Żona nie chce przekazać mieszkania synowi, uważa to za niesprawiedliwe względem rodzeństwa.

Wujek mojej małżonki zostawił jej w spadku nieduże mieszkanie, za to w świetnej lokalizacji, bo w samym centrum miasta. Marta i ja dorobiliśmy się trójki dzieci podczas trwania naszego małżeństwa. Nasza najstarsza córka Justyna ma już osiemnaście lat i studiuje na ekonomię. Mamy jeszcze dwóch młodszych synów, czternastolatka i najmłodszego, sześcioletniego szkraba. Od początku naszego małżeństwa mieszkamy w dwu pokojowym mieszkaniu, więc wraz z powiększaniem się rodziny miejsca było coraz mniej, ale wciąż wystarczająco dla naszej piątki.
Ostatnio zasugerowałem, że żona mogłaby przekazać swoje mieszkanie po wujku, Justynce. Jest już dorosła i potrzebuje swojego miejsca. Na pewno wolałaby zapraszać przyjaciół na własne cztery kąty, niż do mieszkania rodziców. Żona stanowczo odmówiła, nawet doszło między nami do sprzeczki. Uważa, że to bardzo niesprawiedliwe posunięcie względem naszych dwóch, pozostałych synów. Mariola uważa, że powinniśmy sprzedać mieszkanie, a pieniądze podzielić równo między dzieci. Ja natomiast sądzę, że to głupi pomysł. Za kwotę podzieloną na trzy, żadne z naszych dzieci nie będzie mogło pozwolić sobie na własne mieszkanie.

Nawet jeśli zrobimy tak, jak chce żona, to te pieniądze będą leżały na ich kontach do czasu, aż synowie osiągną pełnoletność, a najstarsza córka mogłaby je przeznaczyć na zakup niedrogiego samochodu. Jestem przekonany, że lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu, więc powinniśmy zapewnić mieszkanie przynajmniej jednemu dziecku, a gdy chłopcy podrosną, może uda nam się rozwiązać ich kwestie mieszkaniowe.

Moja współmałżonka jest pewna, że jeśli damy córce to mieszkanie, to nadwyręży to jej relacje z braćmi i już zawsze będą mieli za złe swojej siostrze i nam, że ona dostała tak wiele na start, a jej bracia prawie nic, będą się czuli poszkodowani. Ja myślę, że przepisanie mieszkania nie wpłynie na miłość rodzeństwa, bo chłopcy jeszcze nie rozumieją całej sytuacji, więc będziemy mieli czas, żeby pomyśleć też o ich przyszłości.

Nie powiedzieliśmy jeszcze nic o naszych planach córce, bo uznaliśmy, że najpierw sami się nad tym zastanowimy. Mieszkanie wujka wymaga poważnego remontu i w tym stanie, w jakim jest, zupełnie nie nadaje się do zamieszkania, a my nie mamy pieniędzy, żeby je teraz wyremontować.
Zastanawiam się, patrząc na tę sytuację z zewnątrz, kto z nas ma rację – ja czy moja żona? Czy muszę nadal ją przekonywać do swoich racji, czy może sensowniej byłoby stanąć po stronie Marioli? Może czytelnicy widzą trzecią opcję, której ja i moja małżonka nie dostrzegamy?

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

14 − dziewięć =

Żona nie chce przekazać mieszkania synowi, uważa to za niesprawiedliwe względem rodzeństwa.