Żona i ojciec
Weronika tylko udawała, że zależy jej na poznaniu rodziców Bartosza. Po co właściwie miałaby się tym przejmować? Przecież nie z nimi planowała żyć, a od jego ojca, Adama, o którym słyszała, że jest majętny, niewiele mogła się spodziewać oprócz kłopotów oraz podejrzliwości.
Ale skoro już postanowiła wyjść za mąż, musiała grać do końca.
Ubrała się więc skromnie, starając się wyglądać jak sympatyczna, niewinna dziewczyna.
Spotkanie z rodzicami narzeczonego zawsze droga przez labirynt ukrytych napięć, a spotkanie z rodzicami, którzy wszystko widzą i rozumieją prawdziwa próba charakteru.
Bartosz starał się ją pocieszać:
Weroniko, nie denerwuj się. Tata jest poważny, ale łatwo go przekonać. Mama cię na pewno polubi. Tata czasem dziwnie się zachowuje, ale mama to dusza towarzystwa zapewniał ją przy furtce ich rodzinnego domu w podwarszawskim Konstancinie.
Weronika tylko się uśmiechnęła, odgarniając kosmyk włosów za ucho. Więc tata poważny, mama wesolutka ciekawe połączenie. Uśmiechnęła się lekko pod nosem.
Dom nie zrobił na niej większego wrażenia. Bywała w znacznie bogatszych rezydencjach.
Przyjęto ich od progu.
Weronika się nie stresowała. Czego się bać? Ludzie jak ludzie. Anna, jak już wiedziała z opowieści Bartosza, od zawsze była gospodynią domową, czasem wyjeżdżała z przyjaciółkami do sanatoriów, ogółem bez szaleństw. Ojciec, Adam Nowak, ponoć raczej zamknięty w sobie, mało mówi, ale stanowczy. Jego imię wydało się Weronice znajome…
Zobaczyli się…
Weronika stanęła jak wryta, nie wchodząc nawet do środka. To koniec… Przyszła teściowa była jej obca, ale przyszłego teścia rozpoznała w jednej sekundzie. Spotkali się już, trzy lata temu. Nie raz. Z wzajemną korzyścią. W barach, hotelach, restauracjach. Oczywiście ani żona Adama, ani jego syn nigdy o tym nie wiedzieli.
No to się porobiło.
Adam także ją poznał. W jego oczach zabłysła mieszanka zaskoczenia, konsternacji, a może nawet czegoś bardziej złowrogiego. Na usta wypłynął lekki grymas, ale nie odezwał się ani słowem.
Bartosz, nieświadomy niczego, entuzjastycznie przedstawił Weronikę rodzicom.
Mamo, tato, poznajcie Weronikę. Moją narzeczoną. Chciałem ją przyprowadzić wcześniej, ale się trochę wstydziła.
No i masz…
Adam wyciągnął dłoń.
Jego uścisk był mocny, niemalże twardy.
Miło mi cię poznać, Weroniko powiedział, a w jego głosie zabrzmiała nutka czegoś trudnego do rozpoznania. Może złości. Może ostrzeżenia. Może…
Weronika nie wiedziała, jak się wyplątać z tej sytuacji, czekając aż Adam lada chwila wyjawi, kim ona była.
Mnie również bardzo miło, panie Adamie podchwyciła szybko, przybierając najbardziej naturalny ton i uśmiech, czując przebiegający ją zimny dreszcz. Co teraz będzie…
Ale… nic się nie wydarzyło.
Adam, zmuszając się do jakiegoś uśmiechu, sam odsunął dla niej krzesło przy stole.
Może czeka, żeby później ją skompromitować
Ale nic takiego nie nastąpiło.
Nagle Weronikę olśniło on nie wyjawi jej sekretu. Gdyby zrobił to teraz, wydałby przy okazji samego siebie przed żoną.
Kiedy trochę odetchnęła, wszystko nabrało zwykłego tempa. Anna opowiadała rodzinne anegdoty z dzieciństwa Bartka, a Adam, jakby z zainteresowaniem, zadawał Weronice pytania o jej pracę. Ha, wiedział o niej więcej niż wszyscy. Jego subtelna ironia nie robiła już wrażenia. Potrafił zażartować dwa razy, a ona, ku własnemu zdziwieniu, uśmiechnęła się szczerze. Jednak w jego żartach czaiły się podteksty, jasne tylko dla nich dwojga.
Kiedy na przykład patrząc jej w oczy powiedział:
Wie pani, Weroniko, przypomina mi pani dawną… koleżankę z pracy. Równie sprytna. Zawsze potrafiła znaleźć wspólny język z każdym powiedział, mrużąc oczy.
Weronika nie dała się wyprowadzić z równowagi:
Każdy ma swoje talenty, panie Adamie.
Bartosz, zapatrzony w narzeczoną, widział świat w różowych barwach. Rzucał jej pełne zachwytu spojrzenia, nie widząc żadnych podtekstów. On naprawdę ją kochał. I to było najważniejsze. I najsmutniejsze dla niego.
Później, gdy rozmowa zeszła na podróże, Adam spojrzał na Weronikę:
Lubię odludne miejsca. Cisza, spokój, dobra książka. A pani, Weroniko, co wybiera?
No, złapał ją.
Ja wolę ruch, śmiech, tłok, odpowiedziała, nie dając się sprowokować, Choć czasem, niepotrzebny świadek może przysporzyć kłopotów.
Przez sekundę Anna wydała się podejrzliwa, marszcząc brwi, ale szybko odgoniła od siebie jakieś nieprzyjemne myśli.
Adam doskonale wiedział, że Weronika nie szuka ciszy. I wiedział, dlaczego.
Kiedy wieczór dobiegł końca, a pora kładła się spać, Adam objął Bartka:
Synu, dbaj o nią. Jest… wyjątkowa.
Zabrzmiało to jak komplement i kpina naraz. Ale nikt, oprócz Weroniki, tego nie zauważył.
Weronika poczuła, jak w pokoju nagle zrobiło się zimno. „Wyjątkowa”. Trafił w sedno.
***
W nocy, gdy dom pogrążył się w ciszy, Weronika nie mogła zasnąć.
Leżała, analizując tę nieoczekiwaną konfrontację i rozważając, jak dalej żyć z takim sekretem. Sytuacja była daleka od komfortowej. Miała przeczucie, że Adam, podobnie jak ona, raczej nie zmrużył oka. On z powodu zaskakującej sytuacji, ona przed nieuchronnym starciem. I szczerze, przez całą przeszłość.
Cicho wstała, narzuciła na t-shirt i szorty domową bluzę, i bezszelestnie wyszła z pokoju. Na schodach stąpała celowo odrobinę głośniej tak, by ewentualnie czuwający starszy Nowak ją usłyszał po czym wyszła na werandę, podejrzewając, że zaraz do niej dołączy.
Nie musiała długo czekać.
Nie śpi się? usłyszała za plecami głos Adama.
Coś mnie sen omija odpowiedziała spokojnie.
Poczuła znajomy, ciężki zapach jego perfum.
Adam długo przypatrywał się Weronice.
Czego chcesz od mojego syna, Weroniko? od razu przeszedł do rzeczy. Wiem, do czego jesteś zdolna. Wiem, ilu takich jak ja przewinęło się przez twoje życie. I wiem, że zawsze chodziło ci tylko o pieniądze. Zresztą nigdy tego nie kryłaś. Umiałaś wyceniać się od samego początku. Po co ci Bartek?
Jeśli nie chce wspominać przeszłości, Weronika też nie zamierzała uginać się pod presją. Szyderczo się uśmiechnęła:
Kocham go, panie Adamie zaświergotała. Nie mogę?
Nie przekonała go.
Ty? Kochać? Proszę cię. Wiem, kim jesteś, Weroniko. I wszystko powiem Bartkowi. O twojej przeszłości, o tym, kim naprawdę jesteś. Myślisz, że wtedy cię poślubi?
Weronika podeszła bardzo blisko. Dzieliło ich zaledwie kilkanaście centymetrów. Pochyliła się, przyglądając mu się z góry na dół. Jakby już wszystko wcześniej zobaczyła
Opowiadaj, Adamie, powiedziała z przekąsem Ale wtedy twoja żona też pozna nasz mały sekret.
To jest…
To nie szantaż. To uczciwość. Jeśli opowiesz wszystkim, jak się poznaliśmy i co robiliśmy, to trudno będzie ci ukryć własną rolę. Uwierz, mogę wszystko uzupełnić.
To nie to samo…
Serio? I powiesz to też swojej żonie?
Adam zamarł. Próbował zastraszyć Weronikę, ale nie dał rady. Zrozumiał. Był w matni. Teraz byli w tym razem.
I co jej powiesz?
Nie tylko jej. Wszystkim. Bartkowi też. Powiem, jaki z ciebie rodzinny człowiek i na jak długo codziennie „zostajesz w pracy”. Wszystko powiem. Nie będę miała nic do stracenia. Chcesz uratować syna? Próbuj.
Ciężki wybór.
Odradzić synowi ślub to jakby samemu podpisać pozew rozwodowy.
Nie odważysz się.
Ja? Nie odważę się? Weronika parsknęła śmiechem. Ty możesz, ale ja nie? Nie odważę się, o ile i ty nie zaczniesz opowiadać Bartkowi o moim „materializmie”, skoro sam masz na sumieniu rzeczy, przez które możesz stracić rodzinę? A Anna… ona ceni wierność.
Pijany kiedyś Adam wyznał Weronice, jakim jest draniem, choć żona taka dobra. Anna mu nie przebaczy. Nigdy. Teraz naprawdę musiał decydować.
Wiedział, że Weronika nie blefuje.
Dobrze wycedził. Nic nie powiem. I ty też milczysz. Zapominamy o tym wszystkim.
Weronika naprawdę nie musiała się już martwić. On miał znacznie więcej do stracenia.
Jak sobie życzysz, panie Adamie.
Rano opuścili dom rodziców Bartka. Przez nienawistny wzrok przyszłego teścia, Weronika żegnała się z jego żoną, która już wołała do niej „córcia”. Adam aż miał tik w oku.
Gryzł się, że nie może ostrzec syna przed swoją przyszłą synową, ale jeszcze bardziej bał się zrujnować własne życie. Utrata Anny to nie tylko rozpad rodziny, ale i połowy majątku. Oczywiście nie odejdzie z pustymi rękami. A syn mu tego nie wybaczy…
Później Weronika i Bartek zostali u rodziców Bartka na dwa tygodnie.
Wakacje, jak to mówią, w pełni.
Adam starał się unikać spotkań z Weroniką, zasłaniając się pracą, ale pewnego dnia, gdy został sam w domu, zgubiła go ciekawość. Postanowił przeszukać jej torebkę z nadzieją, że znajdzie coś, co da mu przewagę.
Przeglądał kosmetyczkę, terminarz, notesik. W pewnym momencie dostrzegł biało-niebieski przedmiot. Test ciążowy. Z dwiema wyraźnymi kreskami.
Myślałem, że katastrofa to ślub mojego syna z… Nie, TO jest tragedia odłożył test, ale nie zdążył zamknąć torebki.
Weronika już patrzyła na niego.
Ładnie to tak grzebać w cudzych rzeczach? skwitowała z przekąsem, ale nie wydawała się wcale przejęta.
Adam nawet nie spróbował się tłumaczyć.
Jesteś w ciąży z Bartkiem?
Weronika podeszła wolno, odebrała torebkę z rąk Adama i uśmiechnęła się z przymrużeniem oka:
Popsuliście chyba niespodziankę, panie Adamie.
Adam był wściekły. Teraz już wiedział, że Weronika nie zniknie z życia jego syna. Jeśli teraz powie prawdę zrujnuje siebie. Więc milczał. Ale milczeć było coraz trudniej, widząc, w jaką pułapkę idzie jego syn.
***
Minęło dziewięć miesięcy… i jeszcze pół roku.
Bartek i Weronika wychowywali córeczkę Anielkę.
Adam unikał ich wizyt. Wnuczki nie poczuwał się do bliskości, Weronika napawała go niepokojem. Ta letnia obojętność wobec Bartka, jej ciemna przeszłość.
I znowu.
Anna wybierała się do syna i synowej w odwiedziny.
Adam, jedziesz ze mną?
Nie, boli mnie głowa.
Kolejny raz? To już podejrzane.
Zmęczony tylko. Jedź sama.
Adam, jak zwykle, udawał, że męczy go migrena, przeziębienie, nogi odmawiają posłuszeństwa zawsze znajdował wymówkę, by nie jechać. Wziął nawet dwie tabletki na pokaz. Nie znosił widoku Weroniki. Nie mógł znieść jej obecności. Ale i opowiedzieć wszystko nie mógł.
Wieczór był nudny, jeśli nie liczyć natrętnych myśli.
Poleżał. Poczytał. W końcu zauważył, że Anna długo nie wraca. Już jedenasta, a jej nie ma. Telefon milczy. Zadzwonił do Bartka.
Bartku, wszystko w porządku? Anna już wyszła? Nie ma jej w domu.
Tato, jesteś ostatnią osobą, z którą teraz chcę rozmawiać.
I się rozłączył…
Adam już miał zamiar jechać, gdy pod dom podjechało auto. Weroniki. Przeczuwał, że coś się święci, ale gdy zobaczył Weronikę, prawie zemdlał.
Co ty tu robisz?! Mów, co się stało! chwycił ją za ramiona.
Weronika wyglądała na całkiem spokojną. Wlała sobie wina, wypiła. Usiadła wygodnie.
Klapa.
Jaka klapa?
Nasza. Wspólna. Bartek znalazł na stronie pewnej kawiarni zdjęcia z imprezy sprzed czterech lat w Przystani”. Zamierzał zamówić coś dla nas na rocznicę i przeglądał ich galerię A tam my. W całej krasie. Fotograf niech go trafi. Bartek wpadł w amok. Twoja Anna zamierza wnieść pozew. A skoro chcesz, to pewnie ja też się rozwiodę z twoim synem.
Adam wpatrywał się w nią, przed oczami przeleciały wydarzenia sprzed lat. Ten portal, tamta impreza Wtedy czuł, że to źle się skończy, przecież prosił, żeby ich nie fotografować. Ale kto mógł wiedzieć, że los tak zadrwi!
Osunął się na podłogę, bezsilny.
Po co tu przyszłaś?
Chciałam na wieczór uciec. W domu chaos totalny. Anielka z nianią. Wina?
Podała mu jego własną butelkę.
Siedzieli na werandzie, pijąc wino. Wydawało się, że cisza rozdzierana cykaniem świerszczy to jedyne, co ich naprawdę łączy.
To przez ciebie powiedział Adam cicho.
Weronika kiwnęła głową, zerkając w kieliszek.
Tak.
Nie do zniesienia jesteś.
Wiem.
Nie szkoda ci Bartka?
Szkoda, ale siebie bardziej.
Kochasz tylko siebie.
Zgadza się.
Nagle złapał ją za brodę, podnosząc twarz do siebie.
Wiesz przecież, że nigdy cię nie kochałem wyszeptał.
W to akurat wierzę burknęła Weronika.
***
Rano, gdy Anna wreszcie wróciła, postanowiła, że wybaczy Adamowi, choćby kosztowało ją to połowę nerwów i majątku. Zastała ich razem. Jeszcze śpiących.
Kto tu jest? podniosła się Weronika.
Ja… szepnęła Anna, patrząc na ruinę swojego małżeństwa.
Weronika tylko spokojnie się uśmiechnęła. Adam ocknął się chwilę później, ale za żoną nie poszedł.



