Zdecydowałam się na adopcję dziecka porzuconego w Oknie Życia przy oddziale położniczym warszawskieg…

Usłyszałam przez przypadek w radiu, że jakieś maleństwo zostało zostawione w Oknie Życia koło porodówki przy szpitalu im. Kopernika w Krakowie. Ponoć ktoś zostawił je z ogromnym smutkiem i równie wielkim niedopowiedzeniem.

Trzy miesiące po tym, jak mój mąż świętej pamięci Andrzej nie wiadomo po co wybrał się na ryby zimą i już nie wrócił, stwierdziłam, że całe to moje wdowie życie jest stanowczo zbyt ciche. No i zapaliła się żaróweczka: A może adopcja? Trochę trwało kompletowanie sterty dokumentów, które były grubsze niż najnowsza powieść Tokarczuk, ale w końcu się udało! Potem jeszcze kontrole, wizyty, niezliczenie kaw wypitych z panią psycholog i życzliwą urzędniczką od wszystkiego. Ostatecznie dostałam zielone światło. Po kilku dniach mogłam już tulić w ramionach syna, którego na pamiątkę i z czułością nazwałam Andrzej, tak jak mojego męża. Czułam, że serce mi pęka ze wzruszenia za każdym razem, kiedy mówiłam jego imię.

Andrzej dorastał, a jak to z dziećmi bywa, zaczął wypytywać o rodzeństwo. Mamo, a kiedy będę miał siostrę? powtarzał z uporem godnym lepszej sprawy. W sumie, czemu nie? Pracę mam zdalną, szef widzi mnie tylko na ekranie Zooma, nikt nie zauważy, czy akurat przewijam dziecko czy kota.

I tak, kiedy kolejny raz usłyszałam, że w Oknie Życia pojawiła się mała dziewczynka, po prostu wiedziałam, że to znak. Wpadłam w wir biurokracji po raz drugi, już na pełnej prędkości byłam w tym mistrzynią olimpijską. Po kilku dniach pokazano mi trzydniową Zosię w różowym śpioszku. Miłość od pierwszego wejrzenia! Papierkowa robota już mnie nie przerażała, wszystko załatwiłam śpiewająco.

I tak oto mamy małą, acz niezmiernie wesołą rodzinę: ja Krystyna, syn Andrzej i córka Zosia. Biedni sąsiedzi mają z nami wesoło, ale co tam żyjemy po swojemu, szczęśliwi jak przysłowiowe pączki w maśle (chociaż bardziej w krakowskim obwarzanku).

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

sześć + dwa =

Zdecydowałam się na adopcję dziecka porzuconego w Oknie Życia przy oddziale położniczym warszawskieg…