Znajoma poprosiła mnie, żebym zaopiekowała się jej kotem podczas jej nieobecności. Uparła się i obiecała, że wynagrodzi mnie za moje wysiłki. Zgodziłam się niechętnie, ale nie spodziewałam się takiego rezultatu.

Pewnego dnia znajoma poprosiła mnie, żebym zaopiekowała się jej kotem, kiedy wyjeżdżała w podróż służbową. Rzecz w tym, że nie jesteśmy bliskimi przyjaciółkami, w przeszłości kolegowałyśmy się, ale od czasów studiów nie komunikujemy się zbyt często, czasami tylko złożymy sobie życzenia w sieciach społecznościowych. To tam napisała do mnie swoją prośbę: nie ma nikogo, z kim mogłaby zostawić kota, a ja jestem jej ostatnią nadzieją.

Mam w domu tylko papugę i ona w pełni mi wystarcza. Kot wymaga więcej uwagi i opieki, w tym czasu. Nie chciałam się zgodzić na zabranie kota do siebie, ale znajoma obiecała mi nagrodę za moją „pracę na pół etatu”. Ostatecznie zgodziłam się nie ze względu na pieniądze, ale mimo wszystko dodatkowy grosz nie zaszkodziłby.

Kot okazał się nie zwierzęciem, lecz diabłem. Znajoma przyniosła mi jego kuwetę, żwirek, trochę karmy. Udzieliła mi wskazówek, jaką suchą karmę i konserwy dla niego kupić i jak często je podawać. Powiedziała, żebym zachowała paragony, bo później zwróci mi pieniądze.

Nie dogadywaliśmy się z kotem. Byłam dla niego obca, mój dom też był dla niego nowy. Miał czelność zniszczyć pazurami moją nową kanapę, zerwał tapetę, omal nie przyprawił mojej papugi o zawał serca swoimi próbami wdrapania się łapami do klatki. Był wybredny, jeśli chodzi o jedzenie, nie chciał jeść konserw ani karmy. Musiałam poeksperymentować i w końcu kupiłam mu filety z kurczaka, które zjadł z apetytem.

Było mi z nim bardzo ciężko, bo był bardzo niegrzeczny, nie pozwalał mi się głaskać, nie pozwalał mi też dotykać siebie i syczał na mnie.

Z niecierpliwością czekałam na powrót mojej znajomej, aby wreszcie pozbyć się kota. Postanowiłam, że już nigdy więcej nie zgodzę się na opiekę nad cudzymi zwierzętami – to tylko niepotrzebny stres.

Rozmowa ze znajomą o pieniądzach była niezręczna – pokazałam jej rachunki za konserwy, które kupiłam i wyjęłam z mojej lodówki, rachunki za filety itd. Powiedziała, że zapłaci tylko za konserwy, ponieważ nie prosiła mnie o karmienie go surowym mięsem – było za drogie.

Zaciskając zęby, uznałam, że przynajmniej obiecana nagroda pokryje koszt utrzymania kota, ale ona zapomniała, że w ogóle obiecała mi zwrot kosztów. Dała mi pięćdziesiąt złotych, podziękowała za opiekę nad kotem i wyszła.

Nie rozumiem – czy ja jestem chciwa, bo oczekiwałam czegoś finansowego, czy ona jest chciwa? Opiekowałam się jej kotem, jak tylko mogłam, tolerowałam go w moim domu, pozwalałam mu psuć moje meble, co też kosztuje sporo pieniędzy, a w końcu nawet wydatki na jego posiłki nie zwróciły się. Naprawdę nie chcę już pomagać w tego typu sprawach. Oczekujesz jednej rzeczy za swoją pomoc, a nie otrzymujesz nic.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

10 + 7 =

Znajoma poprosiła mnie, żebym zaopiekowała się jej kotem podczas jej nieobecności. Uparła się i obiecała, że wynagrodzi mnie za moje wysiłki. Zgodziłam się niechętnie, ale nie spodziewałam się takiego rezultatu.