Zranione Wnuczki

Rozżalone wnuczki

Gdy Ola wróciła do domu z córkami, dziewczynki natychmiast wybuchnęły płaczem. Właśnie wróciły od babci — i były przygnębione.

— Mamo, babcia nas nie kocha… — szlochały chórem. — Igorkowi i Kasi na wszystko pozwala, a nam — na nic! Im prezenty, cukierki, a nam tylko „nie dotykaj”, „nie przeszkadzaj”, „idźcie do drugiego pokoju”.

Ola wpiła zęby w dolną wargę. Serce ścisnęło się z bólu. Tak wiele razy czuła to wcześniej, lecz usłyszeć to od własnych dzieci — było szczególnie ciężkie.

Teściowa, Wiesława Antonina, nigdy nie okazywała szczególnej czułości córkom Oli. Za to dzieci jej rodzonej córki — wnuki Igor i Kasia — ubóstwiała. Im wszystko, innym — okruchy. Albo i mniej.

Kiedyś Ola próbowała nie zwracać na to uwagi. Tłumaczyła sobie, że babci jest trudno, że ma trudny charakter. Lecz z każdym rokiem stawało się to jaśniejsze: dla Wiesławy Antoniny wnuki dzielą się na „swoje” i „obce”. Nawet ta sama krew — jeśli od „nie tej” kobiety — nie liczyła się.

Dziewczynki opowiadały, jak babcia skrzyczała je za głośny śmiech, by pięć minut później pozwolić Igorowi jeździć samochodzikami po podłodze, choć hałasował znacznie bardziej. Albo jak postawiła na stole tort i podała go „gościom”, a własnym wnuczkom — tylko herbatę.

Najgorsze stało się, gdy babcia odesłała córki Oli same do domu. Przez zimną, pustą drogę. Miały po siedem lat. Bały się psów, trzęsły z zimna. A Wiesława Antonina nawet nie pomyślała, by zadzwonić do rodziców.

Gdy Ola się o tym dowiedziała, nie mogła powstrzymać łez. Zadzwoniła do teściowej, lecz ta tylko prychnęła:

— Trzeba być samodzielnym. W ich wieku ja już chodziłam na targ.

Po tej rozmowie mąż Oli, Krzysztof, po raz pierwszy poważnie pokłócił się z matką. Nie krzyczał. Po prostu powiedział:

— Mamo, jeśli nie potrafisz być babcią dla wszystkich wnuków, to lepiej nie być nią wcale.

Minęło kilka lat. Dziewczynki podrosły, wyrosły na mądre i dobre. I dawno już nie prosiły się do babci. A Wiesława Antonina… postarzała się. Coraz częściej odwiedzali ją lekarze, tabletki zastąpiły słodycze, a telewizor — towarzystwo.

Próbowała wezwać wnuki. Zadzwoniła do Igora — był zajęty, Kasia wymówiła się nauką. Wtedy przypomniała sobie o „nie swoich”.

— Niech przyjadą, posprzątają, przyniosą zakupy. Przecież ja im jestem babcią…

Ola wysłuchała, zamilkła, po czym odpowiedziała:

— Pan— Babcią? A one dla ciebie kim były? Pamiętasz, jak powiedziałaś im: „Ja was nie prosiłam”? Więc nie przyjdą. Bo zapamiętały to zbyt dobrze.

W słuchawce zapadła cisza, a w domu babci znów zrobiło się cicho. Tylko teraz — na zawsze. I bez nadziei.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

1 × 1 =

Zranione Wnuczki