Zjazd Absolwentów. Opowieść.

20 listopada 2025

Dziś wpadłem w wir wspomnień, które od dawna trzymały mnie w szachu. Martwiło mnie, że kiedyś po latach spotkam Lidię i nie rozpoznam jej. Ostatni raz, gdy widziałem Lidię, mieliśmy po piętnaście lat, a teraz obaj jesteśmy już po trzydziestce. Próbuję wyobrazić sobie, jak wygląda w naszym małym, prowincjonalnym mieście Sandomierzu.

Na pewno ma troje dzieci i męża, który codziennie sięga po alkohol pomyślałem z niechęcią, przyciskając sobie w myślach gorzki żal. Nie rozumiałem, dlaczego tak się czuję wobec Lidi, przecież to ja odjechałem, a nie ona.

Na spotkanie przybyli jakby na czerwonym dywanie ludzie patrzyli na mnie, jak na sławnego aktora. Było mi nieźle, aż za bardzo. Lidi nie było wśród absolwentów, więc poczułem ulgę: lepiej, że nie muszę się jej przypominać, bo ta nostalgią była jedynie pustką. Ale nagle zobaczyłem ją.

Lidia miała delikatne dłonie, w których widniały niebieskie sploty żył, twarz spięta niczym lisiczy pysk, a puszyste, jasne włosy zawsze krótko ścięte układały się w kształt małego dżdżownicy. Wydawała się wyjątkowo piękna, a ja nieświadomie wyszeptałem: Jaka Lidia piękna.

Mój kolega ze szkoły, Paweł Gąbka, wybuchnął śmiechem: No nieźle! Patrz na Archanową ma długie włosy i gładką skórę. Lidi natomiast jest jak blada ćma, pełna pryszczy. Rzeczywiście, na jej twarzy były drobne wypryski, ale nie psuły jej urody. Zgodziłem się z Pawłem: Może masz rację.

Nie wiedziałem, jak przyjść do Lidi dziewczyny dziś nie gadają z chłopakami tak, jak kiedyś. Gdy sam podszedłbym i zagadał, Archanowa najpierw zaczęłaby się wtrącać w moje sprawy, a potem opowiadać o narzeczonym i narzeczonej. Paweł wymyślił plan: zorganizować uroczystość u siebie. Mieszkanie jego nie było tak duże jak moje, więc było ciasno, ale wesoło. Mama Pawła wymyślała zagadki, a potem graliśmy w transformery, które dostał od kolegów największym był oczywiście ja.

Mamo, powiedziałem w przeddzień urodzin. Czy mogę zaprosić całą klasę?
Całą klasę? zdziwiła się mama. Gdzie ich postawimy?
Proszę, mamo!
I tak i tak nie przyjdą dorzucił tata z drugiego pokoju. Zrób im bufet, niech się kręcą, nie przy stole.
A rodzina?
Na inny dzień uśmiechnął się tata. I nie zapomnij o obrusek, serwetkach i siedmiu daniach

Obawiałem się, że Lidia odmówi przyjścia, zwłaszcza że nie będzie miała pieniędzy na prezent. Wszyscy wiedzieli, że pochodzi z wielodzietnej rodziny; matka jest bibliotekarką, ojciec pijakiem, słodycze ma tylko od święta, a kurtki pożyczane od starszej siostry. Kiedy podszedłem do niej, by zaprosić na urodziny, wyplątałem się w słowach:

Chciałbym poprosić Cię o mały prezent: narysujesz mi okładkę płyty?

Lidia nie zrozumiała, więc wytłumaczyłem, że pies Burek rozerwał okładkę z winylu, a jedyna, co mam, to zwykła biała kartka.

Nie macie magnetofonu? spytała nieufnie, wiedząc, że tata mojego ojca prowadzi sieć restauracji w Krakowie i w domu ma najnowszy sprzęt.

Mamy, odrzekłem lekko. Lubię płytki, więc proszę, narysujesz?

Lidia dostawała piątki z rysunku, a jej prace często pojawiały się na wystawach szkolnych i okręgowych.

Dobrze zgodziła się. Narysuję.

Na przyjęciu, kiedy połowa gości grała na konsoli, a reszta oglądała film na wideomagazynie, pokazałem Lidi, Michałowi i dwóm dziewczynom odtwarzacz i kilka płyt. Słuchałem różnej muzyki, ale najbardziej kochałem Beatlesów tak jak tata. Nasz pies Burek znowu rozdarł okładkę jednego z ich albumów.

Lidia początkowo się nudziła: odtwarzaczem nie zachwyca się nikt, nawet jeśli jest nietypowy. Kiedy muzyka w końcu zabrzmiała, stała się jakby w szpilce, wsłuchując się w każdy dźwięk, jakby to był marsz. Michał się znudził i wrócił do konsoli, a dziewczyny zaczęły tańczyć, wpadając kolejno do pokoju. Lidia siedziała nieruchomo na skraju swojego łóżka.

Kilka dni po urodzinach podeszła i zapytała:

Czy mogłabyś pożyczyć mi płytę? Obiecuję, że będę ostrożna!

To tata jest moim odparłem natychmiast. Nie pozwala nikomu ich dawać. Ale możesz przychodzić do mnie i słuchać, kiedy chcesz.

Trochę niewygodnie zamieszkała Lidia.

Nie wygodnie nosić spodnie przez głowę i spać na podłodze, koc spada, zażartowałem, naśladując ojca. Reszta jest w porządku, więc przychodź, nie myśl.

Tak zaczęła się nasza przyjaźń, najpierw zrodzona z miłości do legendarnego zespołu, później po prostu jako przyjaźń bez podstępów.

Mama Lidi kiedyś zapytała:

Igorze, naprawdę ci zależy na tej dziewczynie? Ona nie ma nic do powiedzenia, patrzy tylko w twoją twarz i kiwa głową. Mężczyźni kochają takie rzeczy, ale to za dużo. Co macie wspólnego? Jest biedna!

Mój tata wtrącił: Dobre otoczenie od dziecka kształtuje człowieka! Przenieś go do liceum!.

Mamo, nie chcę jeździć na drugi koniec miasta jęknąłem. Lubię tę szkołę, nauczyciele w porządku, a moja nauczycielka mówi, że mam świetną wymowę i bogaty zasób słów.

To już nie pierwszy raz, gdy mama namawia na liceum, ale nie chciałem przeprowadzać się, nie tylko dla Lidi, ale po prostu dlatego, że naprawdę lubiłem swoją szkołę. Tata zaś powiedział: Niech dziewczynie głowę kręci, to młodzieńczy czas.

Rozgniewałem się, uszy mi pognębiły, a gniew tylko narastał. Jednak po tej kłótni dostałem prawie rok wolności: mama przewracała oczami, kiedy przyprowadzałem Lidi do domu, ale przestała wspominać liceum.

W dziewiątej klasie mama kiedyś weszła do pokoju, gdy studiowałem krzywiznę Lidi, i wtedy wszystko się stało. Najpierw pomyślałem, że wyobraźnia mnie zwodzi, bo Lidia uciekła do domu, a mama nic nie powiedziała. Wieczorem ojciec wrócił cicho, a po trzech dniach oznajmił:

Igorze, ruszamy do Warszawy.

Do Warszawy? nie zrozumiałem.

Rozszerzam sieć restauracji, otwieram nowy lokal w stolicy. I ty powinieneś studia kontynuować tam, nie tutaj. Już załatwiłem ci liceum i znajdę korepetytorów.

Nie pojedę odparłem.

To gdzie się wybierzesz?

Nie miałem dokąd pójść. Lidia, kiedy się dowiedziała, płakała; obiecałem, że dokończę szkołę i przyjadę po nią, zabiorę ją ze sobą. Lidia westchnęła dorosle i rzekła:

Nigdy już nie przyjedziesz

Na pożegnanie dałem jej tę samą płytę, której okładkę narysowała, i przy której po raz pierwszy się pocałowaliśmy. Było jasne, że pomysł przeprowadzki wymyśliła mama. Byłem na nią bardzo zły, podobnie jak na ojca.

W dziesiątej klasie kolega wyjechał na studia do Londynu i powiedział ojcu:

Ja też chcę do Londynu.

Mama płakała, lamentowała, że zostanie sama. Wtedy przypomniałem sobie starszego brata, który zmarł w wieku jednego roku z powodu wrodzonej choroby serca, i jak długo mama nie mogła zajść w ciążę. Rozumiałem, że boi się stracić kolejnego syna, ale jednocześnie czułem pewną satysfakcję z jej niepokoju.

W Londynie zwiedzałem wszystkie miejsca związane z moimi idoli, zacząłem palić, zmieniłem fryzurę, a dziewczyny zmieniałem co tydzień. Chciałem zapomnieć Lidę, ale każda z nich szybko mnie nudziła.

Po powrocie do Polski pomogłem tacie w restauracjach. Miałem już dwa dłuższe związki: z Greczynką, która przyczepiła się do mnie jak kleszcz, i z angielską koleżanką Jane, bladą dziewczyną o puszystych, jasnych włosach. Mama, gdy tylko wróciłem, zaczęła szukać mi odpowiedniej żony, a ja zamieszkałem w mieszkaniu, które tata podarował mi na 18kę. Mama dzwoniła, a ja nie odbierałem. Tata prosił, żebym był łagodniejszy, a ja odpowiadałem:

Chciała, żebym był sukcesem? Zrobiłem to. Nie wyjdzie mi z nią małżeństwo, niech sobie to zapisze.

Kiedy Michał napisał do mnie, nie rozpoznałem go od razu jego zdjęcie w avatarze nie pasowało do tego, co pamiętałem. Po wyjaśnieniu wszystko stało się jasne i zgodziłem się przyjechać na zjazd absolwentów, choć nie byłem pewny, czy to dobry pomysł.

Spotkała mnie Lidia, wciąż szczupła, blada, z niebieskimi naczyniami w dłoniach. Włosy miała teraz nieco dłuższe.

Od tego momentu przestałem zwracać uwagę na innych. Rozmawialiśmy i rozmawialiśmy. Lidia była już zamężna, ale rozwiedziona, a jej jedynym dzieckiem był dziesięcioletni syn, który nosił moje imię Igor. Usłyszałem swoje imię i zbladłem, ale nie mogłem ukryć, że to sprawiło mi przyjemność.

Jedź ze mną powiedziałem nagle, zdając sobie sprawę, jak głupio to brzmi. Zabierz syna i jedźmy do Warszawy, jest tam lepiej niż tutaj.

Zostałaś marzycielem odparła smutno.

Czy to oznacza nie?

Lidia nic nie odpowiedziała, tylko wstała i ruszyła w stronę drzwi. Nie znalazłem słów, by ją zatrzymać.

Ja też pojedę z tobą uśmiechnęła się Archanowa. W jakim hotelu się zatrzymałeś?

W Centralnym, oczywiście.

Pojdę z tobą, dodała żartobliwie.

Nie musiałem już pytać zamówiłem taksówkę i odjechaliśmy.

Gdy zadzwonił dzwonek do pokoju, myślałem, że to sprzątanie, a później zobaczyłem, że ktoś przyszedł późno. Może to pomyłka, pomyślałem. Na progu stała Lidia w tym samym sukni, włosy spięte w kok, oczy wściekłe.

Gdzie ona?

Kogo?

Archanowa! Najpierw męża porwała, a teraz i ciebie?

Zaśmiałem się:

Nie ma tu żadnej Archanowej. Chcesz, sprawdź.

Odsunąłem się, Lidia weszła, rozejrzała się, usiadła na krześle.

Dzwoniła do mnie Yulka i mówiła, że pojechaliśmy razem.

Zawoziłem ją taksówką jak dżentelmen, to wszystko.

I nie całkowaliście?

Podniosłem ręce i z uśmiechem odpowiedziałem:

Nie mam winy!

Co z tym? Jej usta są pomalowane, a jeszcze coś.

Nie przyszedłem tu po to, odparłem. Dlaczego? Żeby się spotkać po piętnastu latach, przypomnieć obietnicę?

Czyżby czekałaś?

Boli mnie to! Zapomniałam cię już jutro!

No i super, i ja nie pamiętam cię długo.

Czy mam już iść?

Idź. Tylko może najpierw posłuchamy płyty?

Płyty?

Tak, przyniosłem odtwarzacz.

Lidia zmrużyła oko, spojrzała na mnie z ironicznym uśmiechem:

Czyli mnie zapomniałeś, a odtwarzacz przywiózłeś?

Tak.

Wzięła torbę, którą zostawiła przy wejściu, wyciągnęła z niej coś i podała mi. To była właśnie ta płyta, której okładkę narysowała i którą wręczyłem jej na pożegnanie.

Zapomniałaś mnie na dzień, a płytę trzymałaś przez wszystkie te lata? zapytałem z przymrużeniem.

Lidia wzruszyła ramionami. Otworzyłem płytę, przesunąłem palcami po jej powierzchni nie było zadrapańW świetle lampki zaczęliśmy tańczyć, czując, że w końcu odnaleźliśmy siebie.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwa × pięć =

Zjazd Absolwentów. Opowieść.