Żona mojego brata, będąca w ciąży, zażyczyła sobie, żebyśmy oddali im nasze mieszkanie.
Od dziesięciu lat jestem żoną tak, to już dekada z moim mężem, z którym dzielimy dwupokojowe mieszkanie i użeramy się z kredytem hipotecznym, który na nas ciąży jak fatum. Dzieci? Jeszcze się nie odważyliśmy najpierw chcemy poczuć, że stoimy na własnych nogach, a nie na kolanach u teściowej.
Mam brata. On też jest żonaty powiedzmy, że szczęściarz. Mieszka z żoną i trójką dzieci (a czwarte w drodze, piąte już chyba zaplanowali) w mikroskopijnym mieszkaniu z jednym pokojem, które spokojnie nadaje się raczej do hodowli kaktusów niż dzieci. Mój brat haruje jak wół, ciągnie dwa etaty i jeszcze dorabia na boku. Jego żona? Ona raczej nie zgłębia tajników rynku pracy jest pełnoetatową fabryką dzieci.
Żeby nie było za łatwo, mają jeszcze kilka pożyczek na lodówki, pralki i telewizory plazmowe. Ja z mężem pomagamy im jak możemy czasem podsyłamy trochę grosza, czasem zgrzewkę kaszy czy słoik ogórków od babci z Mazur. Bywa, że szwagierka potrafi nie poprosić, ale wręcz zażądać pomocy. No cóż, czasem trzeba ją mocno sprowadzić na ziemię stanowcze nie i dzień staje się spokojniejszy. Przez tydzień są obrażeni, potem wracają z nowymi pomysłami.
Skoro wy z mężem nie macie dzieci, a my zaraz czwórkę, powinniście nam przekazać swoje mieszkanie usłyszałam od niej ostatnio, jakby mówiła o pożyczeniu cukru.
A my? Mamy wprowadzić się do waszego klitki? zdębiałam.
Nie, wynajmiecie sobie coś. A my tu będziemy mieszkać. Kiedy się wyprowadzicie? spytała z powagą, jakby rozmawiała z agentem nieruchomości, nie rodziną.
Wiesz co, idź się leczyć do psychiatry i wracaj, jak przejdzie ci urojenie wygoniłam ją z mieszkania.
Jak przez ciebie stracę dziecko, to będziesz winna! rzuciła dramatycznie i wyszła, trzaskając drzwiami.
Jak powiedziała, tak zrobiła. Tego samego dnia, po cichu. Była w trzecim miesiącu ciąży.
A o drugiej w nocy pojawił się mój brat, żeby nawrzeszczeć na mnie jak pijany wuj na weselu. Mąż spokojnie zaprosił go do kuchni, a potem kilkukrotnie zanurzył mu głowę pod kranem z lodowatą wodą naprawdę działa. W końcu brat wypadł z mieszkania, mokry jak bóbr. Od tamtej pory nie mam już brata rodzina, że ho ho!



