Złośliwa staruszka

Złośliwa staruszka

Wysiadłem z taksówki i czekałem, aż mała Alicja wygramoli się z auta.

– Dziękuję – podziękowałam kierowcy, chwycię córkę za rękę i powoli ruszyliśmy w stronę klatki. Przy niskim ganku na ławce siedziały dwie starsze panie.

– Dzień dobry – przywitałem się.

– Dzień dobry – odpowiedziała jedna. – Do kogo to takie piękności przychodzą?

Uśmiechnąłem się tylko. Otworzyłem zamek kodowy kluczem i weszliśmy z córką do środka. Ledwo zatrzasnęły się drzwi, gdy jedna z kobiet donośnym głosem oznajmiła, że pół godziny temu widziała, jak dwóch młodych mężczyzn wnosiło do klatki jakieś pudła i worki.

– Nowi lokatorzy wprowadzają się do mieszkania nad tobą, to które wynajmują Kowalscy. Więc trzymaj się, Maryś, bezsenne noce masz jak w banku – odparła druga.

– Nie tędy droga. Niech tylko spróbują hałasować. Zaraz zawiadomię opiekę społeczną, niech się tym zajmą…

Dalej już nie słuchałem. Podeszliśmy do windy, akurat stała na parterze, wjechaliśmy na piąte piętro.

Drzwi do mieszkania były uchylone. Mężczyźni siedział w kuchni i pili herbatę.

– O, Karolina już jest. Myśmy sobie tymczasem herbatę zaparzyli. Wybacz, trochę się tu rozgościliśmy.

Siegnąłem do torby po portfel.

– Karolciu, no jak tak możesz? Pomogłem ci jak przyjaciel. Może na próżno odeszłaś od Bartka? Pogodzilibyście się. Nie pracujesz, z czego będziecie żyć z córką? – Mówiący mrugnął do Alicji, a ta rozpromieniła się.

– Jakoś sobie poradzimy. Wniosę sprawę o rozwód, będą alimenty, zasiłek macierzyński. Nie wrócę do Bartka. Możesz mu tak powiedzieć.

– Dobrze. Ale jak coś, dzwoń, jeśli będę mógł, pomogę. No, urządzaj się, a my pójdziemy – powiedział Krzysiek.

Mężczyźni wyszli. Spojrzałem na pudła pośrodku pokoju i westchnąłem.

– No to co, pomożesz mamie rozpakować?

– Nie. Pobawię się – odparła Alicja.

– Dobrze. Tylko nie krzycz i nie hałasuj, bo nas stąd wyrzucą – upomniałem córkę.

Dziewczynka skinęła głową ze zrozumieniem.

Otworzyłem pudło z zabawkami, Alicja natychmiast wyjęła z niego pluszowego misia. Ja zaś otworzyłem szafę i zacząłem układać na półkach rzeczy z worków.

Mieszkanie było kawalerką, niewielkie. Ale gdzie im więcej? Meble przyzwoite, remont zrobiony, czysto. Da się żyć. Jeśli nie kupować zbędnych rzeczy, oszczędzać, to dadzą radę.

Później ugotowałam makaron z parówkami, przywiezionymi ze sobą. Umyłem podłogę i ułożyłem Alicję do snu, rozkładając kanapę. Oczy mi się kleiły, ale dziewczynka nie chciała zasnąć bez bajki. Trzeba było czytać. Gdy Alicja wreszcie usnęła, opadłem głową na poduszkę i zamknąłem oczy. I wtedy przypomniały mi się słowa męża:

„Jeszcze do mnie przypełzniesz na kolanach, błagać, żebym cię wziął z powrotem… A ja się jeszcze zastanowię…” Łzy napłynęły mi do oczy i sen uleciał.

Wstałem i poszedłem do kuchni. Nie włączałem światła, stałem przy oknie i patrzyłem na nieznany widok za szybą, na gęstniejące zmierzchy…

***

Poznaliśmy się z Bartkiem na przystanku. Podeszedł i spytał, którym autobusem można dojechać na ulicę Słowackiego.

Zamyśliłem się i wymieniłem numery. A on zapytał, dokąd jadę ja.

Wtedy podjechał mój autobus i szybko do niego wsiadłem.

– Przepraszam, po prostu nie wiedziałem, jak się z tobą poznać – usłyszałem. Stał obok i uśmiechał się. I ja też się uśmiechnąłem.

Tak się poznaliśmy. Moje serce było wolne, a wesoły i sympatyczny Bartek szybko je zdobył. Mieszkałam w wynajmowanym mieszkaniu z koleżanką. Zaprzyjaźniliśmy się jeszcze na studiach, po ich zakończeniu razem znaleźliśmy pracę. Wynajmować razem było taniej.

Bartek miał swoje małe mieszkanie. Namówił mnie, żebym się do niego wprowadził. Moja matka była surowa, uczyła mnie, że musi być rodzina, że dzieci powinny rodzić się w małżeństwie. Dlatego, gdy dzwoniła, kłamałem, że nadal mieszkam z koleżanką.

Minął drugi rok, odkąd żyliśmy razem, a Bartek wciąż nie oświadczył się. O dzieciach nie wspominał. I nie wiedziałem, jak powiedzieć, że spodziewamy się dziecka.

– Trzeba pomyśleć o większym mieszkaniu – rzekłem pewnego dnia.

– Po co? – nie zrozumiał Bartek.

– Bo wkrótce będzie nas trójka.

– Co, jesteś w ciąży? I kiedy zamierzałeś mi o tym powiedzieć? – warknął złościwie.

– Właśnie mówię. Przepraszam, że nie powiedziałem wcześniej, nie byłem pewien. Starałem się nie rozpłakać, widząc jego reakcję.

– Myślałem, że zabezpieczasz się.

– Żeby pożyć dla siebie i urodzić kiedyś tam w przyszłości? Nigdy nie pozbyłbym się dziecka. Z tobą czy bez, ale urodzę – odpowiedziałem zapalczywie.

– No dobra. Tylko niespodzianka…

Pogodziliśmy się i postanowiliśmy odkładać na wkład do kredytu. Pewnego dnia stałem na balkonie i czekałem na męża. Spóźniał się z pracy. Pod klatkę podjechał samochód. Otworzyły się drzwi i wysiadł Bartek.

– Widziałam cię z balkonu. Czyj to wóz? – spytałem, wychodząc mu naprzeciw.

– Mój. Nasz. Ładny, co? – Bartek promieniał zadowoleniem.

– Jak to twój? Skąd?

– Kupiłem. I tak na wkład nie starczy. Mieszkanie może poczekać, za to będę woził ciebie i nasze dziecko. Nie będzie trzeba tłuc się w dusznym autobusie.

– To też moje pieniądze, a ty nawet ze mną nie porozmawiałeś, wziąłeś je i kupiłeś sobie samochód – wybuchnąłem.

– A ty ze mną nie porozmawiałeś, gdy postanowiłeś urodzić – odparł Bartek.

– Nie zadecydowałem sam, ty też w tym uczestniczyłeś…

I po raz pierwszy poważnie się pokłóciliśmy. Potem, oczywiście, pogodziliśmy się, nawet poszliśmy do urzędu i wzięliśmy ślub, ku mojej radości.

Minęło kilka lat, Alicja poszła już do szkoły, a ja i Bartek spotkaliśmy się przypadkiem na tym samym przystanku, gdzie się poznaliśmy, i choć każdy z nas poszedł swoją drogą, to uśmiechnęliśmy się do siebie, bo zrozumieliśmy, że życie pisze różne scenariusze, ale najważniejsze, by być szczerym wobec siebie i tych, których kochamy.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dziesięć + 14 =

Złośliwa staruszka