Musiałam zrezygnować z miłości i pasji mojego życia – tańca – ponieważ byłam w ciąży. Miałam siedemnaście lat, jeszcze chodziłam do szkoły i zamierzałam również zapisać się na odpowiedni kurs, ale pod koniec maja, z takim brzuchem, nie miałam szans.
Moja nauczycielka, z którą uczyłam się od dzieciństwa, była bardzo zła. Kiedy dowiedziała się o mojej sytuacji, nawet nie pomyślała, żeby mi pogratulować, powiedziała wszystko, co o mnie myślała, poinformowała mnie, że zniszczyłam sobie życie i że taka młoda dziewczyna jak ja, nie będzie w stanie wychować normalnego dziecka, bo ja też jestem jeszcze dzieckiem i nasze myślenie będzie na tym samym poziomie.
Pamiętam, że postanowiłam zrobić to sama, bez niej, ale jak pisałam wyżej, z takim brzuchem było to dla mnie trudne i niepożądane.
Mój chłopak był odpowiedzialny, nie planował ucieczki z powodu dziecka. Moja matka była oczywiście zdenerwowana tym, co się działo, ale znosiła to, wspierała mnie, a nawet beształa innych krewnych, gdy próbowali mnie pouczać.
Po porodzie, zupełnie wypadłam z życia. Nie miałam ochoty ani energii, by wrócić do tańca. Nie mogłam nawet chodzić do pracy, poświęcając się całkowicie dziecku. Mój chłopak, nie miał nic przeciwko temu, a ja bardzo starałam się nawracać i realizować swoją energię.
Później, gdy moja córka zaczęła tupać nóżkami, zaczęliśmy z nią dziecinnie tańczyć w domu, a gdy tylko nadarzyła się okazja, by zabrać ją na tańce – zrobiłam to.
Pamiętając ataki mojej nauczycielki, z obawą i pewnym lękiem, starałam się włożyć Milence do głowy nie tylko ruchy taneczne, ale także podstawową wiedzę z matematyki, a kiedy przyszła do szkoły, liczyła lepiej niż ktokolwiek inny. Dużo pracowała w szkole, a także tańczyła.
Chciałam udowodnić, że jestem w stanie być dobrą matką i wychować dziecko, które będzie się wspinać wyżej, piąć się w górę. Macierzyństwo stało się moim zawodem.
I to się opłaciło!
Niedawno przypadkowo spotkałam w autobusie moją nauczycielkę. Milenka i ja wracałyśmy z występu, a ona miała zrobione włosy i makijaż tak, aby było ją widać ze sceny. Podeszła sama nauczycielka i zaczęła słodko rozmawiać z moją córeczką, jednocześnie pytając mnie, jak mi idzie, co nowego.
Rzadko mówiłam o sobie, ale z przyjemnością opowiadałam o postępach Milenki, o dobrych ocenach, o najszybszym czytaniu w klasie, o postępach w tańcu i o koncercie, z którego wracałyśmy.
Nauczycielka była zdziwiona, ale nie mogła powstrzymać się od zwrócenia nam uwagi, że to nie jest coś, czym można się chwalić, ale nie obchodziło mnie to. Widziałam szok na jej twarzy, kiedy zrozumiała, że dobrze sobie radzę i że nie żałuję, iż zamieniłam taniec na moją córkę i nie obchodzi mnie, co ona myśli o postępach mojej Milenki. Chciałam, żeby zrozumiała, nawet jeśli tego nie zrobiła, ale przynajmniej była zaskoczona i pomyślała sobie, jak mogła się tak pomylić, żeby myśleć, że moje dziecko będzie tak samo beznadziejne jak ja.


