Dzisiaj przychodzi mi opisać najtrudniejszy rozdział mojego życia. Z Anią byliśmy małżeństwem przez dziesięć lat. Pracowaliśmy razem w laboratorium, więc większość czasu spędzaliśmy we dwoje. Gdy powiedziała mi, że jest w ciąży, wydawałem się być w siódmym niebie. Marzyłem o dziecku tak bardzo, że trudno wyrazić moją radość słowami.
Ale moja żona zawsze była prawdziwą karierowiczką. Nie marzyła o macierzyństwie. Jej ambicją było objęcie stanowiska kierowniczego i zdobycie finansowej niezależności. Gdy w ciąży czuła się coraz gorzej, musiała odsunąć się od ukochanej pracy. Wtedy uświadomiła sobie, że dziecko przekreśli jej szanse na awans.
Nasza córeczka, Zosia, przyszła na świat w terminie. Anię od razu pochłonęła depresja poporodowa. Nienawidziła tego dziecka. Chciała zostawić je w szpitalu i wymazać z pamięci. KrzyczyMoja mama przyjechała, by pomóc w opiece nad Zosią, a ja w końcu zrozumiałem, że czasem największym darem w życiu nie jest kariera, ale miłość, która pozostaje nawet, gdy wszystko inne się rozpada.



