Znajomi odkryli, że wynajmujemy mieszkanie z żoną i teraz chcą się wprowadzić. Jak im delikatnie wytłumaczyć, że nie chcemy wynajmować przyjaciołom? Z takimi sprawami zawsze jest trudniej!

Po ślubie moje życie z żoną potoczyło się jak z bajki. Postanowiliśmy zamieszkać z jej rodzicami, a w międzyczasie moi rodzice sprzedali swoje mieszkanie nad morzem i podzielili się pieniędzmi między mnie a moją siostrę. Dzięki tej sumie oraz pomocy teścia kupiliśmy przestronne kawalerki w Warszawie, którą podzieliliśmy ścianką na dwa pokoje. Marzyliśmy, że jedno z nich zajmie kiedyś dziecko, ale jakoś nie wyszło.

Najpierw nie byliśmy gotowi, potem pochłonęła nas praca, a w końcu stwierdziliśmy, że może to i lepiej. Żona nie chciała iść do lekarza, ja też nie nalegałem. Otaczali nas przyjaciele z dziećmi, którzy wiecznie narzekali na kredyty i brak czasu. Więc uznaliśmy, że skoro los tak pokierował, to może i dobrze będziemy żyć dla siebie.

Gdy mieliśmy trzydzieści trzy lata, zainwestowaliśmy w nowe mieszkanie w Łodzi. Nie wydaliśmy fortuny, ale i tak znajomi kręcili nosem. Mimo to, cztery lata później mieliśmy gotowy lokal. Zrobiliśmy tylko drobne poprawki, by wyglądał idealnie. Żona żartowała, że to nasza polisa na starość jeśli nie będzie dzieci, przekażemy je siostrzeńcom.

Tymczasem postanowiliśmy je wynająć. Żeby zaoszczędzić na agencji, poprosiliśmy przyjaciół o radę, gdzie dać ogłoszenie. I wtedy zaczęły się schody jedna para, dawni koledzy, od razu zapytała, czy nie wynajmiemy im tego mieszkania. Od lat tkwią w wynajętej norze na Woli, a tu nagle świeży remont, dobra lokalizacja, no i przecież znajomi to znajomi, możemy dogadać się taniej.

Żona próbowała delikatnie: To tylko kawalerka, a wy macie dwójkę dzieci i psa.
No i co? Teraz mieszkamy w jednym pokoju, a u was będzie luźniej!
Ale to nowe mieszkanie, a wy no wiecie, dzieci i zwierzęta
Myślicie, że wszystko zniszczymy? Jesteśmy aż takimi brudasami?

Powiedzieliśmy, że się zastanowimy, choć od razu wiedziałem, że to zły pomysł. Widziałem, jak żyją chaos od progu. W końcu żona kazała mi zadzwonić i wymyślić jakąś wymówkę. Gdy odmówiłem, usłyszałem:

Macie dwa mieszkania, a wkrótce odziedziczycie po rodzicach! Chciwość was zżera! Będziecie sami, bez dzieci, bez przyjaciół, i nawet nikt wam szklanki wody nie poda na starość!

Czy to sprawiedliwe? Nie jesteśmy im nic winni. Ich wybór dzieci bez stabilności to ich problem. Dlaczego mamy wynajmować za pół ceny, skoro obcy zapłacą uczciwie? Czasem trzeba postawić granice, nawet jeśli boli. Bo przyjaźń to nie obowiązek, a życie to nie wieczne ustępstwa.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

szesnaście − 8 =

Znajomi odkryli, że wynajmujemy mieszkanie z żoną i teraz chcą się wprowadzić. Jak im delikatnie wytłumaczyć, że nie chcemy wynajmować przyjaciołom? Z takimi sprawami zawsze jest trudniej!