Żona bez statusu
Kinga podeszła do lustra w przedpokoju, poprawiła włosy i jeszcze raz krytycznie się obrzuciła wzrokiem. Nowa sukienka – granatowa, skromna, ale elegancka – leżała na niej jak ulał. Buty na niewysokim obcasie, torebka w kolorze. Wszystko jak należy na spotkanie z kolegami męża.
„Krzysztof, jestem gotowa!” – zawołała w stronę gabinetu.
„Idę, idę!” – odkrzyknął mąż, ale odgłosy z gabinetu zdradzały, że wciąż rozmawia przez telefon.
Kinga westchnęła. Znowu będą spóźnieni. A tak się starała zrobić dobre wrażenie na tych ludziach, z którymi Krzysztof teraz pracował w nowej firmie. Minęły trzy miesiące, odkąd dostał stanowisko zastępcy dyrektora, a ona wciąż czuła się niepewnie na firmowych imprezach.
„Kinga, słuchaj” – Krzysztof w końcu pojawił się w przedpokoju, zapinając marynarkę w biegu. – „Będzie tam Andrzej z żoną, pamiętasz, opowiadałem ci o nim? To bardzo wpływowy człowiek, od niego wiele zależy. Postaraj się znaleźć z jego żoną wspólny język.”
„Jasne, postaram się” – skinęła głową. – „A czym ona się zajmuje?”
„Nie wiem dokładnie. Gospodyni domowa, pewnie. Albo coś społecznego. W sensie, działalność charytatywna, coś takiego. Pogadaj z nią, sama się dowiesz.”
Mówił szybko, myślami gdzie indziej. Kinga zrozumiała, że więcej nie wyciągnie, i zamilkła.
Restauracja powitała ich stłumionym światłem i cichą muzyką. Przy dużym stole siedziało już kilka par. Krzysztof od razu podszedł do mężczyzn, zostawiając Kingę samą, by znalazła swoje miejsce wśród żon.
„To pewnie Kinga?” – zwróciła się do niej dystyngowana kobieta koło pięćdziesiątki w drogim kostiumie. – „Jestem Ewa, żona Andrzeja. Krzysztof nam o tobie opowiadał.”
„Miło mi!” – Kinga wyciągnęła dłoń. – „A co dokładnie opowiadał?”
„Och, ogólniki. Że ma wspaniałą żonę, która go we wszystkim wspiera” – uśmiechnęła się Ewa, ale w jej oczach przemknęło coś oceniającego.
Kinga usiadła obok, czując lekkie napięcie. Reszta kobiet przy stole była mniej więcej w wieku Ewy, wszystkie ubrane drogo i z klasą.
„A czym ty się zajmujesz, Kinga?” – spytała szczupła brunetka, przedstawiająca się jako Anna.
„Pracuję jako tłumaczka” – odparła Kinga. – „Freelance, głównie dokumentacja techniczna.”
„Ach, jak ciekawie!” – zawołała Ewa, ale ton jej głosu mówił coś zupełnie innego. – „A jakie języki?”
„Angielski i niemiecki.”
„Rozumiem. A dzieci macie?”
„Jeszcze nie” – Kinga poczuła, jak czerwienieje. To pytanie zawsze wprawiało ją w zakłopotanie.
„Nic nie szkodzi, wszystko przed wami!” – pobłażliwie zauważyła trzecia kobieta, pulchna blondynka. – „Ja mam troje, wszystkie już dorosłe. Najstarszy w Kanadzie mieszka, biznesem się zajmuje.”
Rozmowa potoczyła się utartym torem. Kobiety omawiały dzieci, wnuki, wakacje na ekskluzywnych kurortach, zakupy. Kinga słuchała, od czasu do czasu wtrącając słowo, i czuła się coraz bardziej obco w tym towarzystwie.
„A ty, Kinga, dla jakiej firmy tłumaczysz?” – nagle spytała Anna.
„Współpracuję z różnymi klientami. Własna działalność, można powiedzieć.”
„A, freelancer” – skinęła głową Anna. – „To pewnie wygodne, siedzieć w domu. Ale dochody chyba niestabilne?”
„Normalne dochody” – odparła Kinga nieco ostrzej, niż zamierzała.
„No tak, oczywiście” – Ewa uśmiechnęła się tym swoim nic nieznaczącym uśmiechem. – „My z dziewczynami założyłyśmy fundację charytatywną. Pomagamy domom dziecka, organizujemy imprezy. Bardzo satysfakcjonujące! Nie chciałabyś do nas dołączyć?”
„Pomyślę o tym” – ostrożnie odpowiedziała Kinga.
„Tylko trzeba poświęcać czas, rozumiesz? Regularnie jeździć na wydarzenia, spotykać się z ludźmi. My, dziewczyny, wszystkie wolne, mężowie dobrze zarabiają, więc możemy sobie pozwolić na działalność społeczną.”
Kinga skinęła głową, doskonale rozumiejąc aluzję. Nie jest z ich kręgu. Nie ma czasu na charytatywność, bo musia pracować. A więc nie jest prawdziwą żoną człowieka sukcesu.
„Kinga, jak tam?” – Krzysztof pochylił się nad nią, kładąc dłoń na jej ramieniu. – „Zapoznajesz się z paniami?”
„Tak, wszystko w porządku” – wymusiła uśmiech.
„Krzysztofie, masz prześliczną żonę!” – oznajmiła Ewa. – „Namawiamy ją do naszej fundacji.”
„O, świetny pomysł!” – uradował się Krzysztof. – „Kinga, to wspaniale! Przecież mówiłaś, że chcesz zrobić coś pożytecznego.”
Kinga spojrzała na męża zaskoczona. Kiedy to mówiła? Wręcz przeciwnie – narzekała, że pracy przybywa i brakuje czasu na cokolwiek.
„Powiedziałam, że pomyślę” – powtórzyła ostrożnie.
„Oczywiście, niech się zastanowi” – przytaknęła Ewa. – „Tylko u nas są składki, miesięczne. Nieduże, jak na nasze możliwości. Po dwa tysiące.”
Kinga o mało nie zakrztusiła się winem. Dwa tysiące miesięcznie – to połowa jej zarobków w dobrym miesiącu!
„To przecież grosze!” – machnął ręką Krzysztof. – „Kinga, koniecznie dołącz. To przecież dla dzieci!”
Reszta wieczoru minęła jak we mgle. Kinga uśmiechała się, podtrzymywała rozmowę, ale myślami była daleko. Przypominała sobie, jak rok temu z Krzysztofem wybierali mieszkanie. Jak cieszyła się, że wreszcie będą mogli pozwolić sobie na własne cztery kąty w dobrej dzielnicy. Jak była dumna z męża, gdy dostał awans.
Ale wtedy wszystko wydawało się prostsze. Myślała, że są drużyną, że idą w jednym kierunku. Teraz zrozumiała: Krzysztof nie chce drużyny, tylko pięknego dodatku do swojego nowego statusu.
W domu Kinga od razu poszła do sypialni, zaczęła zdejmować biżuterię. Krzysztof wszedł za nią, rozluźniając krawat.
„No i jak wieczór?” – spytał, siadając na łóżko. – „Ewa to ciekawa kobieta, co?Kinga uśmiechnęła się do własnego odbicia w lustrze, pewna, że od dziś jej życie będzie toczyć się po jej własnych zasadach, a nie według czyichś oczekiwań.



