Zła sąsiadka

15listopada 2025
Warszawa, osiedle przy ulicy Kwiatowej

Kiedy siedzę na moim balkonie i patrzę na podwórko, przypominam sobie, że w każdym bloku mieszka ta jedyna kobieta, co z okna krzyczy, gdy ktoś pod jej oknem pali, bo śmierdzi mi w mieszkaniu. Ta sama wygania nastolatków z ławeczki o dziesiątej w nocy, żeby nie przeszkadzali w śnie. I pisze skargi do zarządcy za nieposprzątane śmieci. Jeśli nie znacie takiej, to zapewniam to ja. Zła sąsiadka, co nie znosi sąsiadówpsiarzy. Ich psy zostawiają kupki w mojej rabacie z hortensjami i piwoniami. Jeszcze bardziej wkurza mnie ten, kto dokarmia bezdomne psy. Nie tylko zostawiają kupy, ale przytłaczają nasze krzewy kośćmi i nocą wydują, że przez tydzień nie mogę wyjść z domu bez ciągłego patrzenia w lewo i w prawo. A wiosną zaczynają wyć jak szaleni.

Nie mam też cierpliwości do sąsiadów z kotami ich mieszkania pachną kocim żwirem! A gdy koty mają dostęp na podwórze, to jest po prostu koszmar. Jeden raz ogromna, ruda kotka wpadła mi na balkon, gdy wybiegłam krzyczeć na podwórkowych dzieci. Ledwo mnie nie doprowadziła do szaleństwa.

Zgadza się tak, zgadłaś! Bingo! Nie cierpię też małych gnębnych dzieciaków, które nazywam krasnoludkami. Nie rozumiem, po co je kochać i co z nimi zrobić. Ich kruchość i nieokiełznana energia mnie przerażają. Kiedy ciocia poprosiła mnie, żebym poświęciła pół godziny opieką nad moim pięcioletnim kuzynkiem, po pół godzinie już wyjadł mi mózg łyżeczką do herbaty. Na początku maluch uroczo bawił się traktorkiem. Pięć minut minęło, zanim jego mama wyszła z klatki. Potem chciał jeść, ale nie tę papkę z klopsikami, którą miałam w garnku. Rozlał ją po stole, gdy odwróciłam się. Gdy myłam blat, mały znalazł mój kosmetyczny zestaw i zgadłaś, ile wystarczyło mu mojej ulubionej czerwonej szminki Chanel? Przynajmniej przez piętnaście minut nie słyszałam go. Potem mały zjadł klopsiki, a kredki i plamy od małych paluszków pojawiły się na tapetach w kuchni i korytarzu.

Kto by pomyślał, że małe dziecko nie może jeść za dużo smażonego? Wieczorem podrasował mi całe mieszkanie, bo podnieśli mu się żołąki. Na szczęście po podaniu węgla aktywowanego poczuł się lepiej, a ja z ulgą oddałam go zaniepokojonej mamie.

Skandale z sąsiadami zaczęły się, gdy miałam zaledwie piętnaście lat. Pewna babcia przy klatce spojrzała na mnie z wyrazem dziwka. To mnie tak poraziło, że od razu pomściłam się, zapełniając jej skrzynkę pocztową wszelką darmową reklamą, jaką znajdowałam w otwartych listowniach ulotki o oknachdrzwiach, gazety z cudownymi suplementami, reklamy magnetycznych bransoletek na nadciśnienie. Miesiąc później jej skrzynka była pełna papieru, a kiedy szukała rachunku za prąd, znajdowała jedynie stertę makulatury.

Nie poprzestałam jednak na tym. Złamałam jej rachunek za prąd, wydrukowałam kopię z dodatkowym zerem i wysłałam ją do Oblenergo. Babcia krzyczała na operatorów, broniła się i wylądowała w biurze rozliczeń. Dla niej nie miałem już miejsca.

Moje burzliwe usposobienie przeszło na nowy poziom, gdy wywalczyłam kawałek rabaty pod moim oknem. Po wielu próbach odkryłam, że najlepsze są hortensje ich wonny zapach odstrasza nie tylko kochanków, ale i pijaków, którzy uwielbiają węszyć w ich krzakach.

Pewnego słonecznego poranka odkryłam na mojej rabacie samochód! Nie, nie na trawniku, ale właśnie wśród różowych kwiatów. Przednie koła dotykały wybrukowanego krawężnika, a masywny zderzak górował nad czerwonymi kwiatami kamieniolomnych. To był wyrok dla bezczelnego bandyty, który odważnie naruszył moje najświętsze miejsce!

Czyj to jest pojazd? zapytałam z pogardą sąsiadkę, Babcię Lucynę, którą zawsze obserwowałam jak szpiega.

Babcia Lucyna od rana siedziała na ławce po zakupach na targu, gdzie kupiła karmę dla swoich pięciu kotów. Jej bystre oko nie przegapiłoby nawet myszy. To chyba jakiś bandyta z piątego piętra tłumaczyła, patrząc na mój pojazd. Na dżipach jeżdżą tylko przestępcy.

Kto to jest? dopytałam, bo znałam wszystkich mieszkańców klatki, a żaden nie wyglądał na bandytę. Głupi chłopak z podwórka nie liczył się. Nie miał pieniędzy na piwo, nie mówiąc o dżipach.

A w mieszkaniu 43tego zabrała jego córka Małgosia. Jest słaba, nogi nie słuchają, astma ją męczy dodała Babcia Lucyna, oczy jej zabłysły.

Po pięciu nudnych minutach rozmowy o chorobach, doszliśmy do sedna mieszkanie zajmuje wnuk babci, który właśnie remontuje.

Poczuwając zapach konfliktu, rzuciłam się do windy, by wskazać bandytowi miejsce, gdzie nie powinien stać daleko od mojej rabaty. Dzwonek do drzwi nie został naciśnięty, samochód odjechał, a drzwi pozostały zamknięte. Pukałam w zimny, brązowy skórzany panel może nie słyszy dzwonek? ale drzwi wciąż nie otworzyły się.

Nie poddałam się i zostawiłam notatkę:
Szanowny nieznajomy, proszę niezwłocznie usunąć swój brudny samochód z mojej rabaty, inaczej nie odpowiadam za konsekwencje!
Wsunęłam kartkę między drzwi a framugę.

Dzień minął, a mój renault nadal górował nad hortensjami. To drażniło mnie coraz bardziej.

Babciu Lucyno, pobiegłam na podwórko, a dzisiaj bandyta z 43tego się pojawił?
Nie, przyjechał innym samochodem, krążył kilka godzin i odjechał odpowiedziała.

To więc przyjeżdża innym autem, a ten zostawił mój kwiatowy ogród w popiele? oburzona spytałam.

Zadzwoń do niego poradziła Babcia Lucyna. Zostawił numer, ale to nie on prowadzi, a szef.

Co on ma wspólnego z bandytami? dopytałam nieufnie.

Bandytów nie spotkasz przy uprzejmych ludziach uśmiechnęła się babcia, a w jej oczach zabłysnął blask nieznanego. Lubi koty, przynosi im ryby z przyjaciółki, co prowadzi małą rybną bazę. Myślałam, że przyjdzie z rybą w każdym dniu.

Wyobrażając sobie podwórko pełne ryb i kotów, poczułam, że nienawiść do sąsiada rośnie. Szybko zapisałam numer i, nie czekając, wybrałam.

Halo? odezwał się głęboki, męski głos z telefonu.
Hej, dostałaś list? zaczęłam.
Tak.
Dlaczego nie zabrałeś swojego koryta z mojej rabaty?
Zapomniałeś słowa proszę odparł spokojnie.
Ostatni raz proszę, usuń swoją maszynę od moich kwiatów próbowałam zachować spokój, choć serce waliło jak młot.
Nie zamierzam! ryknął. Wygodnie mi tak. Nie wjeżdżałem nawet na krawężnik, a już i tak nie mam problemu z kwiatami.
Zobaczysz! odpowiedziałam.

Zawiesiłam połączenie i próbowałam wypalić samochód wzrokiem. Nie udało się metal nawet nie zaszarzał się dymem. Nie szkodzi, mam sprawdzone środki przeciw szkodnikom i nieposłusznym sąsiadom. Jutro rano właściciel renaulta będzie żałował swej postawy.

Następnego ranka obserwowałam z balkonu, jak sąsiad przygląda się swojej renaultowi, który z czarnego stał się plamisty. Odprawiłam go kaszą, którą od wieczora sypałam po masce silnika. Ptaki krążyły nad maską, bo karmiłam je ziarnem.

Jego twarz nie była widoczna, ale mogłam dostrzec wysoką, mocno zbudowaną sylwetkę i łysinę typowy bandyta! Czy się przestraszyłam? Oczywiście, że nie! Nie takie już mam w zwyczaju.

Radość nie trwała długo. Wieczorem czysty, lśniący samochód znów stał na mojej rabacie. Przednie koła przetoczyły się po krawężniku, zostawiając brudne czarne odciski dokładnie takie same, jakie pojawiły się na moim sercu, gdy to zobaczyłam. To było deklaracją wojny, dosłownie.

Zamieszując się jak wrzący czajnik, pobiegłam do mieszkania, planując zemstę. Ledwie nie potknęłam się o rudą bestię sąsiadkę, co z rybą w zębach!
Przynieś rybę do mieszkania 43tego! warknęłam do kota, który siedział przy drzwiach.

Cała klatka nie spała tej nocy koty z okolicy zebrały się przy drzwiach 43tego i dały tam koncert. Pomogła mi w tym mała buteleczka nalewki z waleriany, którą wieczorem oblałam brązowy panel drzwi. Koty krążyły po klatce, zamykając drzwi i szczekając na sąsiada. Opary waleriany spłynęły na moje serce, a rano na dachu auta pojawił się ptasi ślad.

Następnego dnia sąsiad znowu przybył, ale tym razem nie wpadł, a delikatnie nacisnął dzwonek. Przed drzwiami stał, jakby chciał coś powiedzieć.
Na twoim dywanie jest psia kupka stwierdził, patrząc na mnie zdziwiona. Moja już ją zdeptuję, więc bądź ostrożna.

Znowu wziął moją filiżankę z kawą i wyciągnął telefon:
Gotowa obejrzeć, kto tu wstąpił nieśmiertelny?

Okazało się, że nasz sąsiad, Sergiusz, wczoraj zadzwonił po montaż kamery w klatce. Filmik trafił na jego skrzynkę pocztową. Wspólnie obejrzeliśmy nagranie, na którym Babcia Lucyna rozrzucała prezenty pod drzwiami. Po trzecim odsłuchaniu spojrzeliśmy na siebie i skinęliśmy głowami nie mieliśmy pojęcia, po co to robiła.

Porozmawiam z nią powiedział Sergiusz. I przyjdę wieczorem, żeby wyjaśnić.
Porozmawiaj zgodziłam się, po raz pierwszy w życiu ustępując inicjatywy. Bałam się, że będę niegrzeczna wobec babci.

Wieczorem przygotowałam czekoladowe ciastka niewinne, choć przytyłem na sylwetkę. Chciałam zrobić wrażenie na Sergiuszu. Kiedy przyszedł po pracy, usiadł przy stole i od razu zapytał:
Masz kakao?

Mam otworzyłam szafkę, niechętnie.

Twój kran przecieka, drzwi w szafie są krzywe zauważył, podchodząc do mojego mieszkania. Chcesz, żebym to naprawił?

Chcę! miałam nadzieję na jakieś odszkodowanie za nerwy.

A co z Babcią Lucyną?

To nieistotne odrzekł, wzruszając ramionami. Mówiła, że w mieszkaniu 43tego była gadka, chciała im się zemścić i pomyliła dywany.

Nie czułam wobec niej wielkiego zła, ale zemsta i tak będzie potrzebna. Gdy Sergiusz naprawił szafkę i usunął skrzypiące drzwi w łazience, poczułam, że moje samotne mieszkanie ma już mniej wad.

Ten wpis kończę z myślą, że zmagania z sąsiadami to niekończąca się opowieść, pełna małych dramatów i wielkich pretensji. Mam nadzieję, że kolejny dzień przyniesie mniej konfliktów i więcej spokoju w mojej małej Warszawskiej oazie.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

2 × 1 =

Zła sąsiadka