Karolina została zatrudniona jako sprzątaczka w Warszawie i właśnie udawała się na swoje pierwsze zlecenie. Dom na Mokotowie był piękny, ale coś ją zszokowało: w gabinecie na kominku stała oprawiona fotografia jej matki. Wtedy wszedł mężczyzna.
Zrobię to perfekcyjnie powtarzała sobie Karolina, by dodać sobie odwagi. Razem z przyjaciółką Kingą przyjechały do Warszawy kilka dni wcześniej, by spełnić marzenie o karierze w teatrze.
Najpierw jednak potrzebowały pracy, by wynająć mieszkanie. Kinga znalazła zatrudnienie w sklepie odzieżowym, a Karolina w agencji sprzątającej.
To było idealne rozwiązanie nie zabierało wiele czasu, a sprzątanie ją uspokajało. Gdy dom był pusty, mogła nawet ćwiczyć śpiew.
Niestety, tuż przed wejściem do nowego miejsca pracy przypomniała sobie twarz matki. Jej mama, Halina, nie chciała, by córka goniła za takimi marzeniami, a tym bardziej by mieszkała w Warszawie.
Karolina urodziła się i wychowała w Łodzi, co nie było aż tak daleko. Nie znała ojca, a Halina nigdy nie wspominała o nim ani słowa. Z niewyjaśnionych przyczyn nienawidziła Warszawy. Była też nadopiekuńcza, co w końcu zmusiło Karolinę do ucieczki.
Gdy pakowały się z Kingą, wiedziała, że matka nigdy się nie zgodzi. Podejrzewała nawet, że ta mogłaby symulować chorobę, by ją zatrzymać. Ale Karolina musiała walczyć o swoje marzenia to było jej życie. Zostawiła więc krótką wiadomość na toaletce matki, gdy ta spała, i uciekła.
Minęło kilka dni, a Halina nie odezwała się, co było dziwne. Karolina uznała, że jest po prostu wściekła. Może wybaczy, gdy córka zadebiutuje na scenie. Teraz jednak musiała skupić się na sprzątaniu.
Według agencji, mieszkał tu starszy samotny mężczyzna, więc dom nie był w złym stanie. Karolina weszła, używając klucza schowanego pod wycieraczką, i zabrała się do pracy: najpierw kuchnia, potem salon, w końcu sypialnia.
Przed gabinetem zawahała się, ale nie było zakazu wstępu. Postanowiła nie dotykać dokumentów na biurku i skupiła się na odkurzaniu.
Kominek dominował w pokoju, nad nim półka z fotografiami, a naprzeciw ogromne regały z książkami. Takie gabinety Karolina widziała tylko w filmach.
Skończyła sprzątać i nagle zamarła przed zdjęciem na kominku. Kilka fotografii, ale jedna przykuła jej uwagę twarz matki. Wyglądała o dobrych kilkanaście lat młodziej, ale to na pewno była ona. Dlaczego zdjęcie mamy jest w domu tego mężczyzny? szepnęła.
Wtem usłyszała kroki. Do gabinetu wszedł starszy pan. Dzień dobry! To pani nowa sprzątaczka? Jestem Marek Kowalski, właściciel tego domu przedstawił się z ciepłym uśmiechem. Skończyła pani już tutaj?
Prawie, proszę pana. Ale czy mogę zadać pytanie? Karolina zawahała się, bojąc się jego reakcji. Kim jest ta kobieta?
Kto? spytał, zakładając okulary. Ach, to Halina. Miłość mojego życia.
Karolina poczuła dreszcz. Co się stało? nie powstrzymała się.
Zginęła w wypadku autokaru. Była wtedy w ciąży. Nie mogłem nawet pójść na pogrzeb, bo jej matka mnie nienawidziła. To było okropne Próbowałem żyć dalej, ale nigdy nie dałem rady. Do dziś ją kocham i tęsknię Marek zdjął okulary i usiadł ciężko.
Przepraszam, że jestem wścibska, ale ta kobieta wygląda dokładnie jak moja mama. To przerażające wyznała Karolina.
Mężczyzna zmarszczył brwi. Co pani ma na myśli?
Moja mama nazywa się Halina i jest żywym portretem tej kobiety. Ma teraz więcej lat, ale podobieństwo jest uderzające. Jestem pewna na 98%, że to ona powiedziała, wskazując na zdjęcie.
Halina? Pani matka to Halina? Gdzie się pani wychowała?
W Łodzi odparła, wzruszając ramionami. Nagle oczy jej rozbłysły: jeśli to była Halina, ten mężczyzna mógł być jej ojcem.
Marek zakrył usto dłońmi. To niemożliwe wyszeptał. Mógłbym dostać numer telefonu pani matki?
Oczywiście podała mu go.
Czy mogłaby pani zostać, gdy zadzwonię? spytał. Karolina skinęła głową.
Wybrał numer na słuchawce stacjonarnej, a po kilku sygnałach odezwał się głos Haliny. Halo? Karolina, to ty?
Marek spojrzał na Karolinę, po czym rzekł: Czy rozmawiam z Haliną Nowak?
Tak. Kto mówi? głos Haliny zesztywniał.
Halina, tu Marek powiedział, a jego głos już drżał.
Marek który? Czekaj Marek Wiśniewski? Czego chcesz po tylu latach? Halina mówiła ostro, choć Karolina nie rozumiała dlaczego.
Co znaczy po tylu latach? Myślałem, że nie żyjesz! wykrzyknął Marek.
Co?
Marek opowiedział o rzekomym wypadku, w którym stracił narzeczoną i nienarodzone dziecko. Dodał, że matka Haliny zabroniła mu iść na pogrzeb i nigdy więcej z nim nie rozmawiała. Ale Halina nie miała pojęcia, o czym mówił, i opowiedziała swoją wersję.
Mama powiedziała mi, że zadzwoniłeś, by zerwać ze mną. Więc wychowałam córkę sama wyznała Halina, a Karolina oniemiała.
To nieprawda Halina, nigdy bym cię nie zostawił. Nigdy nie przestałem o tobie myśleć. Płakałem za tobą. Cierpiałem przez prawie dwadzieścia lat mówił Marek. Halina milczała.
Nie mogę uwierzyć, że mama mogła coś takiego zrobić. Ale to byłoby w jej stylu. Nie wiem, co teraz w końcu szepnęła Halina. Zaczekaj. Skąd wiesz, że żyję?
Mamo, ja tu jestem wtrąciła Karolina. Szybko wyjaśniła sytuację i zapewniła, że w Warszawie wszystko u niej w porządku.
Trudno mi w to uwierzyć. I nawet nie mogę zapytać mamy, dlaczego to zrobiła od lat nie żyje. A ty, Karolina, kiedy wracasz? spytała Halina twardziej.
Nie wracam, dopóki nie wystąpię w teatrze. A teraz mam jeszcze jeden powód, by zostać odparła Karolina, uśmiechając się do Marka.
Dobrze, ale wkrótce przyjadę do Warszawy rzekła Halina i rozłączyła się



