Zobaczyć na własne oczy
Po okropnej tragedii, kiedy w wypadku zginęli jej mąż i sześcioletnia córka, Zuzanna długo nie mogła znaleźć w sobie sił do życia. Przez prawie pół roku przebywała w klinice, nie chciała widzieć nikogo, poza swoją mamą, która cierpliwie z nią rozmawiała. Pewnego dnia matka powiedziała:
Zosiu, firma twojego męża może wkrótce upaść, trzyma się ledwo ledwo. Michał dzwonił do mnie, żebym ci przekazała, że sam już nie daje rady. Dobrze, że Michał jest uczciwym człowiekiem, jednak
Po tych słowach Zuzanna pierwszy raz od dawna poczuła, jakby wróciły jej siły.
Masz rację, mamo. Muszę się czymś zająć. Myślę, że mój Tomek byłby zadowolony, gdybym kontynuowała jego dzieło. Cieszę się, że trochę rozumiałam, o co chodzi w firmie on jakby wiedział, że tak się stanie i wziął mnie wcześniej do biura.
Zuzanna wróciła do pracy i uratowała rodzinny biznes. Choć w pracy radziła sobie świetnie, bardzo tęskniła za ukochaną córką.
Córciu, poradziłabym ci zabrać do siebie dziewczynkę z domu dziecka, taką, której jest jeszcze ciężej niż tobie teraz. Ułatwisz jej życie, a i ty zobaczysz, że to najlepsze, co możesz zrobić dla siebie.
Po długich przemyśleniach Zuzanna zrozumiała, że mama ma rację. Niedługo potem wybrała się do domu dziecka, choć była świadoma, że nikt nie zastąpi jej własnej córki.
Aldona przyszła na świat prawie niewidoma. Rodzice, choć wykształceni i z dobrych rodzin, zrezygnowali z niej tuż po poznaniu diagnozy bali się odpowiedzialności. Tak więc dziewczynka trafiła do domu małego dziecka, gdzie nazwano ją Aldoną. Dorastała, ledwo rozpoznając kontury świata, a w domu dziecka nauczyła się czytać, uwielbiała bajki i wierzyła, że kiedyś pojawi się ktoś dobry.
Gdy Aldona miała prawie siedem lat, pojawiła się jej dobre wróżka piękna, elegancka i bardzo nieszczęśliwa Zuzanna. Dziewczynka nie mogła jej zobaczyć, ale od razu poczuła, że jest dobra. Gdy Zuzanna pojawiła się w domu dziecka, dyrektorka nie kryła zdziwienia, że chce adoptować dziecko z niepełnosprawnością. Zuzanna nie chciała tłumaczyć swojego wyboru, jedynie powiedziała, że ją na to stać i że ma potrzebę komuś realnie pomóc.
Wychowawczyni przyprowadziła Aldonę. Zuzanna, gdy tylko ją zobaczyła, poczuła, jakby spotkała własne dziecko anielska buzia, złote loczki i wielkie, niebieskie, lecz niewidzące oczy.
Kto to? Zapytała, nie mogąc oderwać wzroku od dziewczynki.
To nasza Aldonka cudowna, łagodna i zawsze uśmiechnięta odpowiedziała wychowawczyni.
Aldona jest moja, to pewne uznała w tej chwili Zuzanna.
Zuzanna i Aldona od pierwszych dni bardzo się do siebie zbliżyły. Odtąd życie Zuzanny nabrało sensu. Szybko zwróciła się o pomoc do lekarzy. Powiedziano jej, że jeśli Aldona przejdzie operację, może odzyskać wzrok choćby częściowy, ale musiałaby nosić okulary.
Zuzanna nie wahała się ani chwili. Przed rozpoczęciem szkoły Aldona przeszła zabieg, ale widziała bardzo słabo. Została jednak nadzieja, że gdy dorośnie, będzie można spróbować jeszcze raz. Czas płynął, a Zuzanna poświęcała córce całe serce i uwagę. Biznes Zuzanny rozkwitał, była zamożną, piękną kobietą, lecz nie interesowała się już mężczyznami dla niej liczyła się tylko Aldona.
Aldona wyrastała na piękną, niezwykle urodziwą dziewczynę. Ukończyła Politechnikę Warszawską, nie była rozpieszczona, lubiła pomagać innym i pracowała z mamą w rodzinnej firmie. Zuzanna była bardzo troskliwa o towarzystwo córki, obawiając się, by ktoś nie wyłudził jej ufności ani nie skusił się na jej posag był niemały, a gdy tylko wyczuła fałsz, jasno dawała do zrozumienia, że nikt nie wzbogaci się jej kosztem.
I w końcu pojawiła się miłość Aldony. Zuzanna poznała Adama i nie miała żadnych zastrzeżeń do ich związku. Adam oświadczył się córce, przygotowania do wesela szły pełną parą, a ostatnia operacja oczekująca Aldonę miała się odbyć pół roku po ślubie.
Adam był opiekuńczy, troskliwy, czuły. Czasem Zuzanna miała wrażenie, że jest w nim coś fałszywego, ale odganiała te myśli. Pewnego dnia para przyjechała do podwarszawskiej restauracji, którą mieli zarezerwować na wesele. W środku nie było tłoczno.
Usiedli razem przy stoliku. Adam położył swój telefon na stole. Nagle alarm w jego samochodzie uruchomił się i wyszedł na zewnątrz. Aldona została sama, w tym momencie telefon Adama zaczął dzwonić uporczywie. Nie chciała go odbierać, ale w końcu uległa. Zanim zdążyła coś powiedzieć, usłyszała głośny głos matki Adama, Danuty.
Synku, wymyśliłam, jak szybko pozbyć się tej twojej ślepej Aldonki! Znajoma z biura podróży ma dla was dwie wycieczki weź je po ślubie i wyjedźcie w góry. Powiedz, że chcesz podziwiać widoki. Pójdziesz z nią sam, postaraj się, żeby przypadkiem się potknęła i spadła w przepaść. Sam wrócisz i zgłosisz policji jej zaginięcie powiesz, że się pokłóciliście, a ona odeszła sama. Płacz, narzekaj, proś o poszukiwania. Jak ją znajdą, uznają, że to nieszczęśliwy wypadek. Przecież nikt tam nie będzie dociekać. Umiem cię sobie wyobrazić, zagranej roli wdowca nikt ci nie odmówi. Jeśli im się uda zrobić jej operację, już nie będzie tak łatwo cię jej pozbyć. Nie możesz zmarnować tych pieniędzy, rozumiesz, synku? No to pomyśl i odezwij się.
Danuta rozłączyła się. Aldona odrzuciła telefon, jakby ją poparzył.
Czyli jego matka naprawdę chce mnie zabić a Adam pewnie też kłębiły się jej myśli.
Jeszcze chwilę wcześniej była szczęśliwą narzeczoną, a teraz, w jednym momencie, poczuła, jak pada cały jej świat. Wiedziała, że Adam nie słyszał tej rozmowy, ale starannie ukrywała przerażenie. W tym momencie Adam wrócił do sali i powiedział:
Nie wiem, co wywołało alarm, może kot, ale nie ma żadnych śladów. Jego telefon znowu zadzwonił. Tak, Rysiek, zaraz przyjadę, bomba, już jadę, rozłączył się. Muszę jechać do biura.
Jedź wyszeptała Aldona. Zaczekam na mamę, razem omówimy wystrój sali.
Dobrze, lecę!
Aldona została sama i popłakała się. Gdy Adam wyszedł, zadzwoniła do mamy.
Mamo, przyjedź od razu do restauracji, proszę mówiła, chcąc brzmieć spokojnie, lecz była cała roztrzęsiona.
Aldonka, co się stało, masz taki głos Zaraz przyjadę.
W restauracji podeszła do niej zaprzyjaźniona menadżerka.
Aldona, wszystko dobrze? A gdzie Adam, przecież mieliście…
To tylko nieporozumienie, Katia, mama zaraz będzie, poczekam tutaj. Adam musiał natychmiast wyjść do biura.
Przyniosę ci herbatę, wyglądasz, jakbyś potrzebowała czegoś ciepłego zaproponowała menadżerka i Aldona skinęła głową.
Zuzanna wiedziała, że córka z Adamem miały być w restauracji, więc denerwowała się, widząc niepokój w głosie córki. Weszła do restauracji po dwudziestu minutach i usiadła przy stoliku.
Aldona, bardzo się martwiłam, jadąc tutaj.
Mamo… mamusiu oni chcą mnie zabić.
Kto? Zuzanna spojrzała zdumiona.
Adam i Danuta. Sama to słyszałam! Dzwoniła do niego, a on zostawił swój telefon na stole. Powiedziała mu, żeby po ślubie wybrał się ze mną w góry i żeby mnie zepchnął. Pospieszała go, żebyśmy nie zdążyły zrobić operacji.
Córciu, jesteś tego pewna? Słyszałaś to wyraźnie?
Mamo, słyszałam własnymi uszami, Danuta nie zorientowała się, że odebrałam telefon, a nie Adam i szybko się rozłączyłam. Teraz nie wie, że wszystko wiem. Chwilę potem Adam musiał wyjść.
Zuzanna była wstrząśnięta. Czy obie tak się pomyliły co do tego człowieka? Co teraz zrobić? Zastanawiały się nad tym, az zadzwonił Adam.
Co tam, Aldonka, przyjechała już mama? Ustaliłyście wystrój sali?
Zuzanna wzięła telefon za córkę.
Halo, Adam, słyszę cię doskonale. Dobrze, że zdążyliśmy się dowiedzieć o waszych planach z mamusią. Teraz słuchaj uważnie O tych waszych planach z podróżą…
O czym ty mówisz, jakie plany Adam brzmiał na zaskoczonego lub bardzo dobrze udawał.
O podróży w góry Gdzie Aldona miała niby zginąć „przypadkiem”.
Adam zorientował się, że matka rozmawiała z kimś innym niż on, a wiadomość, którą dostał później od matki, wszystko potwierdziła.
Dlaczego miałaby O co chodzi… kręcił się, ale już wyraźnie niepewny.
Chciałeś zostać bogatym wdowcem. Ale rozczaruję cię nic z tego. Jeśli nagranie rozmowy trafi na policję, odnajdą wszystko, nawet usunięte pliki. Wiesz, o czym mówię.
Adam milczał przez dłuższą chwilę.
To nie ja, to matka…
Więc jesteś nie tylko nikczemnikiem, ale i tchórzem. Żegnaj, Adamie.
Następnego dnia Adam wyjechał z Warszawy. Winił matkę za całą sytuację, zabrał od niej pieniądze i uciekł, bo bał się, że Zuzanna i Aldona zgłoszą się na policję. Danuta także szybko opuściła miasto.
szok zobaczyć wszystko na własne oczy
W klinice okulistycznej przeprowadzono Aldonie operację. Zuzanna była wtedy przy niej, bo bandażów jeszcze nie zdjęto. Wyprowadzała córkę na świeże powietrze, siadały na ławce. Doktor Bartosz młody lekarz z doświadczeniem, który przeprowadzał operację zawsze otaczał Aldonę wsparciem. Bartosz widać zakochał się w Aldonie, był nieśmiały i zawstydzony w jej obecności. Zuzanna uważnie mu się przyglądała, ale widziała, że to dobry człowiek, zakochany po uszy.
A gdy zdjęto Aldonie bandaże z oczu, doktor Bartosz przyniósł jej ogromny bukiet róż. Aldona była w totalnym szoku, po raz pierwszy w życiu zobaczyła świat na własne oczy piękny bukiet i wysokiego, jasnowłosego młodzieńca o szarych oczach.
Jestem taka szczęśliwa, widzę wszystko! płakała Aldona, a Bartosz ją tulił i pocieszał.
Aldona musiała już zawsze nosić okulary, ale to była drobnostka wobec dawnej ślepoty.
Po pewnym czasie odbył się wspaniały ślub Aldony i Bartosza. Po roku urodziła im się córeczka z szarymi oczami jak u taty. Aldona była szczęśliwa z kochającym, opiekuńczym mężem, który ją chronił i wspierał.
W życiu nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli, ale jeśli damy szansę dobru i uczciwości, nawet ciemność można rozjaśnić światłem nadziei. Szczęście często przychodzi niespodziewanie wtedy, gdy odważymy się spojrzeć na świat nowymi oczami.
Dziękuję za przeczytanie tej historii. Niech przyniesie Wam nadzieję i dobro!



