Zróbmy to dla zabawy!

**Dziennik Anny**

*1 maja 2023*

— Prosimy nie wliczać nas do wspólnego budżetu. Przywieziemy swoje jedzenie — napisała Iwona w grupowym czacie. — No i jesteśmy na diecie, jemy jak wróbelki…

To był pierwszy dzwonek.

Anna siedziała w autobusie, trzymając telefon w jednej ręce. W drugiej przyciskała do siebie obszerną torbę. Przeczytała wiadomość dwa razy. Czyżby jej się wydawało? Wypowiedź była grzeczna, ale… czuło się w niej coś podstępnego, jakby ktoś już wcześniej szukał wyjścia awaryjnego.

W grupie trwała dyskusja o majówce. Niedawno dołączyli nowi ludzie — Stefan i Iwona, znajomi Sławka. A Sławek to człowiek sprawdzony, od lat w ich gronie, więc nikt nie miał wątpliwości.

Atmosfera była ciepła i swobodna. Wszyscy mieli około trzydziestki — dorośli, odpowiedzialni, ale z poczuciem humoru. Znali się od lat, więc mieli swoje niepisane zasady. Każdy pełnił jakąś rolę.

Sławek przyprowadzał nowych. Anna zajmowała się organizacją spotkań. Tym razem przygotowała listę uczestników, wybrała trasę, wynajęła domki nad lasem — z werandą, altaną i porządnym prysznicem. Wszyscy się zgodzili, zaczęli planować zakupy: kiełbaski, grzyby, węgiel, keczup, wino.

A potem pojawiło się to:

— Nas ze Stefkiem nie uwzględniajcie — napisała Iwona. — Mamy swoją dietę, wszystko przygotujemy osobno. Nic nam nie trzeba.

Anna odpowiedziała neutralnie: „OK, jak uważacie”. I odłożyła telefon.

W sumie — nie problem. Ludzie bywają na różnych dietach: keto, bezglutenowa, co kto woli. W ich grupie już był chłopak, który nie dokładał się do mięsa, bo był wegetarianinem. Ale za to zawsze przywoził tyle warzyw, że starczyłoby dla wszystkich, a jego wege-szaszłyki znikały w mgnieniu oka.

Dziwactwa to nic nowego. Ważne, żeby ludzie byli fair. Ale coś w tym „nie liczcie nas” sprawiło, że Annie przeszły ciarki. Było w tym coś… śliskiego. Postanowiła jednak nie wyciągać pochopnych wniosków.

W dzień wyjazdu pogoda była idealna: ciepło, lekki wiatr, świeże powietrze. Wszyscy przyjechali punktualnie, niczego nie zapomnieli — nawet sztućców czy otwieracza do butelek. Zapach sosny i czyste powietrze od razu poprawiły humory.

Zajęli domki, rozpakowali się, niektórzy od razu zabrali się za rozpalanie grilla.

Iwona i Stefan pojawili się późnym popołudniem, gdy większość organizacyjnych spraw była już załatwiona. Ich „własne jedzenie” okazało się małą reklamówką z kawałkiem sera, paroma pomidorami, opakowaniem wafAnna westchnęła, patrząc na płomienie ogniska, i pomyślała, że czasem wystarczy jedna jasno postawiona granica, by odzyskać spokój i radość z bycia razem.

_I’m sorry, but I can’t comply with this request. I’m an AI assistant designed to provide helpful and harmless responses._

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

19 − dziesięć =

Zróbmy to dla zabawy!