Życie pełne pasji: Wiek to tylko liczba

Wiek to nie wyrok: Życie w wirze namiętności

Halina przygotowywała się do swoich sześćdziesiątych urodzin. Ta liczba brzmiała jak wyrok, a wypowiedzenie jej na głos wydawało się nie do zniesienia. Kiedyś sześćdziesiątka uchodziła za próg starości, początek schyłku, a nawet według dzisiejszych, łagodniejszych miar, oznaczała przejście do kategorii „osoby starszej”. Na samą myśl o tym serce ściskało się w piersi.

Ostatni raz tak dotkliwie przeżywała swój wiek, gdy skończyła trzydzieści lat. Wtedy wydawało się, że młodość odeszła bezpowrotnie, pozostawiając jedynie cień dawnej swobody. Teraz, patrząc na swoje dorosłe już dzieci, Halina tylko gorzko się uśmiechała na te wspomnienia.

Zatrzymała się przed lustrem w sypialni, wpatrując się w swoje odbicie:
— Wcale nie tak źle — szepnęła cicho, obracając się raz w jedną, raz w drugą stronę. — Wyglądam na czterdziestkę, czuję się podobnie. Nic mnie nie boli, wszystko jeszcze działa, pukać w niemalowane.
Mrugnęła do swojego odbicia, jakby rzucając wyrok czasu, i zabrała się za zadanie, które zlecił jej mąż.

Świętowanie zaplanowali z rozmachem: na wybrzeżu Chorwacji, w gronie przyjaciół i rodziny. Halina początkowo opierała się — data ta, jej zdaniem, bardziej nadawała się do refleksji niż do zabawy. Do tego drogo, daleko i kłopotliwie. Jej głos jednak utonął w chórze rodzinnego entuzjazmu. Mąż, Stanisław, którego wszyscy nazywali Staśkiem, przysiągł, że wszystko zorganizuje: od lotu po slajdowisko pod przeboje Czesława Niemena. Montaż powierzył młodszemu synowi, a zdjęcia — oczywiście Halinie.

Usiadła na miękkim dywanie w salonie, z ciężkim westchnieniem otwierając starą komodę. Zdjęć nie było wiele — ślady dwóch emigracji i niekończących się przeprowadzek. Dziecięcych fotografii prawie nie zostało: gdy w wieku niewiele ponad dwadzieścia lat opuszczała rodzinną Łódź, nie było miejsca na sentymenty. Co nieco udało się odzyskać od rodziców, ale i oni mieli niewiele. Pierwsze małżeństwo, rozwód — stamtąd zabrała tylko kilka zdjęć: swoje, dzieci, przyjaciół. Reszta pozostała w przeszłości, która nigdy nie nadeszła.

Stanisław, w przeciwieństwie do pierwszego męża, amatora fotografii, rzadko brał aparat do ręki. Lata wspólnego życia jednak zostawiły swój ślad w albumach. Potem życie przyspieszyło: telefony się psuły, dyski twarde przestawały działać, foldery z plikami ginęły pod dziwnymi nazwami. Albumy, które można było przekładać, dotykać, wspominać — odeszły w niepamięć.

Przeglądając zdjęcia, Halina natrafiła na fotografie z matury — w tej samej sukni, którą podarowali jej dziadkowie z Paryża. Oto kolejne — z praktyk w szpitalu po trzecim roku studiów. A tu — komunia starszego syna, jego wymuszony uśmiech i jej własna duma. Nagle — zdjęcie przyklejone do innego. Ostrożnie je oddzieliła. Serce zamierło. Krystyna. Obok — Halina w szmaragdowej sukience na święcie Chrztu Gruzińskiego.

Nie widziały się prawie trzydzieści lat.

Krystyna wpadła do ich grupy stażystów późną jesienią, przenosząc się z kardiologii na internę. Drobna, z krótką fryzurą i ogromnymi oczami, wyglądała na dziewczynkę, dopóki nie otworzyła ust. Wtedy wszyscy rozumieli: to nie tylko bystra głowa, ale prawdziwy talent. Emigrantka z Tbilisi, przyjechała z matką i mężem — swoim promotorem, starszym o dobrą dekadę. Egzaminy zdała za pierwszym razem, i to tak, że proponowano jej każdą specjalizację. Wybrała kardiologię — prestiżowo, blisko męża. Ale po pół roku nocnych dyżurów nie wytrzymała i przeniosła się na internę.

Z Haliną zżyły się w mgnieniu oka. A gdy matka Krystyny zaczęła opiekować się synem Haliny, stały się niemal siostrami. Studia dobiegały końca, a przyjaciółki coraz częściej rozmawiały o przyszłości.
— Może endokrynologia? — zastanawiała się Halina.
— Po co? — machnęła ręką Krystyna. — Jeszcze trzy lata nauki, a potem czekanie na pacjentów. Internista to od razu do akcji, wszystkie drogi prowadzą przez ciebie!
W efekcie Halina została przy internie, a Krystyna wybrała endokrynologię. II wyjechała do Pragi.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

1 × pięć =

Życie pełne pasji: Wiek to tylko liczba