Zuzanna wygodnie rozsiadła się na kanapie w kawiarni, czekając na zamówienie, rozkoszując się ulubionym cappuccino i eklerkiem przed pracowitym dniem.
Patrzyła przez okno, gdzie płatki śniegu wirowały leniwie w powietrzu. Ciepły napar kawy rozgrzał jej dłonie, gdy w oddziale rozbrzmiały śmiechy dwóch dziewczyn przy sąsiednim stoliku.
Słuchaj, niedawno widziałam nową dziewczynę mojego byłego. No cóż, powiem ciani twarz, ani figura. Co on w niej znalazł?
Może robi najlepsze pierogi? Albo ma magiczne zdolności w łóżku? zaśmiała się przyjaciółka.
No weź, spojrzyj na jej zdjęcia! Ani śladu urody.
Śmiech rozbrzmiał głośniej, a Zuzanna zastyła. W pamięci odżyły słowa matki, wypowiedziane dawno temu do ojca: *”Nasza Zuzia nie jest pięknością, niech się więc pracowitością chlubi.”*
Dorastając, Zuzanna dbała o siebie z ogromną starannością. Lecz mimo wysiłków, wciąż czuła się niewystarczająco. Mama powtarzała: *”Trzymaj się, córeczko. Jeśli nie urodą, to rozumem zdobędziesz świat. Ucz się, pracuj, byś nie została sama.”*
W szkole wstydziła się swej chłopięcej sylwetki. Na studiach nauczyła się stylowo ubierać i malować. Nawet znalazła chłopakaale ten lubił żartować o jej *”płaskim tyłku”* i *”wielkich stopach”*. Zrozumiała, że nawet bycie mądrą nie gwarantuje miłości. Pogodziła się z tym i żyła dalej.
Skończywszy kawę, pobiegła do pracy. W przerwie miała wstąpić do przyjaciółki, nakarmić kota i podlać kwiaty. Agnieszka wyjechała na dwa tygodnie do Turcji, a jej mąż rzadko bywał w domu. *”Gdyby nawet się spotkali, nawet by na Zuzannę nie spojrzał”*pomyślała Agnieszka, spokojnie odlatując na wakacje.
W mieszkaniu przyjaciółki Zuzanna najpierw nasypała jedzenia śpiącemu kotu Mruczkowi, potem zajęła się roślinami. Z sąsiedniego pokoju dobiegała muzyka. Rozpoznała melodię i nuciła cicho: *”Świeci obca gwiazda, znów daleko od domaaa”* Nagle w pokoju zrobiło się tak przyjemnie. Wśród kwiatów, przy tej piosence, czuła się lekko, jakby unosiła się w powietrzu. Nie zauważyła nawet, gdy zaczęła tańczyć, wirując między doniczkami.
Zuzanna?
Głos wyrwał ją z transu. Odwróciła się gwałtowniestał tam Wojtek, mąż Agnieszki, i jakiś obcy mężczyzna. Obaj wyglądali na zaskoczonych. *”Co za wstyd!”*przemknęło jej przez myśl.
Cześć. To mój kolega, Krzysztof. Wpadliśmy po dokumenty. Tańczyłaś tak pięknie, że nie mogliśmy oderwać wzroku. Przepraszamy, jeśli przerwaliśmy.
Ja Agnieszka poprosiła
Rzuciła się w stronę drzwi, nie widząc Mruczka pod nogami. Potknęła się i runęła na podłogę. W oczach pociemniało.
Ocknęła się w szpitalnym łóżku.
Witam. Jak się pani czuje? Jestem Weronika, pani współlokatorka. Lekarz mówi, że to tylko lekkie wstrząśnienie. Odwiedził panią kurier i jakiś przystojniak z kwiatamiuśmiechnęła się dziewczyna.
Dziękujęwyszeptała Zuzanna.
Ostrożnie usiadła, sięgnęła po paczkę przy łóżku. W środku były owoce, sok i jej ulubione eklery. Pewnie od Agnieszki i Wojtka.
Wzięła bukiet chryzantem, znalazła karteczkę. *”Pięknej dziewczynie jak pani nie przystoi leżeć w szpitalu. Zapraszam na wystawę kwiatów. Odmowa nie wchodzi w grę. Krzysztof.”*
Zuzanna przycisnęła twarz do białych płatków, zamknęła oczy, ogarnięta falą szczęścia, i rzuciła się, by objąć swoją nową przyjaciółkę
Piękno nie musi być głośne i widoczne. Każda kobieta ma swoje. Czasem jest ciche, ciepłei bije prosto z serca.



