Życie jest zbyt krótkie, by zwlekać

**Dziennik**

Życie płynie szybko, nie ma czasu na długie rozmyślania. Jest trudne i bywa niesprawiedliwe, ale czasem przynosi niespodzianki, które nadają mu nowy sens. Dają szansę naprawić błędy przeszłości, zrozumieć prawdziwe wartości i stać się lepszym człowiekiem.

Przemysław Zawadzki pochował żonę osiem lat temu i od tamtej pory nie ożenił się ponownie. Na początku mieszkał sam z synem, Bartkiem, w tym dużym, dwupiętrowym domu. Wszystko było tu urządzone i zadbane, przytulne każdy kąt nosił ślad ręki jego żony, Ani. Kiedy odeszła, zostawiła męża i syna samych. Od tamtej pory Przemysław nie przestawiał mebli wszystko zostało tak, jak za życia Ani. Tylko on i Bartek dbali o porządek, obydwaj byli schludni.

Bartek skończył szkołę i poszedł na studia. Był przystojnym chłopakiem, dziewczyny ciągle się za nim uganiały, nawet w liceum, a on nie miał nic przeciwko temu.

„Bartek, jakoś tak nieładnie się zachowujesz wobec tych dziewczyn” mówił mu ojciec. „Uważaj, bo któraś w końcu zajdzie w ciążę za wcześnie. Wtedy zrozumiesz, że będziesz musiał się z nią ożenić.”

Na studiach było tak samo. Gdy syn wyjechał do innego miasta, Przemysław został sam. Nie spieszył się jednak z nowymi znajomościami widać nie mógł zapomnieć ukochanej Ani. Między nimi była prawdziwa miłość, a to zdarza się w życiu rzadko.

Pewnego dnia odwiedził go dawny kolega z klasy, Krzysztof. Stali na podwórku, grillowali kiełbaski i rozmawiali.

„Jak tam twój syn? Jak ci się wiedzie?” pytał Krzysztof.

„Spokojnie, idzie ku lepszemu. Bartek to moja prawa ręka, pomaga mi po studiach, tylko jakoś nie może się ożenić. W tym względzie nie jest we mnie” śmiał się Przemysław. „W przyszłym roku planuję rozszerzyć interes. A ty jak?”

„U mnie też wszystko w porządku. Zostałem rolnikiem, wiele się nauczyłem. A jeszcze się ożeniłem pamiętasz, rozstałem się z Izą. Teraz mam młodą żonę, prawie dwadzieścia lat ode mnie młodsza. Tylko z córką nie mogę się dogadać. Wścieka się, choć sama jest mężatką. Nie podoba jej się, że moja żona jest taka młoda. No ale może z czasem się ułoży” opowiadał Krzysztof. „A ty? Ania odeszła dawno temu, a ty wciąż sam. Czas byś się ożenił, bez żony trudno.”

„Nie, Krzysztof. Nie planuję. Kobiet oczywiście jest wiele, i uwagi nie brakuje, sam wiesz. Nawet w biurze mam parę miłych pań. Ale na razie nie zamierzam zakładać rodziny” tłumaczył Przemysław.

Obok mieszkała Małgorzata, piękna kobieta, która trzy lata temu owdowiała. Córka była już mężatką. Przemysław czasem z nią rozmawiał i coś w niej go poruszało, ale trzymała się z godnością, jak przystało na wdowę. Żadnych zalotów, tylko sąsiedzkie gesty czasem poczęstowała pierogami albo jabłkami z sadu. Wymienili numery telefonów.

„Małgosiu, zamieńmy się numerami. Mieszkamy sami, nigdy nie wiadomo, co się może zdarzyć. Jak długo się nie widzimy, to zadzwonimy.”

„Racja, Przemysławie, życie bywa nieprzewidywalne” zgodziła się sąsiadka.

Pożegnał Krzysztofa i po kiełbasce z koniakiem (choć obaj pili umiarkowanie) położył się spać. Następnego dnia, gdy podjechał pod dom, zobaczył młodą dziewczynę. Wysiadł i spytał:

„Szuka pani Bartka? On tu nie mieszka, wyprowadził się do miasta.”

„Wiem, Przemysławie, przyszłam do pana” odpowiedziała łagodnym głosem. „Nazywam się Weronika.”

„Do mnie? Ciekawe.” Dziewczyna podała mu zdjęcie małej dziewczynki. „To pana wnuczka, Ola. Ma cztery lata.”

„Proszę pani, niech pani nie zawraca mi głowy. Niech pani sama się tłumaczy z Bartkiem.” Zamknął furtkę i wszedł do domu.

Pół roku temu już przyjeżdżała jedna taka, nawet z dzieckiem, a gdy zrobili test, okazało się, że oszukiwała. Teraz nie ufał takim dziewczynom. Wchodząc do domu, mruczał pod nosem:

„Eh, synu, ile jeszcze takich panien będzie tu przychodzić? Jutro porozmawiam z nim poważnie, niech się wreszcie ożeni.”

Po chwili wyszedł na podworek nakarmić Borysa, swojego psa i stróża, i zobaczył w furtce wystającą teczkę z dokumentami. W środku było zdjęcie dziewczynki i jakieś papiery. Wziął je do domu i odłożył na górną półkę.

„Później się tym zajmę. Co tam może być ciekawego?”

Oczywiście, pochłonięty pracą, zapomniał o dziewczynie i teczce. Z synem porozmawiał, ale ten, jak zwykle, wszystko obrócił w żart.

Minął rok. Przemysław był w pracy, gdy zadzwonił telefon.

„Słucham. Co? Niemożliwe! Kiedy?!” Przycisnął słuchawkę, a sekretarka, widząc bladą twarz szefa, szybko nalała mu wody.

Ogromny ból spadł na Przemysława. Jego jedyny syn zginął w wypadku. Padało mocno, Bartek wracał z sąsiedniego miasta po służbowej podróży. Stracił panowanie nad samochodem.

Pogrzeb pamiętał jak przez mgłę. Wiedział tylko, że Krzysztof wszystko ogarnął, a obok stała Małgorzata, podając mu wodę i jakieś tabletki. Po ceremonii trafił jednak do szpitala. Lekarz stwierdził mikrozawał.

W szpitalu często odwiedzał go Krzysztof, a Małgorzata była tam niemal codziennie.

„Borysa karmię, zna mnie, więc je. Ale tęskni za panem, widać to w jego oczach” mówiła sąsiadka. „Dbam o dom, Krzysztof też często zagląda. Więc niech pan się tym nie martwi.”

Rozumiała, że strata syna to ogromne cierpienie i niełatwo się z tym pogodzić.

Pewnego dnia Przemysław nawet się rozpłakał, czego Małgorzata się nie spodziewała.

„Gosiu, nie mam już nikogo. Powinienem był umrzeć, byłbym teraz z moimi bliskimi.”

„Przemysławie, nie wolno tak mówić! Skoro Pan Bóg zostawił pana na tej ziemi, to znaczy, że ma swój powód.”

„Dziękuję, Gosiu. Mów mi po imieniu, tak będzie nam łatwiej. Nie zostawiaj mnie, oszaleję tu sam. Później ci wszystko wynagrodzę.”

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

17 − 2 =

Życie jest zbyt krótkie, by zwlekać