Czy chcesz, żebym teraz wyniósł walizkę z rzeczami? zaproponowała żona.
Zabierz ją! odpowiedziałem, nie rozumiejąc, co się dzieje.
Co to znaczy? zdziwiła się dziewczyna, przygotowująca się do długiego odpoczynku, jakby coś przyspieszyło.
No właśnie! Czy chcesz, żebym wyniósł walizkę? dodała Zuzanna.
Jaką walizkę? No weźcie sami swoje walizki! pomyślała Ania, potykając się o dywan przy wejściu, po czym wyszła; wydawało się, że wszystko poszło dobrze, ale w powietrzu pozostał lekki osad.
Wieczorem w domu wybuchł dziwny skan.
Będziesz mieć dziecko! Będziemy mieć dziecko! oznajmiła z dumą Ania, patrząc na Lecha, oczekując efektu. Czy nie jesteś szczęśliwy, kochany?
Ania Kowalska pojawiła się w ich technikum medycznym na trzecim roku. Razem ze Staszkiem Ryczkowskim: przenieśli się z innego miasta.
Ojciec Staszka żołnierz został oddelegowany na nową służbę, a rodzina się przeprowadziła. Dziewczyna, z którą młody mężczyzna miał związek, rzuciła się w pościg za ukochanym: Ania okazała się prawdziwą towarzyszką broni.
Staszek natomiast nie. Dlatego, gdy po przeprowadzce dziewczyna odkryła, że wkrótce zostanie matką, z partnerem stało się to, co w języku snu nazywa się zleciem: on zniknął!
Tak, całkowicie zniknął z radarów: odszedł od rodziców dokąd, nie wiadomo, Aniu! Zabrał dokumenty z ostatniego roku studiów medycznych i stał się niedostępny pod telefonem.
Wtedy Ania zauważyła, że przystojny profesor anatomii, Leon Kościelny, zwraca na nią uwagę.
Ania była bystrą dziewczyną: jej kręcone włosy pracowały jak sprytne silniki. Powrót z brzuchem do domu rodziców nie wchodził w grę: nic dobrego to nie zwiastowało.
Córka była jedyną nadzieją rodziców. A za tę utraconą nadzieję mogła dostać solidny szarpnięcie po karku.
Bo nie tylko wróciła, ale i kolejny pyszny kęs przywiozła! A wszystkie te małe szczeniaki z różowymi kucykami i papieżowymi buziakami w wielodzietnej rodzinie były niepożądane.
Wtedy pojawiła się dobra opcja w postaci trzydziestoletniego mężczyzny, dojrzałego i ustabilizowanego. Nikt nie mógł ukrywać, że w rodzinie Lenka nie było dzieci
Ania wpadła w romans z zamężnym Leonem. Z radosnym zdumieniem zauważyła, że nie przywiązuje wielkiej uwagi do środków antykoncepcyjnych. To znaczy, że chce zostać ojcem, nie inaczej!
No, Lenku spełnię twoje marzenie! Staniesz się szczęśliwym ojcem! pomyślała piękna Ania i ruszyła do działania
Po półtora miesiąca mogła przekazać ukochanemu radosną nowinę: później można będzie powiedzieć, że dziecko urodziło się w siódmym miesiącu kto będzie się nim opiekował! Mądry nie powie, a głupi nie zauważy.
Wszystko było przygotowane z najwyższą starannością najpierw lekka kolacja w uroczystej atmosferze: Ania wynajmowała pokój u samotnej babci za symboliczną opłatę.
Staruszka okazała się otwarta na intymność i nie przeszkadzała spotkaniom dziewczyny z kochankami, wystarczyło, że płacono za media i od czasu do czasu podawano smakołyki. Życie współczesnego seniora nie było łatwe.
Poza tym, nie tylko nie wiadomo, do jakiego wieku jest jeszcze aktywny, trzeba jeszcze coś jeść i leczyć. Ceny w nowoczesnych aptekach i sklepach pozostawiały wiele do życzenia.
Gdy Lenek wypił kieliszek wina, a Ania tylko przytuliła się, podała mu pozytywny test ciążowy, jak w serialach, i rzekła: Będziesz mieć dziecko! Będziemy mieć dziecko! Czy nie jesteś szczęśliwy, kochanie?
Mężczyzna jednak nie zareagował tak, jak się spodziewano: nie wziął jej w walc, nie podniósł na ręce i nie zaproponował małżeństwa. Po krótkiej przerwie powiedział:
Nie jestem gotowy!
Na co nie jesteś gotowy? zdziwiła się Ania. W moim pojęciu zawsze był gotowy, jak harcerz!
Na dziecko!
Czyli na sam akt był gotowy, a potem przepraszam, przesuwaj się dalej? uśmiechnęła się nieco niechętnie i zapytała: co więc, znowu rozczarowanie?
Leon Kościelny zignorował pytanie i po prostu wyszedł.
No i co za pierdołka! wykrzyknęła mu Ania, w jej rodzinie nie obchodzono języka polskiego z ceremoniałem.
Nie myśl, że mężczyzna był bez serca i chory po prostu Lenek był bezpłodny! A więc dziecko nie było jego
Mężczyzna pamiętał, że Ania kiedyś chodziła z zaginionym Staszkiem Ryczkowskim. Puzzle się ułożyły!
Bezpłodność Lenka wzięła się w dzieciństwie po przechorowaniu świnki lub różyczki: choroba o wesołej nazwie przyniosła smutne skutki.
Po trzech latach małżeństwa para zaczęła badania: ciąża nie nadchodziła nawet w pomyślnych dniach na poczęcie.
W spermagramie męża było nie tylko mało plemników, ale i ledwo się ruszają!
Kiedy nie trzeba, wystarczy jeden zwinny plemnik do wylotu. A kiedy trzeba, tych nie da się wyłowić
O tym wiedzieli tylko oni, ale trzymali w najściślejszej tajemnicy, udając, że intensywnie pracują nad problemem. Tak im było łatwiej.
Później postanowili może wziąć dziecko z domu dziecka tak mówili. A póki co żyli dla siebie, co nie było złe.
O bezpłodności nie wiedział nawet ojciec: matka Lenka już nie żyła.
Ojciec miał nowotwór. Litość i chęć nie rozczarowywać go sprawiły, że mężczyzna żył w nadziei, że wkrótce dostanie wnuka!
Choroba postępowała, a Leon ze Zuzanną postanowili, że niech ojciec odejdzie szczęśliwy: nadmiar wiedzy tylko potęguje żal
W parze wszystko było w porządku: Leon kochał Zuzannę tak, kochał! A Zuzanna kochała Leona i całkowicie mu ufała.
Mała zdrada tylko wzmacniała małżeństwo: czy nie słyszeliście o tym?
Po ogłoszeniu Ani, że jest w ciąży, zainteresowanie nauczyciela znacznie spadło! Co chcecie, bracia? Kłamstwo tu wisi w powietrzu każdy by odleciał!
Leon Kościelny zaczął ignorować studentkę Stefanię Nowak. Wtedy ona nie wymyśliła nic lepszego niż przyjść do niego do domu.
Oczywiście w jego nieobecności. I powiedzieć żonie całą prawdę o ich wielkiej i czystej miłości: wtedy ona go wypędzi!
Zuzanna była kobietą zrównoważoną. Na słowa miłej Ani o wielkiej miłości, przyszłym macierzyństwie i proponowaniu odpuszczenia Lenka zareagowała niespodziewanie krótko i bez emocji:
Zabierz ją!
Co to znaczy? zdziwiła się dziewczyna gotowa do długiego odpoczynku, tak szybko
No właśnie! Czy chcesz, żebym wyniósł walizkę? zaproponowała Zuzanna.
Jaką walizkę? Same weźcie swoje! pomyślała Ania, potykając się o dywan w przedpokoju i wyszła; wydawało się, że wszystko poszło dobrze, ale w powietrzu pozostał lekki osad.
Wieczorem w domu wybuchł kolejny skan.
Komu naprawdę wierzysz, Zuzanno? zapytał szczerze Leon. Nie mam gdzie próbki postawić! Czy mnie nie znasz? Ja jestem, cóż, przykładem rodzinnego mężczyzny!
Tak, Lenek naprawdę był przykładem rodzinnego mężczyzny! Nie miał żadnych skandalicznych powiązań. Czy może po prostu nie został zauważony?
Zuzanna w pełni ufała mężowi. I uwierzyła mu po raz kolejny: pytanie zostało wyczerpane. Nie trzeba się domyślać, że nikt nie przyszedł z walizką.
Studentka Stefania, nie czekając na ukochanego, nie poszła do dziekanatu, by oskarżać nauczyciela o molestowanie tak się mogło wydawać. Ania nie była głupia i doskonale rozumiała, że czasy miejscowych komitetów i partii już minęły.
Pójdziemy inną drogą! mawiał kiedyś niezapomniany Iłich. Ania postanowiła wykorzystać słowa przywódcy.
Wzięła więc swoje narty w stronę Jurija Sokołowskiego potencjalnego teścia, ojca Lenka. Adres można było dziś znaleźć w internecie.
Ojciec znajdował się w pewnym stanie niepokoju z powodu leków. Dlatego przywitał pojawienie się uroczej, ciężarnej dziewczyny z sercem pełnym dobroci: Będzie mieć wnuka! wreszcie jego marzenie się spełniło!
Bez zastanawiania się, od razu zaoferował piękniźnie wsparcie materialne w wysokości trzydziestu tysięcy złotych miesięcznie. Rozważył, że syn jeszcze się nie zdecydował niech więc rozmyśli się spokojnie! A on, jako dziadek, nie zostawi jej i będzie pomagał!
Dodatkowo, ojciec Jurij lubił Zuzannę i nie chciał sprawiać jej kłopotów. Dlatego postanowił zachować wszystko w tajemnicy, przynajmniej na jakiś czas.
Zainspirowana Ania odleciała z poczuciem zwycięstwa: życie się udało!
Od razu wzięła akademik, choć mogła jeszcze studiować do urlopu macierzyńskiego, jak przykazano przez przywódcę. Czemu się męczyć, kiedy co miesiąc wpływała przyzwoita suma?
Dla niektórych to było nic, lecz dla Ani, wychowanej w skromnym domu, to były poważne pieniądze. I tak zaczęło się jej dobre życie
Ciąża przebiegała spokojnie niemal bez nudności. Ania codziennie chodziła po sklepy i kupowała różowe drobiazgi dla maleństwa: USG pokazało, że to będzie dziewczynka.
Czasem odwiedzała dziadka Jurija: on radośnie witał przyszłą mamę i podawał smakowite owoce, na które Ania nie mogła sobie pozwolić.
Kiedy nadszedł termin porodu, przyjechał po nią z szpitala!
Tak, w towarzystwie opiekunki już ciężko mu było chodzić ale przyjechał i obiecał, że jej nie zostawi, nawet po swoim odejściu.
Oczywiście nie zostawi! myślała Ania, żując wiśnię. A ten podły Lenek jeszcze łzami się zmoczy!
Jurij odszedł, kiedy dziewczynce skończyło pół roku: choroba, jak to często bywa, pokonała go.
Ania przybyła na pogrzeb! Sąsiadka przyjęła opiekę nad córeczką: Nie wyciągnę jej z kołyski, ale zostawcie ją, będę pilnować!
Po co to zrobiła? Kto wie! Może myślała, że od razu zostanie odczytany testament, w którym będzie wymieniona wnuczka Jurija przecież obiecał! A ona wtedy spojrzałaby na twarze krewnych
Jednak testamentu nie było, ani teraz, ani później: Jurij nie dotrzymał słowa
Krewni spojrzeli z niedowierzaniem na przybycie Ani na pogrzeb, ale nie zaczęli wykrzykiwać, jak to częste na żałobach: po prostu nie zaproszono jej na te uroczystości!
Ponieważ obecna opiekunka wyjawiła całą prawdę, którą długo ukrywała na prośbę urokliwego Jurija Sokołowskiego.
Kiedy Ania próbowała wsiąść do autobusu jadącego na obiad żałobny, kierowca, na prośbę małżonków, zamknął przed nią drzwi. Autobus ruszył i nabrał prędkości, choć Ania biegła za nim i uderzała pięścią w drzwi
Miała już pewne oszczędności: nawet z tych trzydziestu tysięcy potrafiła odłożyć. Plus kapital macierzyński. Plus zasiłek dla samotnej matki: na życie powinno wystarczyć.
Postanowiła też podjąć pracę i później dokończyć studia na odległość tak dziś łatwo to zrobić.
Co potem z wykształceniem pielęgniarki, to już inna opowieść!
Zatrudnili ją w centrum medycznym odbierała telefony przychodzące; wykształcenie medyczne wystarczyło do tego zadania.
Siedmiodniową córeczkę Ani udało się umieścić w żłobku.
Rok po pogrzebie teścia Zuzanna zaszła w ciążę! Aktywowały się, w końcu, te same płodnościowe komórki u męża!
Patrzcie, co się dzieje pod słońcem: ludzie wariują od podniecenia! Dlaczego plemniki nie chcą się podniecać? Przecież i one są żywymi istotami!
U pary urodził się cudowny chłopiec: ich radość nie znała granic!
Wszystko było, jak zawsze, w porządku. Czasem Zuzanna wspominała ten incydent z przybyciem Ani, jakby była w ciąży z jej mężem. Być może dziewczyna nie kłamała wcale?
Lecz kobieta odrzucała te myśli: Boże, co tam, już nie ma znaczenia. Do tego Lenek okazał się wyjątkowym ojcem: troskliwym, kochającym i czułym! Właśnie taki, jak jego mąż.
Reszty już nie trzeba było oglądać.



