Życie jest pełne niespodzianek
– Mamo, wychodzę – powiedziała Kinga, zaglądając do kuchni.
Wanda oderwała wzrok od garnka i uważnie spojrzała na córkę.
– Co? – Kinga demonstracyjnie westchnęła i przewróciła oczami.
– Nic. Dlaczego tak się wystroiłaś o tej porze? Ubrałaś się, umalowałaś… Randka? Nie przedłużaj tylko.
– Dobrze – odparła niechętnie Kinga i szybko wyszła.
„Zupełnie dorosła” – pomyślała Wanda. Przykryła garnek pokrywką i podeszła do dużego lustra w przedpokoju. – „Gdzie moje siedemnaście lat? Jak szybko czas leci. Myślałam, że przede mną całe życie, a tu już mniej niż połowa. Szkoła ciągnęła się w nieskończoność, a potem życie potoczyło się jak kulka z góry. Studia, małżeństwo… Szczęście wyjrzało jak słońce zza chmur i znów zniknęło”. Poprawiła włosy. – „Ale cóż. Córka mądra i piękna… O, ziemniaki!”
Wanda klasnęła w dłonie i pobiegła do kuchni. Chwyciła pokrywkę, o mało nie upuszczając jej na podłogę. Syknęła z bólu, zaczęła chuchać na poparzone palce. „Nakręciłam się przed lustrem, o mało nie spaliłam ziemniaków…” – beształa siebie.
Zjadła kolację sama, bez apetytu, potem usiadła przed telewizorem, oglądając serial. Za oknem szybko zapadał zmrok. Nie zauważyła, kiedy zasnęła. Obudził ją dzwonek telefonu. Niedospana, nie spojrzała na wyświetlacz – była pewna, że dzwoni Kinga. Kto inny mógłby dzwonić o tak późnej porze? Przyjaciółek nie miała, tylko koleżanki z pracy, połączone raczej samotnością niż prawdziwą więzią.
Zmieszała się, słysząc męski głos.
– Czy to mama Kingi Nowak?
– Kto mówi? – zapytała ostrożnie Wanda.
– Lekarz z drugiego miejskiego szpitala. Proszę przyjechać, córka miała wypadek, potrzebna jest pilna operacja. Jest niepełnoletnia, więc wymagana jest zgoda…
– Jaka operacja? – Wanda wciąż nie mogła dojść do siebie. Ale w słuchawce rozległy się już krótkie sygnały.
Próbowała ogarnąć to, co usłyszała. To pomyłka, córka wyszła tylko na spacer. Jaki wypadek? Ale lekarz podał jej imię i nazwisko. Głowa po nieplanowanej drzemce myślała ospale. Wanda wzięła się w garść, powtarzając w myślach, że trzeba jechać do drugiego szpitala, i zamówiła taksówkę. Szybko się przebrała, chwyciła torebkę i wybiegła z mieszkania. Nie czekała na windę – po schodach było szybciej. Wyszła z klatki, a pod dom podjeżdżała już taksówka, oślepiając światłami.
– Proszę jechać szybciej… Córka w szpitalu… – zdyszana po biegu po schodach, poprosiła.
Przez całą drogę Wanda raz poganiała kierowcę, żeby jak najszybciej przekonać się, że to pomyłka, raz potajemnie pragnęła, żeby jechał jak najwolniej, by oddalić nieuchronność nieszczęścia, od którego serce ściskało się z przerażenia.
Wpadła na izbę przyjęć i od razu zauważyła chłopaka w brudnej kurtce na kozetce. Twarz w zadrapaniach, plaster nad brwią, zagubione spojrzenie.
– Gdzie moja córka? Co jej zrobiłeś?! – podbiegła do niego, złapała za poły rozpiętej kurtki i zaczęła nim potrząsać.
– To nie moja wina! Zza zakrętu wyleciał samochód… Skręciłem, ale i tak nas uderzył… Nie jestem winny…
– Kto uderzył? Dlaczego? – krzyczała zdezorientowana Wanda.
– A co tu za hałasy? – do izby wszedł starszy lekarz. W oczy Wandzie rzucały się jego puszyste, jasne wąsy. – To pani Nowak? Proszę podpisać zgodę na operację.
– Jaką operację? Po co? Gdzie moja córka?! – Wanda wciąż krzyczała, już bardziej z rozpaczy niż złości.
– Jest nieprzytomna. Ma krwiaka śródczaszkowego, ciśnienie rośnie. Jeśli nie zatrzymamy krwawienia, to… Proszę podpisać tu – lekarz podał jej kartkę i długopis.
Od nieznanych słów kręciło się jej w głowie, litery rozpływały się przed oczami. Wanda drżącą ręką podpisała dokument i osunęła się bezsilnie na kozetkę obok chłopaka. Lekarz natychmiast wyszedł.
– Nie rozumiem… Wyszła tylko na spacer… – szeptała Wanda, kołysząc się na kozetce.
– Najpierw spacerowaliśmy, potem zaproponowałem przejażdżkę motocyklem…
Wanda gwałtownie odwróciła głowę w stronę chłopaka.
– Ty jesteś winien! Ty…
Chłopak cofnął się przed jej pełnym nienawiści wzrokiem.
– Nie jestem winny… Nawet się nie zatrzymał, żeby sprawdzić, czy żyjemy… – tłumaczył się.
– Kamil! Co z tobą? – Do izby wszedł wysoki mężczyzna. Chłopak zerwał się z kozetki i rzucił w jego stronę.
– To nie moja wina, tato. Nie jechałem szybko… On na nas wjechał… Gdybym nie skręcił, rozjechałby nas… Jakiś kierowca zawiózł nas do szpitala. Lekarz powiedział, że gdyby spóźnili się o dziesięć minut, Kinga by… – Chłopak wtulił się w ojca i rozpłakał.
Mężczyzna objął go i pogładził po drżących plecach.
– Wierzę ci. Pamiętasz samochód? Kolor, markę? Gdzie to było? Obiecuję, że go znajdę.
– Znajdziecie, pewnie. Twój syn wyszedł cało, a moja dziewczynka… Przez twojego syna… – Wanda załamała się i wybuchnęła płaczem.
– Kto to? – zapytał mężczyzna syna.
– Mama Kingi.
– Opowiedz mi wszystko, co pamiętasz – poprosił ojciec.
– Tak, opowiedz tacie, jak prawie zabiłeś moją córkę – szlochała Wanda.
– Proszę pani, rozumiem jej ból, ale trzeba wyjaśnić fakty. Jeśli mój syn zawinił, poniesie konsekwencje. Kamil, znasz adres dziewczyny? – Chłopak skinął głową, wciąż łkając.
– Nie jestem winny… – powtarzał w kółko.
– Oto moja wizytówka. Jeśli będzie pani czegoś potrzebować, proszę dzwonić. – Podał kartkę Wandzie. Ta nie wzięła, odwróciła głowę. Mężczyzna wsunął wizytówkę do otwartej torebki. – Chodź, idWanda spojrzała na wizytówkę, potem na załzawioną twarz Kamila, i nagle zrozumiała, że życie niesie ze sobą nie tylko ból, ale i szansę na nowe początki.



