Zepsute geny
Hanna weszła do mieszkania, postawiła ciężkie torby na podłodze i głośno westchnęła.
— Jest kto w domu? — krzyknęła w stronę pokoju. — Dwóch facetów w domu, a torby sama dźwigam — mamrotała pod nosem. — Wszyscy chcą jeść, ale jak trzeba pomóc, to nikogo nie ma — dodała głośniej, żeby na pewno usłyszeli. Rozbierała się też hałaśliwie, raz po raz wzdychając i stękając. W końcu w drzwiach pojawił się syn.
— Weź te torby i zanieś do kuchni. Tata jest w domu?
Kuba podniósł torby z podłogi.
— Ogląda telewizję — rzucił przez ramię. Mógłby to przemilczeć, matka nie pytała, co ojciec robi. Ale czemu tylko on miałby dostać porcję jej złego humoru? Niech i tata się napije.
— Po co tak krzyczysz? — W drzwiach stanął ojciec rodziny.
— Nic. Jestem zmęczona — odcięła się Hanna. — Zaraz sobie odpocznę pięć minut i zrobię kolację. Wszystko sama. Mogliby chociaż makaron ugotować. — Wsunęła stopy w kapcie i zgasiła światło w przedpokoju.
— Nie powiedziałaś. Przecież byśmy ugotowali, prawda, Kubuś? — ojciec, wyczuwając zbliżającą się awanturę, od razu zaciągnął Kubę na swoją stronę.
Z kuchni dobieło tylko szuranie toreb i dźwięk zamykanej lodówki. Kuba postanowił zachować neutralność. Tak było bezpieczniej.
— Więc nie ugotowaliście — westchnęła Hanna. — Gdybym miała córkę, sama by się domyśliła, co trzeba zrobić. A z was żaden pożytek — mruknęła, przeciągając się obok męża w stronę kuchni.
— Haniu, jesteś zmęczona, rozumiem, ale po co się na nas wyżywasz? Nie jestem jasnowidzem, nie zgadnę, czy mac— Ja cię kocham, Kubo, i zawsze będę przy tobie — szepnęła Sonia, tuląc się do niego, a on, czując ciepło jej ciała i ufność w głosie, zrozumiał, że żadne geny nie są w stanie zniszczyć prawdziwego uczucia.



