Zostałam mamą zastępczą dwukrotnie: Teraz moje dzieci i ja mamy wszystko, czego potrzebujemy, aby ży…

Byłem kiedyś Zofią Kowalską, matką trójki córek Jadzi, Bogny i małej Jagody oraz jednego synka, Michała. Pamiętam, że już w osiemnastej wiosce wyruszyłam w świat macierzyństwa, kiedy po raz pierwszy przyszedł na świat mój pierwotny skarb. Poród nie był straszny, a wówczas zastępcze macierzyństwo już krążyło po krainie, więc rozważałam je poważnie.

Rodzina nie należała do zamożnych. Ojciec i matka ledwo wiązali koniec z końcem, wspierając mnie i moje trzy siostry. W wieku siedemnastu lat poślubiłam Jana Nowaka. Z mężem i naszą małą Jadzią ledwo wiązaliśmy koniec z końcem nie mieliśmy pieniędzy, nie mieliśmy własnego lokum, więc każdy dzień był walką o przetrwanie. Jan nie popierał pomysłu macierzyństwa zastępczego, choć wydawało się to jedynym wyjściem z naszych kłopotów.

Po pewnym czasie przyszła druga córcia. Sytuacja stała się jeszcze cięższa, a Jan, nie wytrzymując presji, opuścił dom. Zostałam sama z dwiema maleństwami. Na szczęście matka i siostry weszły mi w pomoc; gdy ja pracowałam, one opiekowały się dziewczynkami. Mimo ich wsparcia wciąż brakowało pieniędzy, więc w sercu nosiłam od dawna plan, który w końcu postanowiłam zrealizować.

Poleciałam do Krakowa, gdzie zgłosiłam się do agencji specjalizującej się w macierzyństwie zastępczym. Próbowałam kilka razy zaszczepić zarodek, lecz pierwsze dwie próby nie przyniosły efektu, a trzecia skończyła się poronieniem. Wróciłam rozbita i myślałam, że to koniec.

Sześć miesięcy później natrafiłam w sieci na ogłoszenie: pewna klinika oferowała naprawdę dobre warunki. Zadzwoniłam, powiedziałam: Warto spróbować, a jeśli nie wyjdzie, to los tak sobie zadecyduje. I oto los się uśmiechnął. Wszystko poszło gładko. Przez dwanaście miesięcy zamieszkiwaliśmy w przytulnym mieszkaniu w nowym bloku, a przyszli rodzice, którzy zamówili dziecko, nie szczędzili nam kupowali drogie produkty, dawali zabawki, opłacali wyjścia do kina i zoo. Po kolejnych dziewięciu miesiącach przyniosłam na świat zdrowego chłopca, którego nazwano Michałem.

Po powrocie do rodzinnego miasta zapłaciliśmy opłatę za macierzyństwo w wysokości kilkudziesięciu tysięcy złotych, co wystarczyło, by nabyć dwupokojowe mieszkanie w naszej dzielnicy. Mieliśmy jeszcze rok życia przed sobą, w którym nie zamierzaliśmy się ograniczać.

Dwa lata później znów zostałam matką zastępczą, tym razem dla rodziny z Chin, i przyszedł na świat kolejny mały cud. Dziś mieszkam z córkami w dużym domu, w którym nie brakuje niczego jedzenie, ubrania, przyjemności. Niektórzy patrzą na mnie krytycznie, lecz ja widzę jedynie to, że dałam rodzinie godne warunki, choćby w taki sposób. Bo jak mówią starzy: Co ci nie szkodzi, temu nie żałuj.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

3 × 2 =

Zostałam mamą zastępczą dwukrotnie: Teraz moje dzieci i ja mamy wszystko, czego potrzebujemy, aby ży…