Kiedyś na wsi było wesoło młodzież chodziła na potańcówki, nawet do sąsiednich wiosek. Bez internetu bawiono się inaczej: tańce, żarty, życie pełne prostych radości.
Weronika zakochała się w Jacku z sąsiedniej wsi. Pewnego wieczoru przyjechał na swoim starym motorze na zabawę i od pierwszego wejrzenia stracił dla niej głowę. Delikatna, rumieniąca się przy każdym jego spojrzeniu taką ją widział.
„Stachu, ta Weronika z kimś chodzi?” spytał Jacek znajomego.
„Nie, ale ma wielu adoratorów. A ty co, zauroczony?” zaśmiał się Stach.
„Ładna dziewczyna” mruknął Jacek, nie spuszczając jej z oczu. Postanowił działać.
Miłość przyszła niespodziewanie, a sen odleciał gdzieś hen.
Muzyka grzmiała, gdy Jacek pociągnął Weronikę do tańca. Cały wieczór nie odstępował jej na krok czuł, że to nie jest jednostronne zauroczenie.
Wyszli późno, przy blasku księżyca.
„Werka, mam motor, podwiozę cię” zaproponował. „A jeśli się boisz, możemy iść pieszo.”
„Wolę przejść się” odparła z lekkim drżeniem w głosie.
Szli trzymając się za ręce, najszczęśliwsi pod słońcem. Weronika zakochała się po uszy. Wcześniej nie wiązała się z nikim, choć nie brakowało chętnych.
Tego wieczoru Jacek odprowadził ją pod dom. Stała w progu, nasłuchując, aż odgłos jego motoru zaginie w oddali.
„Warto było czekać na taką miłość” pomyślała, układając się do snu, który jednak nie nadchodził. Myślała tylko o nim przystojnym, wysportowanym brunecie o błękitnych oczach.
„Nigdy tak nie czułam” wspominała nawet swoją szkolną sympatię do Darka, która minęła równie szybko, jak przyszła.
Czas mijał, Jacek często przyjeżdżał, aż pewnego dnia oznajmił:
„A może byśmy się pobrali? Porwę cię!”
„Po co porywać? Zgadzam się i tak” zaśmiała się Weronika.
„No to czekaj na swatów!” odparł, ściskając ją mocno.
Życie małżeńskie i przeprowadzka do miasta
Wkrótce przyjechał z rodzicami prosić o jej rękę na wozie zaprzężonym w trzy konie, z dzwoneczkami i kolorowymi wstążkami. Jak za dawnych czasów
Jacek był przystojny, więc Weronika dała się omamić, choć matka ostrzegała:
„Córko, ładnych chłopaków lepiej omijać. Zbyt zadufani w sobie.”
„Mamo, kochamy się, wszystko będzie dobrze.”
„Daj Boże” westchnęła matka, spoglądając na zięcia, który nie spuszczał wzroku z Weroniki.
Mieszkali na wsi, ale młodzi ciągnęli do miasta. Po trzech latach i narodzinach syna, Kuby, postanowili wyjechać.
„Jedźcie, ja zajmę się wnuczkiem” powiedziała teściowa. „Kubuś już chodzi, będzie łatwiej. A co tu po was? W mieście praca czeka.”
Tak zdecydowali. Miasto okazało się zupełnie inne pełne ludzi, fabryk i możliwości. Jacek szybko znalazł pracę w zakładzie, Weronika w szwalni.
„Werka, dają nam pokój w przyzakładowym internacie! Będziemy mieli swoje” cieszył się mąż.
„Naprawdę, Jacku? Przywieziemy Kubę, już niedługo pójdzie do przedszkola. Tęsknię za nim.”
Czas płynął. Kuba poszedł do przedszkola, rodzice pracowali. Pewnego dnia Weronika powiedziała:
„Jacku, chyba będziemy mieli drugie dziecko.”
„Cieszę się! Gdzie jeden, tam i drugi.”
Drugi syn, Tomek, zamieszkał z nimi już w przydziałowym mieszkaniu od zakładu. Kupili meble, Weronika zajmowała się domem, Jacek pracował. Żyli spokojnie.
Starszy syn poszedł do szkoły, przybyło obowiązków. Jacek w pracy otoczony był kobietami niektóre żartobliwie zapraszały go do siebie. Pewnego dnia Halina, magazynierka, spytała zalotnie:
„Jacek, a gdybym cię zaprosiła na urodziny, przyszedłbyś?”
„Czemu nie? Tylko powiedz gdzie i kiedy.”
I tak Jacek odkrył nowy smak życia. Raz spróbował, potem poszło już łatwo. Zdradzał żonę na prawo i lewo. Gdy Weronika spytała o późne powroty, tłumaczył:
„Więcej roboty, szef mnie docenia.”
Jeśli ktoś kocha, nie zdradza
Weronika wierzyła naiwnie, aż koleżanki otworzyły jej oczy:
„Werka, twój mąż to kobieciarz. Nie tylko u nas, w całym mieście ma romanse.”
„Jak to? Jeśli ktoś kocha, nie zdradza.”
„Ach, ty naiwna”
Wieczorem była awantura. Jacek nawet nie zaprzeczał:
„Tak, mam inne. Ale to twoja wina wiecznie zajęta dziećmi, dla mnie czasu nie masz.”
„A kiedy mam go mieć, skoro ty tylko przychodzisz się przespać?”
Zamilkli na długo. Później jakoś się dogadali, ale temat został zamieciony pod dywan. Dzieci rosły, Kuba skończył szkołę, Tomek też był już starszy.
Rozwód
Pewnego dnia Jacek wrócił z pracy i rzucił:
„Weronika, odchodzę. Do młodszej.”
Nie była zaskoczona. Od dawna wiedziała, że tak się skończy. Nigdy nie zdecydowałaby się na rozwód sama uważała to za wstyd. Ale skoro on wybierał, nie protestowała. Gdy wychodził, rzucił:
„Żegnaj, jeszcze mam formę. Mieszkanie zostawiam wam. Nie będę się upominał.”
„Dobrze, że to on ode mnie odszedł” pomyślała. „Sama bym nie potrafiła.”
Płacz przyszedł później. Czuła się zdradzona, ale najgorsze było, gdy Jacek zaczął domagać się swojej części mieszkania. Ktoś mu podpowiedział
W końcu dogadali się:
„Jacku, wykupię twoją część. Tylko zostaw nas w spokoju.”
„Skąd ty weźmiesz tyle złotych?” zaśmiał się złośliwie.
Pożyczyła od rodziny i przyjaciół. Była wdzięczna losowi, że wyzwolił ją od niewiernego męża. Powtarzała sobie:
„Zdrajco, dobrze, że jesteś już obcy. Najboleśniej kłamią ci, którym wierzysz najbardziej.”
Oswoiła samotność. Synowie założyli rodziny, spłodzili wnuki.
Zdradzający sam zostanie zdradzony
Pewnego dnia spotkała Ritę, żonę kolegi Jacka.
„Weronika, świetnie wyglądasz! Zapomniałaś o byłym?”
„Tak, żyję dla dzieci i wnuków” odparłaA gdy kilka lat później Jacek, schorowany i opuszczony, zapukał do jej drzwi prosząc o litość, Weronika uśmiechnęła się tylko i zamknęła je cicho, wiedząc, że jej życie było już pełne bez niego.



