Dziś, kiedy patrzę wstecz, nie mogę uwierzyć, jak bardzo zmieniło się moje życie w ciągu ostatnich kilku lat. Wszystko zaczęło się trzy miesiące po śmierci mojego ukochanego męża, kiedy dowiedziałam się, że w Oknie Życia przy szpitalu wojewódzkim w Krakowie zostawiono noworodka. Przez wiele dni nie mogłam przestać o tym myśleć.
Podjęłam wtedy decyzję, która odmieniła mój świat postanowiłam adoptować to dziecko. Gromadzenie dokumentów, zaświadczeń i skierowań trwało w moim odczuciu wieczność, choć w rzeczywistości uporałam się z tym w kilka tygodni. Wiedziałam, że czeka mnie szereg wizyt opieki społecznej, setki sprawdzeń mojego mieszkania i rozmów z psychologiem. Stresowałam się, czy na pewno dam radę, czy uznają, że poradzę sobie jako samotna matka. Na szczęście wszystkie wizyty i kontrole wypadły pozytywnie.
Kilka dni po zakończeniu formalności przyszła do mnie wiadomość mogę przyjechać po synka. Zabrałam go w ramiona, a w sercu poczułam spokój, jakiego nie miałam od dawna. Nadałam mu imię po moim mężu Stanisław. To dawało mi siłę, a usłyszeć to imię z ust innych było czymś, czego nie potrafię opisać. Gdy Staś rósł, obserwowałam jego zmiany z zachwytem i zaskoczeniem. Pojawiało się coraz więcej pytań, między innymi o rodzeństwo.
Nie było dla mnie przeszkodą, że prowadzę pracę zdalną jako korektorka tekstów dzięki temu mogłam być w domu i poświęcić dzieciom tyle czasu, ile tylko zapragnę. Gdy po pewnym czasie odebrałam telefon, że w tym samym Oknie Życia zostawiono malutką dziewczynkę, długo się nie wahałam. W szpitalnej sali pokazano mi maleńką Michalinę, która miała wtedy zaledwie trzy dni. Na sam jej widok wiedziałam, że powinna być z nami. Zorganizowanie wszystkich dokumentów, badań i wizyt poszło znacznie sprawniej, bo tym razem wiedziałam, czego się spodziewać.
Dziś jest nas troje: ja, mój synek Staś i moja córeczka Michalina. Każdego dnia patrzę na nich z wdzięcznością i mam wrażenie, że los podarował mi wszystko, co najlepsze. Jesteśmy szczęśliwi bardziej, niż mogłabym sobie kiedykolwiek wyobrazić. Często żartujemy, że nasze małe mieszkanie w Nowej Hucie to najszczęśliwszy dom w całej Polsce.



