**Zuchwała teściowa**
– Musisz oddać te pieniądze mojej mamie – wrzeszczał Krzysztof. – To nie jest dla ciebie obca osoba! To twoja teściowa, druga matka! A ty na co je chcesz wydać? Na swoją młodość? Nie wybaczę ci, jeśli coś się stanie mamie!
W wieku 29 lat Krzysztof był już trzykrotnie żonaty, ale z żadną z partnerek nie znalazł szczęścia. Żony trafiały mu się, delikatnie mówiąc, nieodpowiednie – wszystkie trzy śmiały okazywać brak szacunku jego matce, Halinie Stanisławównie.
Z pierwszą żoną, Agnieszką, poznał się jeszcze na studiach. Dziewczyna początkowo zrobiła na nim dobre wrażenie. Po miesiącu randkowania od razu się oświadczył. Halina Stanisławówna, przeprowadziwszy mały test kandydatce, zaakceptowała wybór:
– Gotuje dobrze, naczynia myje porządnie, ze wszystkich stron. Synku, koniecznie uprzedź Agnieszkę, że po ślubie musi znaleźć pracę. Wielu teraz łączy pracę z nauką. Nie chcę, żeby twoja żona wisiała ci u szyi!
Krzysztof postanowił nie mówić Agnieszce nic przed ślubem. Poważną rozmowę odbyli dopiero po ceremonii:
– Agnieszko, musisz zacząć pracować – oznajmił stanowczo.
– Jak mam pracować, skoro jestem na dniu dziennym?
– Nie wiem, znajdź coś wieczorowego. Ja przecież pracuję.
– Nie planowałam szukać pracy – zmieszała się dziewczyna. – A jeśli wkrótce urodzi się dziecko? Co wtedy?
– To nie problem – zapewnił Krzysztof. – Posiedzisz trochę na macierzyńskim i wrócisz do obowiązków. A mamusia zajmie się dzieckiem!
Agnieszka już wtedy pomyślała, że popełniła błąd, przyjmując oświadczyny. Małżeństwo rozpadło się po czterech miesiącach – dziewczyna uciekła od męża i teściowej do rodziców.
Halina Stanisławówna natychmiast zadzwoniła do swatki:
– Nie wróci już do was – oświadczyła matka Agnieszki. – Myślisz, że wychowałam córkę, żeby pomiatala nią jakaś niespełna rozumu kobieta i jej maminsynek? Wypisujcie pozew, Agnieszka nie chce już z Krzysztofem żyć!
Krzysztof unieważnił związek. Wcaleźle nie żałował – taka żona była mu niepotrzebna. Zwłaszcza że matka podzielała jego zdanie:
– Dobrze, synku, że skończyło się teraz. Wyobraź sobie, gdybyście mieli dziecko? Siedziałaby twoja Agnieszka w domu, nic nie robiła, grosza by nie zarobiła. Wszystko spadłoby na ciebie! Nic straconego, masz dopiero 23 lata. Jeszcze znajdziesz szczęście!
***
Szczęście zjawiło się rok po rozwodzie. Krzysztof poznał Kingę, dziewczynę z prowincji. Wszystko w niej mu odpowiadało – przede wszystkim pracowała i zarabiała przyzwoicie. Tym razem Halina Stanisławówna nie testowała kandydatki. Wystarczyła jej obietnica, że przyszła synowa będzie współdzielić koszty utrzymania domu.
Ślub wzięli szybko. Po tygodniu Kinga zaskoczyła męża:
– Kochanie, bałam ci się powiedzieć…
– Czego? – zdziwił się Krzysztof.
– Myślałam, że ode mnie odejdziesz… Mam dziecko.
Mężczyzna się zasępił. Wychowywać cudze dziecko? Nie planował tego. Pobiegł po radę do matki. Halina Stanisławówna westchnęła:
– Nic strasznego! Gdzieś przecież mieszkało do tej pory? Niech tam zostanie. Kinga może je czasem przywozić. O przeprowadzce nie ma mowy – wasz związek jest zbyt świeży. A nuż rozwiedziecie się jak z Agnieszką?
Krzysztof przekazał słowa żonie. Kinga zasmuciła się – marzyła, by sprowadzić syna ze wsi do miasta, ale nie sprzeciwiła się mężowi. Postanowiła działać po cichu. Po miesiącu przywiozła siedmiolatka do mieszkania teściowej.
Przyjęli go chłodno. Krzysztof od razu postawił sprawę jasno:
– Niech mnie nie nazywa tatą, a mamy – babcią. Jesteśmy dla niego obcymi. I niech nie prosi mnie o nic. Wkładasz część pensji do wspólnej kasy, resztę wydawaj na niego.
Kingę zabolało takie traktowanie. Liczyła, że Krzysztof zmięknie na widok dziecka. Tak naprawdę wyszła za niego głównie dla mieszkania – wynajem pochłaniał większość jej zarobków. Ten związek też nie przetrwał. Kinga, zmęczona pretensjami, wróciła z synem do rodziców.
Krzysztof znów został sam. Halina Stanisławówna pocieszała go:
– Wyobraź sobie, synku: całe życie z obcym dzieckiem! A i z Kingi niewiele pożytku – jedynie pracowała. Gotowałam, sprzątałam… A ona jeszcze grymasy stroiła! Że niby nie kochamy jej synka? A czemu mielibyśmy? To nie nasza krew!
***
Trzecią żonę Krzysztof poznał na konferencji naukowej w Warszawie. Weronika go urzekła – kobieta sukcesu, przebojowa i zaradna. Miał szczęście: miała własne mieszkanie, samochód i wysoką pozycję.
Halina Stanisławówna aż podskoczyła z radości, gdy syn opowiedział o nowej znajomej:
– To właśnie to, synku! Z taką kobietą nie zginiesz! A że starsza o 12 lat? Głupstwo! Zarabia trzy razy więcej? Bierz ją!
Weronika początkowo odmawiała ślubu:
– Po co nam ten papier? Żyjmy bez formalności.
– Nie, Weroniko – oburzył się Krzysztof. – Jestem tradycjonalistą. Nie zniosę konkubinatu!
Kobieta w końcu się zgodziła. Przecież rozwód to formalność.
Do teściowej się nie wprowadziła:
– Po co mi cudze ściany, skoro mam trzypokojowe mieszkanie? Jeśli chcesz – przeprowadź się do mnie.
– Mamo sama nie da rady! – zaprotestował Krzysztof.
– Halina ma ledwo sześćdziesiąt lat – wzruszyła ramionami Weronika. – Da sobie radę. Albo się przeprowadzasz, albo zostajemy „gościnnym małżeństwem”.
***
Krzysztof zamieszkał z żoną, co rozwścieczyło Halinę. Liczyła, że wynajmie jej mieszkanie za dodatkowe złotówki.
Weronika szybko przejęła kontrolę. Ograniczyła wizyty męża u matki.
– Synku, zniknąłeś! – narzekała Halina. – Żona cię więzi?
– Jestem zajęty, mamo – kłamał Krzysztof. – Weronika każe mi pisać doktorat.
Mężczyzna przestał też dawać matce pieniądze. Halina nie dawała za wygraną:
– Czemu mi nie pomagasz? Jak mam utrzymać mieszkanie?
– Nie mam nadmiaru gotówki – tłumaczył. – Jak tylko będę miał, dam.
Weronika celowała w wychowaniu maminego synka na uległego męża. Lubiła, gdy się zgadzał.
***
I ten związek się rozpadł. Halina, zdesperowana, wpadła na pomysł:
– Synku, potrzebuję 20 tysięcy złotych na operację! Odkąd się wyprowadziłeś, zdrowie mi siada!
– Skąd wezmę tyle? Weronika ma, poproś ją!
– Zagroź rozwodem! Powiedz, że zostawisz ją, jeśli nie pomoże!
Krzysztof posłuchał. Weronika tylko się uśmiechnęła:
– Mam te pieniądze, ale wydam je na lifting. Twoja matka? Nie mój problem.
– To życie jej chodzi! – krzyknął.
– To twoja sprawa. A rozwód? Proszę bardzo. Spakuj się i wracaj do mamy.
Krzysztof zaczął błagać, ale Weronika wyrzuciła go za drzwi. Halina cieszyła się, że syn wrócił. On jednak wciąż marzy o powrocie do żony…



