Zgubić człowieka

-Czesiu, wychodzę. Kaszląc, powiedział Czesław głosem, jakby nie swoim, pozbawionym barwy.
-Do garażu idziesz? rzuciła mechanicznie Celina, zerkając na męża przelotnie.
-Nie. Celinko, odchodzę od ciebie. Do innej kobiety

Niedoszorowany ziemniak wypadł jej z ręki i potoczył się żwawo pod stół. Przez chwilę patrzyła, jak ucieka, próbując przetrawić sens słów męża. Potem nagle się odwróciła i spojrzała mu w oczy. Dopiero wtedy dotarł do niej prawdziwy sens jego słów. Z zewnątrz wydawała się zimna jak skała w środku sztormu, niewzruszona. A w środku czuła lawinę, która zabrała wszystko: miłość, radość, nadzieję.

-Kto to jest? zapytała, powstrzymując się, by nie krzyknąć albo rzucić się na niego z pięściami.
-Nie znasz jej, Celina. Ale My się rozumiemy bez słów. Mamy ze sobą tyle wspólnego! Bardzo dużo! mówił z zachwytem, a Celina w myślach wbijała mu drylownicą w żebra.

-No to może nareszcie znalazłeś swoje szczęście. Gratuluję. powiedziała zimno, płucząc warzywa pod kranem. Szczegóły mnie nie interesują. Jesteś wolny. Idź, już pewnie na ciebie czekają Na kolację cię nie zapraszam.

Czesław pociągnął nosem, może z ulgi, może z żalu, i ruszył do sypialni zbierać rzeczy. Celina nie pozwalała sobie upaść, kurczowo trzymając się zlewu, patrząc na pobielałe knykcie. Miała tylko jedno pragnienie: nie upaść i żeby poszedł jak najszybciej

-No to Idę już, dobrze? zapytał niepewnie Czesław, cofając się do drzwi. Odwróciła się do niego. Jej twarz była spokojna, możliwe, że aż pogodzona. Był zdziwiony, nie spodziewał się takiej obojętności, raczej łez i żalów. Wzruszył ramionami i wyszedł z kuchni.

Czekała aż drzwi się zamkną i bez sił osunęła się na podłogę. Przygryzła dłoń, by nie wydobył się z niej krzyk. Szlochała, jak ranna suka. Dopiero po trzech godzinach, zapuchnięta i zachrypnięta, dowlokła się do sypialni i w ubraniu rzuciła na łóżko. Jej świat się skończył

Obudziła się w środku nocy, nękana smutnym wspomnieniem. Przypomniała sobie jak się poznali. Ona, młoda, naiwna dziewczyna, która przyjechała na przydział do małego miasta na Mazurach. W pierwszy weekend poszła z koleżankami na zabawę. I tam zobaczyła go pierwszy raz. Był w grupie chłopaków pilnujących porządku w parku.

Wysoki, barczysty, z szerokim uśmiechem, od razu wyróżniał się spośród innych. To wtedy Celina pomyślała to koniec, przepadła. On patrzył na nią z lekkim przekąsem, ale też mu się spodobała ta drobna, urocza dziewczyna. Odprowadził ją, a potem byli nierozłączni.

Spotykali się niemal codziennie. Trzy miesiące później złożyli papiery do urzędu stanu cywilnego. Latem odbyło się huczne, młodzieżowe wesele. Najpierw mieszkali w akademiku. Kiedy urodził się pierwszy syn, dostali dwupokojowe mieszkanie. Szczęście było ogromne. Byli ze sobą szczęśliwi i kochali się prawdziwie. Bez słów rozumieli się po oczach, ustach, nawet po plecach. Najdziwniejsze było to, że nigdy się nie kłócili. Naprawdę! Byli jak puzzle, jak plus i minus, jak yin i yang.

W zeszłym tygodniu minęło im trzydzieści sześć lat wspólnego życia. I najstraszniejsze było to, że trzydziestego siódmego już najpewniej nie będzie Myśląc o tym, znów wybuchła płaczem. Cicho, żałośnie, jakby żegnała kres własnego szczęścia i miłości.

Poranek zastał ją w nastroju równie szarym, jak pogoda za oknem. Ale dom sam się nie ogarnie. Wypiła herbatę z cukrem, więcej nie weszło. Zabrała się za sprzątanie posprzątała, nakarmiła kury, wypuściła kozę na wybieg, umyła podłogi, zmyła naczynia. Robiła wszystko z furią, jakby nie chciała dopuścić myśli o swoim dramacie. Ale pozostawał jeszcze jeden problem jak powiedzieć dzieciom. Synowi Stasiowi i córce Grażynce. Odważyła się dopiero koło obiadu.

-Mamo, co ty gadasz? On znalazł inną? Jak to, jaką? To jakiś żart? Mamo, chcesz, żebym przyjechała? Mogę zaraz! martwiła się córka.
-Nie, Grażynko, nie przyjeżdżaj. Ty jesteś w końcówce ciąży, niepotrzebne ci nerwy. Dam sobie radę. Nikogo nie grzebiemy.

Syn zareagował gwałtownie. Klął ostro, aż Celina go uspokajała. Przestań obrażać ojca. Różnie bywa. W końcu dogadali się, że Stasio przyjedzie na weekend.

Po rozmowie z dziećmi odetchnęła. Idąc korytarzem, spojrzała w lustro i zobaczyła kobietę grubszą, w szlafroku, bez makijażu, z podpuchniętymi oczami i spierzchniętymi ustami.

-Nic dziwnego, że się w młodszą zapatrzył. Zobacz, jak wyglądam. Dawno już zapomniałam o sobie. Najpierw dzieci, potem wnuki, a na końcu kury i ogród. Przesunęła dłonią po policzku. Przypomniała sobie ostatni rok. Był ciężki. Ciąża córki, narodziny wnuka, ciągła krzątanina, domowe kłopoty. Jej czas znikał, dla męża go nie starczało. Czesław wieczorami jadł sam, weekendy spędzał samotnie, kiedy ona zajęta była wnukami. Wtedy pewnie pojawiła się przestrzeń na inne uczucia. Oddalili się powoli, prawie niezauważalnie. Ale ona, zajęta, nie zwróciła uwagi. Albo nie chciała

Mijały dni. Było ciężko, potem trochę lżej. Prosiła dzieci, by nie odcinały się od ojca. Dla nich jest dobrym tatą i świetnym dziadkiem niech mają z nim kontakt. Niechętnie, ale się zgodzili. Po pół roku już nawet nie bolało tak mocno. Roboty miała co niemiara, wnuki, gospodarstwo, emerytura skromna, ale znalazła i pracę na pół etatu. Schudła, zmieniła fryzurę, wypiękniała. Najlepszy jej klejnot uśmiech wrócił. Bo życie trwa mimo wszystko.

Po kilku miesiącach zadzwonił telefon z nieznanego numeru, znajomy a jednak obcy głos.

-Celuniu, kochanie moje Wybacz mi, błagam, przyjmij mnie z powrotem! Nie potrafię bez ciebie żyć. Przez pierwsze dwa miesiące byłem jak w malignie, a potem Jak tylko zamykam oczy, jesteś przede mną. Przyjmiesz mnie?
-Nie przyjmę. Wracaj do swojej młodszej. Mieliście tyle wspólnego. Ja radzę sobie bez ciebie. Ucięła rozmowę.

Od tamtej pory wieczorami dzwonił Czesław, prosił, przekonywał.

-Celina, przecież my już nie mamy po dwadzieścia lat. Co mamy dzielić na starość? Popełniłem błąd jak niejeden. Kocham cię i rodzinę, Stasia, Grażynkę, wnuki. Chcę być z wami.
-Kto ci broni być z dziećmi i wnukami? Mnie już nie musisz kochać. Rozbita filiżanka nie wróci do poprzedniego stanu. odpowiadała stanowczo.

Początkowo dzieci miały żal do ojca. Z czasem zmienili zdanie.

-Mamo, tata nie może się pozbierać. Zawinił, ale ludzie są tylko ludźmi. Może go choć spróbujesz zrozumieć? przekonywała Grażyna.
-Tak, mamo, dasz mu jeszcze szansę? Przecież się kochacie. przyłączył się Staszek.

-Nie i koniec. Nie będę udawała. Po czymś takim nie potrafię żyć z nim jak dawniej. Zawsze będę pamiętać zdradę.

Tak mijało życie Celiny. Pracowała, prowadziła dom, widywała dzieci i wnuki. Bez Czesława.

Czesław rozstał się z tą, z którą miało być tak wiele wspólnego. Zamieszkał u schorowanej matki. Bardzo tęsknił, wspominał dawne życie i żałował swoich czynów. Ale wiedział, że czasu cofnąć się nie da i z tym będzie musiał żyć.

W końcu zdecydował: pójdzie pod dom Celiny, padnie jej do nóg i będzie błagać o wybaczenie. Może zlituje się i przyjmie z powrotem, a może chociaż ją zobaczy.

Ubrał się porządnie i ruszył w drogę. Zapukał do drzwi, ale nikt nie otwierał. Celina była na nocnej zmianie. Przysiadł na ławce na ganku, zasnął twardo, pierwszy raz od wielu miesięcy spokojnie.

Wróciła o świcie. Coś ją tknęło. Zobaczyła śpiącego Czesława, twarz miał bladą w świetle księżyca, nie oddychał Szturchnęła go bez reakcji. Uderzyła w ramię nic. Zaczęła trząść nadal brak reakcji.

-Oj, Matko Boska Czesiu, kochany, na kogoś ty mnie zostawił Jak ja teraz będę bez ciebie zawyła, rzucając się mu na piersi

A on nagle złapał ją w ramiona i zaczął całować.

-A więc jednak mnie kochasz! I ja ciebie, Celinko! Przepraszam, żono moja bez ciebie wysycham jak kłos bez deszczu! Padł na kolana, zasłaniając twarz rękami

-Ty łotrze! Szubrawcze! okładała go Celina po plecach. Przestraszyłam się, że umarłeś! Myślałam, że sobie coś zrobiłeś i do domu przyszedłeś umierać! Naganiałeś się jak kocur? Teraz cię nauczę!

Od tego dnia pogodzili się. Żyli razem jeszcze lepiej i mocniej się pokochali. Bo zrozumieli, co znaczy stracić najbliższą osobę. I zrozumieli, że czasem trzeba umieć przebaczyć. Upór i duma nie zawsze są dobrym doradcą. Nawet jeśli ktoś popełnił duży błąd, można znaleźć dla niego odrobinę miejsca w sercu. Ważniejsze jest cenić to, co mamy tu i teraz, a nie wciąż żałować straconego szczęścia.

Ot, taka opowieść o życiu, o miłości i o przebaczeniu.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dziewiętnaście + piętnaście =

Zgubić człowieka