylko jedno: mów mi po imieniu, a „pan doktor” zostaw do pracy.

Naprawdę mnie kochasz, Adamie? zdziwiłam się.

Wybacz, zapomniałem, że kobiety muszą to słyszeć. Tak, kocham cię ale ja wierzę bardziej w czyny, pocałował mnie w dłoń.

Zgadzam się, Adamie. Jestem pewna, że potrafię cię pokochać nie posiadałam się z radości.

Minęło dziesięć lat.

Adam codziennie udowadniał, czym jest prawdziwa miłość. Nie klękał, nie rzucał górnolotnych słów jak Wiktor. Był opiekuńczy, troskliwy, szczodry. Dzieci nie mieliśmy. Może naprawdę byłam „pustą kwiatką”. Adam jednak nigdy nie wyrzucał tego, nie miał żalu.

Lidka, widocznie pisane nam żyć tylko we dwoje. I to mi wystarczy, pocieszał mnie.

Córka Adama dała nam wnuczkę, Zosię, która stała się naszym ukochanym dzieckiem.

A Wiktor… pogrążył się w alkoholu i w końcu odszedł na zawsze, mając nieco ponad czterdzieści lat. Jego matka czasem jeszcze spotyka mnie na rynku, patrzy z nienawiścią, ale te złe spojrzenia już mnie nie dosięgają. Co najwyżej budzą współczucie.

U mnie z Adamem wszystko w porządku. Życie jest piękne.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

6 + 4 =

Życie w porządku: – Lada, zabrania mi ci kontaktów z siostrą i jej rodziną! Oni mają swoje życie, …