Mamo, czemu zawsze tak jest?! woła Zuzanna, ledwo nie wybuchając ze złości. Za każdym razem to samo!
Zuzanko, chcę ci tylko pomóc! głos matki drży w słuchawce. Krzysiek to dobry człowiek, po co go drażnić?
Nie drażnię go! krzyczy Zuzanna. Prosiłam tylko, żeby nie zostawiał brudnych skarpet na podłodze! To przecież takie proste!
Och, córeczko, przesadzasz! mówi matka. Mężczyźni tacy są, przyzwyczaisz się! Mój ojciec też…
Mamo, nie wspominaj o dziadku! Nie chcę słuchać, że kobieta ma wszystko znosić! Ma znosić, a co ma mężczyzna?!
Zuzanna przyciska telefon do ucha, krąży po mieszkaniu. Krzysiek wyjechał rano w delegację, a ona liczyła, że dzień minie spokojnie. Matka, jak zwykle, znajduje pretekst, by zadzwonić i pouczyć.
Mężczyzna ma zarabiać, a kobieta dbać o dom powiada matka z autorytetem. Ja całe życie sprzątałam po twoim ojcu i wciąż żyjemy.
Mamo, ja też pracuję! Cały etat! Zarabiam nie mniej niż Krzysiek! Dlaczego mam go traktować jak dziecko i sprzątać po nim?!
Bo jesteś żoną. To nasza rola. Zuzanko, nie gniewaj się na staruszkę. Chcę ci tylko dobrze.
Zuzanna wciąga powietrze, mocno ściska mostek palcami.
Wiem, mamo. Po prostu jestem zmęczona. Bardzo zmęczona.
Odpocznij więc. Odłóż sprzątanie, położ się.
Nie mogę. Bałagan tak silny, że oczy bolą.
Po rozłączeniu Zuzanna rzuca telefon na kanapę i patrzy wokół. Mieszkanie naprawdę wymaga porządku. Krzysiek przed wyjazdem zrobił totalny chaos rzeczy leżą wszędzie, na kuchni stos brudnych naczyń, w łazience jego przybory po goleniu rozrzucone po umywalce.
Zuzanna zaciąga rękawy, chwyta ściereczkę. Zaczyna od kuchni, metodycznie myje talerze, kubki, patelnie. Potem wyciera blaty, odkurza dywan. Wieczorem dociera do sypialni.
Łóżko nie jest pościelone, pościel zmarszczona, poduszki leżą na podłodze. Zuzanna zdejmuje prześcieradło, by wrzucić je do prania. Krzysiek zawsze spał niespokojnie, przewracał się, zrzucał kołdrę. Ona już się przyzwyczaiła.
Kiedy ciągnie prześcieradło, coś się chwyta. Zuzanna kuca na piętach, zagląda pod łóżko. Tam, w zakurzonym rogu, leży karton. Zwykły karton po butach, zaklejony taśmą.
Zuzanna wyciąga go, strząsa kurz. Karton jest ciężki, w środku coś szeleszczy. Na pokrywie nie ma żadnych napisów.
Co to może być? mruczy do siebie.
Nie pamięta takiego kartonu. Krzysiek nigdy nie wspominał, że coś trzyma pod łóżkiem. Ciekawość przejmuje kontrolę.
Zuzanna zrywa taśmę, otwiera pokrywę. W środku leżą ubrania. Kobiece rzeczy. Bluzka bladoróżowa, z koronkowym kołnierzykiem. Szalik jedwabny, niebieski, w delikatny wzór. Skórzane rękawiczki, ciemnobrązowe. Notatnik w skórzanej okładce. Flakon perfum, stary, z podrapaną etykietą.
Zuzanna wyciąga bluzkę, rozwija. Rozmiar nie jej. Ona nosi rozmiar 44, a to wyraźnie 46 lub 48. Styl też nie jej Zuzanna woli surowe koszule, eleganckie sukienki. Ta bluzka przestarzała, z falbanami i marszczeniami.
Otwiera flakon. Zapach uderza w nos ciężki, słodki, wschodni. Zuzanna nigdy nie używała takiego zapachu; woli lekkie, kwiatowe nuty.
Serce przyspiesza. Czyjeś rzeczy. Kobiece. Pod łóżkiem jej męża.
Zuzanna otwiera notatnik. Na pierwszej stronie, kobiecą ręką, widnieje: Dziennik Marzeny.
Marzeny? Zuzanna przegląda kolejne kartki. Zapisy krótkie, datowane. Najnowszy 15 marca. Zuzanna spogląda na kalendarz: minęło osiem miesięcy.
Dziś znowu nie zadzwonił. Obiecał, a nie zadzwonił. Czekam, a on milczy. Boli.
Zuzanna przewraca stronę wstecz.
Spotkaliśmy się w kawiarni. Mówił o przyszłości, że wszystko się zmieni. Wierzę mu. Chcę wierzyć.
Kolejny wpis sprzed tygodnia:
Dostałam ten szalik. Powiedziała, że niebieski mi pasuje. Jestem szczęśliwa.
Zuzanna zasypuje notatnik, odkłada go z powrotem do kartonu. Dłonie drżą. W głowie szumi. Krzysiek. Jej Krzysiek. Ma inną kobietę. Marzenę.
Zaczyna dzwonić do męża. Długie sygnały. Krzysiek nie odbiera. Dzwoni ponownie, i znowu, i znowu. Po piątym dzwonku podnosi.
Halo? Zuzia, co się stało? słyszy senny, zmęczony głos.
Kto to jest Marzena?! wykrzykuje.
Cisza. Długa, rozciągająca się.
Co? pyta Krzysiek.
Marzena! Kto ona?! Znalazłam karton pod łóżkiem! Z jej rzeczami! Z dziennikiem!
Po chwili ciężki oddech.
Zuzanna, nie mogę teraz rozmawiać mówi cicho. Wrócę jutro, pogadamy.
Nie! Teraz! Wyjaśnij teraz!
Nie przez telefon. Jutro odkłada słuchawkę.
Zuzanna patrzy na ekran, nie wierzy. Krzysiek po prostu rozłącza. Próbuje ponownie numer niedostępny. Krzysiek wyłącza telefon.
Upada na łóżko, przyciska twarz dłońmi. Łzy spływają gorące, palące. Krzysiek zdradził. Cały ten czas, kiedy mieszkali razem, spotykał się z Marzeną. Dawał jej prezenty, chodził do kawiarni, obiecywał przyszłość.
Płacze, aż łzy wyczerpią się. Potem myje twarz zimną wodą, patrzy w lustro. Blada twarz, spuchnięte oczy, potargane włosy żałosny widok.
Wraca do sypialni, znowu sięga po karton. Przegląda rzeczy jeszcze raz. Bluzka, szalik, rękawiczki, perfumy, dziennik. Wszystko zużyte, noszone. Bluzka lekko wyblakła na ramionach, rękawiczki przetarte na palcach.
Znowu otwiera dziennik, czyta wpisy po kolei. Są od trzech lat wstecz. Pierwszy wpis:
Spotkałam go w parku. Rozmawialiśmy o książkach. Był inteligentny, oczytany. Podobał mi się.
Trzy lata temu Zuzanna i Krzysiek byli już pięcioletnio małżeństwem, więc zdrada trwała prawie cały ich wspólny czas.
Czyta dalej. Zapisy są wzruszające, naiwne. Marzena wyraźnie zakochała się w Krzysie po uszy. Pisała o każdym spotkaniu, o nadziejach i marzeniach. On obiecywał wkrótce, później, kiedy będzie czas.
Ostatnie wpisy są smutne.
On coraz rzadziej dzwoni. Mówi, że jest zajęty, zmęczony, problemy w pracy. Rozumiem, ale boli. Chcę być blisko, a on nie wpuszcza mnie do swojego życia.
Dziś nie przyszedł na spotkanie. Czekałam dwie godziny. Napisał, że zapomniał, bo ma pilne sprawy. Zapomniał o mnie.
Jestem zmęczona czekaniem. Zmęczona wiarą. Chyba czas odpuścić. Ale jak?
Potem wpisy kończą się. Ostatni to ten o nieodebranym telefonie.
Zamknięty dziennik odstawia, siada na podłodze przy łóżku, przyciska kolana do klatki piersiowej i patrzy w jedną punkt.
Noc mija bez snu. Zuzanna przewraca się, wstaje, chodzi po mieszkaniu, znów leży. Rano głowa pulsuje, oczy się kleją.
Krzysiek wraca w południe. Otwiera drzwi kluczem, wchodzi, zrzuca torbę w przedpokój. Zuzanna siedzi w kuchni przy kawie. Karton leży na stole.
Cześć mówi cicho.
Zuzanna nie odpowiada, patrzy na niego.
Podchodzi, siada naprzeciw, spogląda na karton.
Przeczytałaś? kiwnął w stronę dziennika.
Przeczytałam.
Wszystko?
Wszystko.
Krzysiek przechyla rękę po twarzy, wzdycha.
Zuzanna, to nie jest to, co myślisz.
Co myślę? trzyma kubek. Że zdradzałeś mnie trzy lata, spotykałeś się z Marzeną, obiecywałeś jej przyszłość, a ja żyłam przy tobą?
Nie, to nie była zdrada.
To co wtedy? podnosi głos. Przyjaźń? Przypadkowe spotkanie?!
Marzena moja pierwsza żona wydycha Krzysiek.
Zuzanna zamarza. Kubek wypada z rąk, rozlewa kawę.
Co? szepcze.
Moja pierwsza żona. Wzięliśmy ślub, kiedy miałem dwadzieścia jeden lat. Była dziewiętnastoletnia. Mieszkaliśmy razem rok, potem się rozwiedliśmy.
Nigdy nie mówiłeś, że byłeś żonaty! wykrzykuje Zuzanna. Zapytałam, a ty odpowiedziałeś nie!
Bo to bolało. Bardzo bolało spuszcza głowę. Marzena zachorowała. Nowotwór. Rozwiedliśmy się, bo nie chciała, żebym tracił na nią czas. Powiedziała, że znajdzie sobie kogoś młodszego, a ona sama będzie leczyć się samotnie.
Zuzanna stoi, nie może nic powiedzieć. Krzysiek kontynuuje:
Nie chciałem się rozwodzić. Przysięgałem, że będę przy niej, że przetrwamy razem. Ale ona nalegała. Złożyła pozew, ja nie zdążyłem nic zrobić. Rozstaliśmy się, a ona została.
I potem? pyta Zuzanna, siadając.
Potem próbowałem dalej żyć. Pracowałem, poznawałem dziewczyny, ale nic nie było. Po kilku latach spotkałem ciebie. Zakochałem się. Wziąłem ślub. Myślałem, że zapomnę.
Ale nie zapomniałeś kończy Zuzanna.
Nie zapomniałem przytakuje. Marzena odezwała się trzy lata temu. Napisała, że chce się spotkać. Pojechałem. Ona wyglądała… choroba ustąpiła, leczenie poszło dobrze. Ale starzeje się, w oczach ma tęsknotę.
Krzysiek milczy, połyka.
Zaczęliśmy się spotykać. Rozmawialiśmy, piliśmy kawę, spacerowaliśmy. Opowiadała o leczeniu, o tym, jak było strasznie i samotnie. Ja milczałem o tobie. Bałem się zranić ją.
Dlatego w dzienniku pisała, że liczy na przyszłość z tobą mówi Zuzanna gorzkim uśmiechem. Myślała, że znów będziecie razem.
Tak przytakuje Krzysiek. Nie kłamałem jej wprost. Byliśmy tylko przyjaciółmi, dawałem wsparcie, prezenty. Nie było nic fizycznego.
Ale emocjonalnie byłeś z nią mówi Zuzanna, łzy znów napływają. Kochałeś ją.
Kochałem. Kocham. Ona jest częścią mojego życia, mojej historii. Ale kocham i ciebie. Inaczej, ale kocham wyciąga rękę, ale Zuzanna ją odsuwa.
Co z nią teraz? Dlaczego zapisy przestały? pyta.
Krzysiek milczy, po chwili cicho mówi:
Zmarła. Ósmu miesiąca temu. Choroba wróciła. Lekarze nic nie mogli zrobić. Wszystko stało się bardzo szybko.
Zuzanna zakrywa twarz dłońmi. Nie może uwierzyć. Krzysiek spotykał się z byłą żoną, która umierała. Dawał jej wsparcie, prezenty, nadzieję. A sam mieszkał z Zuzanną, spał w tym samym łóżku, mówił kocham.
Dlaczego nie powiedziałeś? pyta, łamiąc się.
Bałem się. Bałem się, że odejdziesz. Wiedziałem, że postępuję źle, że oszukuję was obie. Ale nie miałem wyboru. Marzena była sama, chora, umierająca. Nie mogłem jej zostawić. Nie mogłem stracić ciebie.
Więc wybrałeś kłamstwo mówi Zuzanna, wstając. Kłamstwo wobec mnie, wobec niej. Gra w podwójną rolę.
Nie grałem! wykrzykuje Krzysiek. Próbowałem uratować choć coś! Marzena miała rok życia, lekarze mówili, że to maksymalny czas! Chciałem, żeby ten rok spędziła nie samotnie! Żeby była nadzieja!
Za mój koszt?! wykrzykuje Zuzanna. Dałeś jej nadzieję, a mi kłamstwo! Trzy lata kłamałeś! Mówiłeś, że jesteś w delegacji, a byłeś z nią!
Nie byłem! Spotykałem się raz w tygodniu! Parę godzin!
Myślałaś o niej! Kochałaś ją! A do mnie przychodziłaś jak do opcji zapasowej!
Nie jestem opcją zapasową! chwyta Krzysiek za ramiona. Jesteś moją żoną! Wybrałem ciebie! Wziąłem ślub! Żyję z tobą! Marzena to przeszłość!
Przeszłość, którą trzymasz w kartonie pod łóżkiem! wykrzykuje ZZuzanna wzięła głęboki oddech, spojrzała w przyszłość i podjęła decyzję, że ich związek będzie oparty na prawdzie i wzajemnym szacunku.



