**Dziennik, 15 stycznia**
Zostawmy ją tu, niech zdycha! mówili, wrzucając staruszkę w zaspę. Nie wiedzieli, że ich podłość wróci do nich jak bumerang.
Walentyna Nowak szła w stronę klatki schodowej. Starsze panie na ławce dyskutowały o nowym samochodzie zaparkowanym na trawniku.
Czyj to? zapytała Walentyna.
A skąd mamy wiedzieć? odparła jedna z sąsiadek. Pewnie Marii. U nas takich luksusowych aut nie widać.
U nas tylko karetki przyjeżdżają! dodała druga.
Kobiety gadały jeszcze chwilę o władzy i plotkach. Wtedy wyszła właśnie ta Maria, do której należał samochód. Minęła je obojętnie, nie patrząc nawet na auto stojące na trawniku. Walentyna wróciła szybko do domu.
Walentyna Nowak? odezwał się mężczyzna w progu. Pamięta mnie pani? Rozmawialiśmy kilka dni temu. Jestem pani krewnym.
O, Artur! rozpoznała go Walentyna. Dlaczego nie uprzedziłeś, że przyjedziesz? To twój samochód stoi na trawniku?
Tak, mój.
To idź i go przeparkuj, zanim ludzie cię zlinczują! Jak można tak bezmyślnie niszczyć moje kwiaty?!
Krewny pośpiesznie wyszedł, a Walentyna poszła nastawić herbatę. Musiała sprzedać mieszkanie nie chciała zostawiać sąsiadom zniszczonego trawnika.
Dawno temu odwiedzał ją wujek z synem. Potem stracili kontakt. A teraz nagle się zjawił! Coś w nim jednak budziło niepokój. Ciągle palił, a mimo młodego wieku zęby miał już żółte. Dobrze, że w ogóle przyjechał. Kobieta nie chciała wynajmować agenta nieruchomości wolała odwdzięczyć się krewnemu. Lecz ten odmówił pieniędzy.
Walentyna na starość została sama. Chciała przeprowadzić się bliżej natury. Lepiej świeże powietrze niż czwarte piętro bez windy. Na wsi był nawet sklep. Póki miała siły, chciała uprawiać warzywa. Jesienią znalazł się kupiec na mieszkanie.
Jutro zaczyna się zima. Lepiej sprzedamy na wiosnę postanowiła Walentyna, odkładając transakcję.
Ale ceny wzrosną! zaprotestował Artur. Zimą łatwiej sprawdzić ogrzewanie. Poza tym już jest kupiec. A jeśli się rozmyśli?
Ale ja jeszcze nie znalazłam domu! Gdzie ja będę mieszkać? Najpierw dom, potem sprzedaż westchnęła. Artur się zgodził.
Wkrótce znalazł kilka propozycji. Wybrali dom na wsi, ale Walentyna się zawiodła wszędzie potrzebny był remont. Za to za mieszkanie starczyłoby i na dom, i na naprawy.
Artur znał się na budownictwie i obiecał pomóc z kosztorysem. Staruszkę jednak gryzło sumienie:
Zima za pasem. Nie chcę się bawić w remonty. Chcę wejść i żyć jak normalni ludzie.
Ale ja pani pomogę! zapewniał.
Walentyna czuła, że Artur naciska na szybką sprzedaż, byle tylko pozbyć się kłopotu. Uznała jednak, że nie ma w tym podstępu. Dziękowała, że w ogóle się zainteresował. Wybrała dom i ustalili datę notarialną.
Kupiec i notariusz przyjechali punktualnie. Artur zrobił herbatę. Kobiecie zrobiło się smutno to przecież całe jej życie. Ale cofnąć się nie można. Rzeczy spakowane, dokumenty podpisane.
No i po sprawie! Można się przeprowadzać! oznajmił Artur.
Zaraz, teraz? Przecież jeszcze nie spakowałam naczyń! próbowała się opierać, ale Artur nalegał, by jechać dziś. Kupiec podobno nie miał gdzie spać!
No dobrze, dziś to dziś. Tylko szybko zbiorę garnek uległa.
W ciężarówce Walentyna zdrzemnęła się. Budziła się na chwilę, widząc przez okno śnieżną drogę. Słyszała urywki rozmowy.
Proszę pani, słyszy mnie pani? głos Artura brzmiał jak z oddali. Nie miała siły odpowiedzieć.
Zostawmy ją tu usłyszała, gdy znów się ocknęła. Wszystko było jak we mgle. Wepchnęli ją w śnieżną zamieć.
Sama umrze dodał Artur.
Zrozumiała, że krewny ją oszukał. Coś dosypał do herbaty, by podpisała dokumenty. Zamknęła oczy, gotowa na śmierć.
Tymczasem widziała ich młoda kobieta, Jadwiga. Jechała obok, zauważyła stojący samochód i pomyślała, że ktoś potrzebuje pomocy. Gdy zobaczyła, jak mężczyźni ciągną coś w stronę lasu, zaniepokoiła się. Dlaczego w taką zamieć? Coś ukrywają?
Zanotowała numery rejestracyjne i czekała. Gdy odjechali, pobiegła na miejsce. Znalazła staruszkę żywą, ale nieprzytomną. Natychmiast zadzwoniła po męża.
Gdzie ja jestem? spytała Walentyna, gdy odzyskała przytomność w aucie.
Znaleźliśmy panią odparła Jadwiga. Pamięta pani, jak się tu znalazła?
Tak Sprzedawałam mieszkanie z Arturem. Potem piliśmy herbatę. Coś mi dosypał! Potem jechaliśmy, a oni mnie wyrzucili Pozbyli się staruchy!
Niech pani pozwoli, posmaruję pani ręce kremem powiedziała dziewczyna.
Z panią jest cieplej uśmiechnęła się Walentyna. Bez pani bym zginęła.
Jadwiga i jej mąż zawieźli ją na policję. Zgłosili oszustwo. Artura aresztowano.
Młodzi zaproponowali Walentynie tymczasowy dach nad głową. Po kilku tygodniach odzyskała mieszkanie. Na wiosnę sprzedała je i kupiła dom na wsi bez remontu, za to z ogródkiem. Latem zaprosiła Jadwigę z mężem na obiad. Nigdy nie zapomniała ich dobroci.
**Lekcja:** Zło zawsze wraca, a prawdziwą rodzinę można znaleźć w najmniej spodziewanym miejscu.



