**Zemsta zranionej kobiety**
Nauczyciel fizyki w wiejskiej szkole, **Marek Kowalski**, ożenił się po raz drugi. Miał czterdzieści jeden lat, a jego ukochana żona, **Ania**, trzydzieści. Młoda, piękna, delikatna, spokojna i dobra trafiła mu prosto w serce.
Po pierwszym małżeństwie z **Ewą** rozwiódł się po dziewięciu latach. Mieli córkę, **Olę**, którą Marek bardzo kochał. Niestety, Ewa po rozwodzie wyjechała do swojej rodzinnej wioski, i od tamtej pory nie widywali się, a do córki nie pozwalała mu się zbliżać.
Marek, no rozwiódłeś się z tą swoją histeryczką, to ożeń się jeszcze raz radził mu bliski przyjaciel **Krzysiek**, który pracował jako dzielnicowy w ich wiosce.
No pewnie, że bym chciał, ale nie widzę jeszcze takiej dziewczyny, która by mi wpadła w oko. Jest wiele kobiet, ale Boję się znowu wpaść w tarapaty
Do wsi przyjechała młoda pielęgniarka, **Ania**. Marek spotkał ją przypadkiem, wracając ze szkoły.
O, nowa kto to taki? pomyślał, mijając ją. Dziewczyna pierwsza się przywitała, on odpowiedział.
Krzyś, a kto to u nas nowy? zapytał Marka przyjaciela, wpadając do niego do gabinetu po drodze.
Kto? O kim mówisz? zdziwił się dzielnicowy.
Spotkałem dziś dziewczynę, sympatyczną, blondynkę, szczupłą i wydaje mi się, że bardzo poważną.
No to dałeś mi zadanie Krzysiek podrapał się po głowie. A, chwila, to pewnie ta nowa pielęgniarka, Ania. Przyjechała do nas trzy dni temu, pracuje w przychodni. Stara **Nowakowa** poszła na emeryturę.
Tak, fajna dziewczyna, nie trać czasu, nie przegap śmiał się przyjaciel.
Poznanie Ani nie było trudne. Już dwa dni później przypadkiem spotkał ją po pracy i zagadał.
Dzień dobry, jestem Marek, uczę fizyki w szkole. Aha, i jestem wolny uśmiechnął się. A pani, skoro jest pielęgniarką, to jakie ma stanowisko rodzinne?
Dzień dobry, tak, jestem pielęgniarką. A panu tak bardzo zależy na moim stanie cywilnym? spytała poważnie.
Bardzo. Nawet nie wie pani, jak bardzo
Od tamtej pory się spotykali, a wkrótce była skromna weselinka w lokalnej gospodzie.
Ania też była wcześniej zamężna, ale tylko przez rok. Dziękowała Bogu, że nie zaszła w ciążę. Mąż okazał się nie tą osobą, szybko się rozwiodła. Były mąż nachodził ją, prosząc o pieniądze na alkohol, więc cichcem uciekła z miasta powiatowego do tej wioski.
Pierwszego września, zgodnie z tradycją, nauczyciele po akademii szkolnej szli świętować **Dzień Nauczyciela**.
Aniu, dzisiaj się spóźnię, sama rozumiesz, nasze święto, nie mogę się odłączyć od kolegów.
Dobrze, Marek, ale uważaj, żebyś znów nie wrócił z zapachem obcych perfum.
Co ty, Aniu, przecież tłumaczyłem ci, że to **Bożena** powiesiła swój sweter na moim wtedy zrozumiał, że ma zazdrosną żonę.
Wieczór był świetny, lekko chłodny. Przy stole życzono sobie wszystkiego najlepszego, od awansów po gromadkę dzieci i wnuków. Wesoła gromadka śmiała się i żartowała, Marek też był w dobrym nastroju. Tylko Bożena spoglądała na niego smutno. Była kobietą w wieku balzakowskim, nigdy nie wyszła za mąż i już marzyła, że jednak złapie Marka. Ale pojawiła się ta młoda pielęgniarka
Po imprezie Marek wracał podchmielony, powoli doszedł do domu, otworzył drzwi w środku ciemno.
Aniu? zawołał wesoło, wieszając kurtkę w przedpokoju. Wróciłem cały i zdrowy.
Poszedł do salonu ciemno. Pomyślał, że żona jest w sypialni i czyta, bo uwielbia książki.
Aniu, no jesteś, wiedziałem zobaczył ją siedzącą na łóżku z podwiniętymi nogami, przy świetle lampki, z książką w rękach. Wyobraź sobie, wieczór był spoko, wcale nie tak późno, choć trochę się napiłem zaśmiał się tym swoim czarującym śmiechem.
Ania podniosła na niego wzrok, a on zdrętwiał jej oczy były obce, puste, zimne.
Ania, co się stało? zaniepokoił się. Zawsze witasz mnie z uśmiechem, a teraz Czy martwisz się, że za dużo wypiłem? Nie, tylko trochę, dla zabawy Przecież to nasze święto zaśmiał się, ale żona nie zareagowała.
Ania skinęła głową w stronę salonu i sucho powiedziała:
Na stole jest list do ciebie, przeczytaj
Marek wyszedł i zobaczył otwartą kopertę.
Chyba coś poważnego, skoro Ania jest w takim stanie. Na kopercie był jego adres, starannie wypisany, bez zwrotnego. Wyjął list i usiadł w fotelu.
*Cześć, Marku. Postanowiłam ci napisać. Sam wiesz, kto to pisze, bo byłam twoją jedyną miłością. Nie napisałabym, ale teraz czekam twojego dziecka. Co zrobisz dalej, to twoja sprawa. Ożeniłeś się, wiem*
Marek był tak zszokowany, że nie rozumiał nic. Próbował przypomnieć sobie, czy i z kim miał coś takiego, ale nie mógł. Pomyślał nawet, że to żart. Przecież jest wzorowym mężem, inni mogliby mu zazdrościć. Kochał swoją Anię i wiedział, że ktoś chce ich poróżnić.
Ania, i ty w to uwierzyłaś? spytał, nagle trzeźwy. To czyjś żart, na pewno. Przecież wiesz, jak bardzo cię kocham.
Ania milczała, odwróciwszy się do ściany. Chciała uwierzyć, ale nie mogła, list zszokował ją zbyt mocno. Otworzyła go, bo pomyślała:
Przeczytam, co tam jest, przecież nie mamy przed sobą tajemnic.
Marek długo przekonywał żonę, przysięgał miłość, ale zrozumiał, że ona mu nie wierzy. W końcu zamilkł, myśląc, że *rano mądrzejsze niż wieczorem*. Chciał iść spać, ale Ania powiedziała:
Śpij dziś w salonie
Następnego dnia po lekcjach Marek wstąpił do Krzysztofa. Pokazał mu list.
Marku, ty sobie żartujesz? Jak ja ci mam ten charakter pisma rozszyfrować? dzielnicowy



