Zdarza się w życiu…

Tak bywa

Rodzice bardzo długo czekali na narodziny Jureczka. Ciąża była trudna i chłopiec urodził się wcześniakiem. Musiał leżeć w inkubatorze. Wiele narządów nie było jeszcze w pełni rozwiniętych. Oddychał przez respirator. Dwie operacje. Odwarstwienie siatkówki.

Dwa razy pozwolono nam się z nim pożegnać, ale Jureczek przeżył.

Niestety szybko okazało się, że prawie nic nie widzi i słabo słyszy. Rozwój fizyczny powoli szedł do przodu siadał, chwytał zabawki, z czasem zaczął chodzić przy meblach. Ale rozwój umysłowy niemal się zatrzymał.

Na początku z żoną mieliśmy jeszcze nadzieję walczyliśmy razem, potem ja powoli się wycofałem, a żona została z tym wszystkim sama.

Znalazła jakieś świadczenie zdrowotne i w wieku trzech i pół lat wstawiono Jureczkowi implanty słuchowe. Teoretycznie zaczął słyszeć, ale to niewiele zmieniło. Wycieczki do logopedy, neurologopedy, terapeutów, psychologów. Żona, Kasia, nie raz przychodziła z Jureczkiem do mnie na rozmowę.

Podsuwałem różne pomysły: może spróbujemy jeszcze to, tamto, coś nowego Kasia próbowała wszystkiego. Efektów nie było. Jureczek w większości siedział spokojnie w kojcu i kręcił jakąś zabawką. Stukał nią w podłogę. Grzebał palcami we włosach, czasem się gryzł. Od czasu do czasu wył monotonnym dźwiękiem. Zdarzało się, że wył inaczej, modulując głosem. Kasia twierdziła, że rozpoznaje ją po tym kurkaniu oraz że bardzo lubi, kiedy drapie mu plecy i stopy.

W końcu pewien starszy psychiatra powiedział jej: No i co tu diagnozować? Przecież on jest jak roślina. Może pani podjąć decyzję i żyć dalej albo go pani odda, albo zostanie z nim, przecież już się pani nauczyła. Ja nie widzę sensu dalej się łudzić, że coś się poprawi, nie ma sensu całkowicie się poświęcać. To był pierwszy człowiek, który powiedział jej coś tak jednoznacznie. Kasia oddała Jureczka do specjalnego przedszkola i poszła znów do pracy.

Jakiś czas później kupiła motocykl zawsze o tym marzyła. Zaczęła jeździć z ludźmi o podobnych zainteresowaniach po Warszawie i Mazowszu kiedy silnik ryczał, wszystkie troski odpływały. Ja płaciłem alimenty, a ona przeznaczała całość na opiekunki weekendowe Jureczek nie był bardzo trudny w opiece, jeśli przyzwyczaić się do jego wycia. Potem jeden z motocyklistów, Marcin, powiedział Kasi: Wiesz, zafascynowałaś mnie. Jesteś jakby tragicznie interesująca.

Chodź, pokażę ci coś odpowiedziała Kasia.

Uśmiechnął się, pewny, że zaprasza go do siebie do łóżka. Ale ona pokazała mu Jureczka. Chłopiec akurat miał dobry humor, więc wył modulowanym głosem, kurkał, może rozpoznał mamę albo przestraszył się obcego.

O kurczę! Co to ma być? wymamrotał Marcin.

A co sobie myślałeś? odbiła Kasia.

Po pewnym czasie zaczęli nie tylko razem jeździć na motocyklach, ale i mieszkać. Marcin z Jureczkiem nie miał kontaktu (tak się umówili), a Kasia nie widziała w tym problemu. Marcin po pewnym czasie zaproponował: A może byśmy jeszcze mieli dziecko? Kasia odpowiedziała ostro: A jak znowu taki będzie? I co wtedy? Marcin zamilkł na blisko rok, potem wrócił do tematu: Nie, jednak chciałbym.

Urodził się Jaś, zupełnie zdrowy. Marcin zapytał: Może teraz oddamy Jureczka do domu opieki? Skoro mamy zdrowego syna? Kasia odparła: Prędzej ciebie oddam. Szybko się wycofał: Tak tylko pytałem.

Jaś odkrył Jureczka mając około dziewięć miesięcy, gdy zaczął raczkować. Zafascynował się nim. Marcin był przerażony, nie pozwalał Jasiowi podchodzić: Nie ryzykuj, to przecież nie wiadomo co. Ale przecież sam wciąż był w pracy czy jeździł na motocyklu, więc Kasia pozwalała synowi na kontakt. Kiedy Jaś raczkował obok, Jureczek nie wył. Wydawało się nawet, że uważnie go słucha i czeka na jego ruch. Jaś przynosił zabawki, pokazywał jak się nimi bawić, układał palce brata tak, żeby sam złapał.

Raz, gdy Marcin został w domu na weekend bo był chory, zobaczył jak Jaś jeszcze niepewnie chodzi, coś sobie podśpiewuje pod nosem, a za nim ciągnie się Jureczek nigdy wcześniej nie wyszedł sam z kąta w swoim pokoju. Marcin wpadł w szał i zażądał: Odseparuj mojego syna od tego twojego debila, albo będę go cały czas pilnował. Kasia wskazała mu drzwi.

Przestraszył się, pogodziliśmy się. Kasia zapytała mnie:

On jest zupełnie nieporadny, ale go kocham. To dziwne, prawda?
To całkiem zrozumiałe odpowiedziałem. Kto by nie kochał swojego dziecka?
Mówię o Marcinie! wyjaśniła Kasia. A powiedz, czy z Jureczkiem niebezpiecznie jest dla Jasia?
Odpowiedziałem, że na podstawie obserwacji, inicjatorem jest Jaś, ale trzeba uważać. Tak to zostawiliśmy.

Półtoraroczny Jaś nauczył Jureczka układać wieże z klocków według wielkości. Sam budował już proste zdania, śpiewał dziecięce piosenki i pokazywał wierszyki paluszkowe, np. Sroczka kaszkę warzyła. Czy on jest jakimś geniuszem? zapytała mnie Kasia. Marcin chce wiedzieć. Aż mu duma z piersi wyskakuje, bo u znajomych dzieci ledwo mówią mama, tata.

Myślę, że to przez Jureczka powiedziałem. Niewiele dzieci w wieku półtora roku ma szansę być lokomotywą rozwoju dla kogoś innego.
O! ucieszyła się Kasia. Tak właśnie mu powiem: kłoda z oczami.
Co za rodzinka, pomyślałem człowiek-roślina, kłoda z oczami, kobieta na motocyklu i mały geniusz.

Po odpieluchowaniu Jaś przez pół roku uczył Jureczka korzystać z nocnika. Potem nauczył brata jeść, pić z kubka, sam się ubierać i rozbierać to już sama Kasia wyznaczyła synowi jako zadanie.

Gdy Jaś skończył trzy i pół roku, zapytał wprost: A co z Jureczkiem?

Przede wszystkim nie widzi odpowiedziała Kasia.
Widzi, tylko słabo. To widzi, a tamto już nie. I zależy jaki świat. Najlepiej mu przy lampce nad lustrem w łazience tam widzi dużo.

Okulista był bardzo zaskoczony, gdy jako informatora stanu wzroku Jureczka przedstawiono mu trzylatka, ale zlecił kolejne badania. Dzięki temu zalecono leczenie i szkła korekcyjne.

Jaś nie odnajdywał się totalnie w przedszkolu. On powinien już być w szkole! mówiła zirytowana wychowawczyni. Wszystko lepiej wie.
Byłem stanowczo przeciwko pójściu do szkoły za wcześnie niech Jaś chodzi na kółka i zajmuje się dalej rozwojem Jureczka. Ku mojemu zaskoczeniu Marcin się zgodził i powiedział Kasi: Zostań z nimi w domu do szkoły, po co mu to głupie przedszkole? A zauważyłaś, że Jureczek od prawie roku już nie wyje?

Pół roku później Jureczek powiedział: mama, tata, Jaś, daj, pić i miau-miau.

Do szkoły chłopcy poszli razem. Jaś bardzo przejmował się: Jak sobie bez mnie poradzi? Czy nauczyciele w specjalnej szkole są dobrzy? Czy go zrozumieją? Do dziś, w piątej klasie, najpierw pomaga Jureczkowi z lekcjami, a dopiero później robi swoje.

Jureczek mówi prostymi zdaniami. Umie czytać, korzystać z komputera. Uwielbia gotować i sprzątać (Jaś albo mama nim pokierują). Lubi siedzieć na ławce na podwórku i obserwować, słuchać oraz czuć zapachy. Zna wszystkich sąsiadów, zawsze się wita. Lubi lepić z plasteliny, rozbierać i składać klocki.

Najbardziej jednak na świecie lubi, kiedy całą rodziną jadą motocyklami przez mazowieckie wsie on z mamą, Jaś z tatą. I razem wrzeszczą coś pod wiatr

Życie uczy mnie jednego: nawet w najtrudniejszych momentach można odnaleźć siłę, radość i spokój w codziennych chwilach. Trzeba tylko patrzeć sercem.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

3 × 1 =

Zdarza się w życiu…