Życie w dwóch rodzinach

Ożeniłem się z kobietą, która była już wcześniej zamężna i miała dzieci z pierwszego małżeństwa. Nie przypuszczałem jednak, że jej były mąż zdoła wmieszać się w nasze życie rodzinne.

Moja Sara wyszła za mąż za Andrzeja, gdy była studentką. Żyło im się bardzo dobrze, oboje pracowali, a rodzice Sary zapewnili im mieszkanie w centrum. Wkrótce po ślubie, kobieta dowiedziała się, że spodziewa się dziecka, urodziła Paulinkę. Dwa lata później urodziła się druga dziewczynka, Tosia.

Po pewnym czasie, ich małżeństwo zaczęło się powoli rozpadać, a relacje między nimi uległy pogorszeniu. Sara był zajęty pracą, a bezrobotny Andrzej wcale nie chciał zajmować się dziećmi i domem, znajdował sobie coś ciekawszego do roboty, często gdzieś znikał, wynosząc z domu drobiazgi. Kobieta nie od razu to zauważyła.

Wtedy wydarzyła się straszna sytuacja, Sara miała wypadek w komunikacji miejskiej, autobus przewrócił się na moście. Jej obrażenia były ciężkie i lekarze nie dawali gwarancji, że przeżyje, ale Sara okazała się silna i mocna duchem. W szpitalu opiekowali się nią rodzice. Andrzej odwiedzał ją czasem, mówiąc, że teraz ciężko pracuje i sam zajmuje się dziećmi. Nie miał ani czasu, ani siły, by opiekować się żoną.

Kilka miesięcy później, Sara została wypisana i pojechała prosto do swoich rodziców, ponieważ w domu nie było nikogo, kto mógłby się nią zaopiekować. Kiedy wyzdrowiała i zaczęła chodzić, wróciła od rodziców z powrotem do domu, do męża i dzieci. Andrzej zachowywał się wobec niej gorzej, niż wobec nieznajomego, nie rozmawiał z nią i ignorował ją. Od razu powiedział, że nie będzie tolerował inwalidy w rodzinie – nie byłoby to ekonomicznie opłacalne. Dzieci powiedziały mi w zaufaniu, że podczas nieobecności mamy, tatuś przyprowadzał wiele różnych kobiet, które kazał nazywać „mamą”, a ostatnio pojawiła się jakaś babcia, bardzo stara, ale z pieniędzmi.

Sara nie robiła zamieszania. Postanowiła zostawić mieszkanie, które kupili jej rodzice, swojemu mężowi. Chciała zabrać ze sobą dzieci, ale on jej nie pozwolił. Po powrocie do zdrowia, złożyła pozew o rozwód. Dzieci nie mogły iśc z matką, ale kobieta często zabierała je do siebie i dziadków.

Kiedy Sara w pełni wyzdrowiała i zaczęła szukać nowej pracy, miała szczęście, że trafiła do naszej firmy przez dawnego kolegę z klasy. Byliśmy na sąsiednich wydziałach i często nosiliśmy sobie nawzajem gazety, dzięki czemu się poznaliśmy. Bardzo mi się podobała, piękna, mądra, miła. Rodzice dobrze ją wychowali i miała świetne maniery.

Sara i ja wkrótce zaczęliśmy się spotykać, a potem zamieszkaliśmy razem. Oczywiście na początku znajomości powiedziała mi, że była mężatką, o dzieciach i wypadku. Dzieci czasami nas odwiedzały, ale nie traktowały mnie zbyt ciepło. Miały ojca, a ja nie zamierzałem stać się dla nich drugim ojcem.

Potem okazało się, że te same dzieci powiedziały Andrzejowi o tym, że Sara ma kogoś i od tego czasu eks mojej żony, zachowywał się jak wariat: rozsiewał różne plotki, skarżył się na mnie mojej byłej teściowej, podżegał dzieci do nienawiści, nazywał mnie rozwodnikiem, mówił, że przez cały czas byłem kochankiem Sary, dlatego porzuciła rodzinę i zostawiła dzieci. Kobieta poprosiła mnie, żebym nie dał się sprowokować, a potem się jej oświadczyłem. Bardzo chciałem założyć własną rodzinę z kobietą, którą kochałem.

Miałem nadzieję, że „wojna” Andrzeja wkrótce się skończy, a on sam się uspokoi, ale nie zrobił tego. Po ślubie zaczął mnie jeszcze bardziej nienawidzić i nastawiać swoje dzieci przeciwko mnie, wpadając w złość za każdym razem, gdy przychodził.

Andrzej stał się zupełnie nie do zniesienia po tym, jak Sarze i mi, urodziło się nasze pierwsze dziecko. Zaczął przyprowadzać Paulinę i Tosię, kiedy tylko było mu wygodnie, zostawiając je u nas nie na kilka godzin, ale na kilka dni. Obie dziewczynki były w nastoletnim wieku, jedna piętnaście, druga trzynaście lat, obie bardzo trudne nastolatki, z którymi ciężko było się dogadać i dojść do porozumienia. Czułem wpływ Andrzeja i wieku przejściowego. Obie pakowały się w kłopoty, nie radziły sobie w szkole, a także okradały Sarę. Jednego dnia, zginęły jej kolczyki, drugiego złoty pierścionek…

Andrzej histerycznie powiedział Sarze, że jest mu trudno radzić sobie z dziećmi, że nie są mu posłuszne, a ona nawet nie przyczyniła się do wychowania, więc teraz niech nadrabia stracony czas. Dzieci były okropne, może nawet gorsze od samego Andrzeja.

Dziewczynki były dość agresywne, zawsze grały główne skrzypce i nie miały szacunku dla swojej matki. Andrzej wpadł na pomysł, żeby zostawiać je u nas na całe tygodnie, a pewnego lata zabrał je ze sobą na dwa miesiące, bo wyjeżdżał za granicę.

Oczywiście rozumiem, ale tego jest już za wiele. Sara i ja założyliśmy własną rodzinę, mamy wspólne dziecko, dobrze nam się powodzi, a Andrzej wciąż jest o nią zazdrosny i odwdzięcza się w ten paskudny sposób, wieszając na nas dorosłe dzieci, które nienawidzą mnie do tego stopnia, że od lat są nastawione przeciwko mnie. Paulina czasami powiedziała mi nawet kilka przykrych słów, jeśli Sary nie było w pobliżu, a potem histerycznie udowadniała, że to wszystko zmyśliłem.

To naprawdę mnie boli. Nie mam pojęcia, jak poradzić sobie z tą sytuacją. Kiedy Andrzej zostawi nas w spokoju? A Sara nie może się nawet sprzeciwić, to przecież także jej dzieci.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

cztery × 4 =

Życie w dwóch rodzinach