20 października 2023 r.
Dziś zapisuję w pamiętniku najważniejsze rozdziały mojego życia, bo dwukrotnie zostałem matką zastępczą i choć moja rola była inna, to dzięki temu moje dzieci i ja mamy wszystko, czego potrzebujemy, by godnie żyć.
Miałem zaledwie osiemnaście lat, kiedy po raz pierwszy przyszedł na świat mój pierwszy syn, Jędrzej. Poród okazał się niestraszny, a widząc, że macierzyństwo zastępcze już w Polsce zyskuje akceptację, pomyślałem o tej możliwości na poważnie.
Moja rodzina nigdy nie należała do zamożnych. Rodzice ledwo wiązali koniec z końcem, a ja, wraz z trzema siostrami, musiałem dorabiać na drobne wydatki. W wieku siedemnastu lat poślubiłem Martyna i razem z naszą małą córeczką, Bogna, ledwo wiązaliśmy koniec z końcem nie mieliśmy własnego mieszkania, a pieniądze topniały jak lód w lutym. Gdy rozważałem macierzyństwo zastępcze, mąż nie podzielał mojego entuzjazmu, choć starałem się go przekonać, że to jedyna szansa na wyjście z długów.
Kilka miesięcy później przyszła kolejna pociecha nasza druga córeczka, Jadwiga. Sytuacja stała się jeszcze trudniejsza; mąż nie wytrzymał presji i opuścił dom, zostawiając mnie samego z dwójką małych dziewczynek. Na szczęście moja matka i siostry wkrótce włączyły się w opiekę, kiedy sam pracowałem. Mimo ich pomocy, finanse wciąż były w strachu. Postanowiłem więc zrealizować pomysł, który nosiłem w głowie od lat.
Wyruszyłem do Krakowa i zgłosiłem się do jednej z agencji macierzyństwa zastępczego. Pierwsze dwie próby implantacji nie przyniosły efektu, a trzecia zakończyła się poronieniem. Wróciłem do domu z poczuciem przegranej, lecz sześć miesięcy później natrafiłem w internecie na ogłoszenie o nowej klinice, oferującej korzystne warunki. Zadzwoniłem nie miałem nic do stracenia. Gdyby się udało, to byłoby cud; gdy nie, tak było po prostu.
Tym razem wszystko poszło gładko. Przez dwanaście miesięcy zamieszkiwaliśmy przytulne mieszkanie w nowoczesnym bloku, a przyszli rodzice dziecka, które nosiłem, nie szczędzili hojności. Kupowali nam wykwintne jedzenie, podarowali Bognie i Jadwidze nowe zabawki, a także opłacali wypady do kina i zoo. Po dziewięciu miesiącach urodził się piękny chłopiec, Michał, zdrowy i silny.
Po powrocie do rodzinnego miasta, zarobiona opłata za macierzyństwo zastępcze wystarczyła, by kupić dwupokojowe mieszkanie w naszej dzielnicy. Mieliśmy jeszcze kolejny rok, w którym nie zamierzaliśmy się ograniczać.
Dwa lata później znów zostałem matką zastępczą tym razem dla rodziny z Chin, a nasz nowy synek, Kacper, przyszedł na świat w piękny, wiosenny poranek.
Dziś mieszkamy w przestronnym domu, a dziewczynki mają wszystko, co potrzebne do szczęśliwego dzieciństwa. Niektórzy patrzą na mnie krzywo i oceniają, ale ja nie widzę w tym nic złego zapewniam rodzinie godne warunki, choćby w niecodzienny sposób.
**Lekcja, którą wyniosłem:** w trudnych chwilach trzeba iść na przód, szukając rozwiązań tam, gdzie inni widzą tylko przeszkody, i nie pozwolić, by opinie innych przyćmiły dobro naszych najbliższych.



