Słyszałeś, co się stało ostatniej nocy? Szłam po ulicach nocnego Warszawy, ledwo trzymając się na nogach po kilku kieliszkach wódki. Nie miałem pojęcia, dokąd się zmierzam miasto jest mi bliskie, a dom i tak sam mnie przywiedzie. Myślałem głośno o tym, co mnie trapiło.
Dlaczego, dlaczego moje życie jest takie? Mam dwadzieścia siedem lat, koledzy już mają dzieci w szkole, a ja co miesiąc tracę kolejną dziewczynę przynajmniej tak to wygląda. Czy jestem brutalny? Może trochę. Taki już powinien być facet uśmiechnąłem się i dodałem: Jedyną rzeczą, którą udało mi się zbudować, jest biznes. Milionerem jeszcze nie jestem, ale na przyzwoite życie starczy.
Nagle zahaczyłem się o głowę, łzy wypłynęły z oczu:
Wydałem fortunę lekarzowi, a on mówi: Nic nie mogę zrobić. Oto adres jednego warszawskiego luminarza, ale i on pewnie nic nie pomoże. Myślę sobie: pojadę tam jutro.
Stałem przy moście nad Wisłą i spojrzałem w ciemną taflę:
Skoczyć? Rzeka jest głęboka, wszystko tonie w końcu pomyślałem. Nie, nie zamierzam się topić. Zimno i Sokrates mój kot nie będzie miał co jeść. Wrócę do domu.
Ruszyłem wzdłuż mostu, gdy zobaczyłem na środku młodą kobietę z plecakiem na piersi i małym dzieckiem przy niej. Stała i wpatrywała się w wodę, a potem podeszła na barierkę, wspięła się na górną poręcz i pociągnęła się w dół. Złapałem ją za talię, przyciągnąłem do siebie i razem upadliśmy na bruk. Dziecko zaczęło płakać.
Co ty, głupia? wykrzyknąłem, nagle trzeźw.
Czego chcesz? Dlaczego wdzierasz się tam, gdzie nie proszą? zapłakała.
Po prostu miałem wrażenie, że masz za wcześnie umrzeć wskazałem na płaczące dziecko. A on jeszcze bardziej. Wstawaj i wróć do domu, do męża albo mamy! Kogo masz tam?
Nie mam ani domu, ani męża, ani mamy. Nikt mnie nie ma!
To już wystarczy, podniosłem ją i dziecko. Chodźmy.
Nie idę z tobą, możesz być maniakiem!
Topienie się to zawsze opcja, a z maniakiem to strach? pociągnąłem ją za rękę. Chodź!
Szliśmy więc nocnym miastem, a dziecko wciąż płakało. W końcu już nie wytrzymałem:
Dlaczego on ciągle płacze?
Czy jest głodne? powiedziała, przyciskając dziecko do piersi.
Daj mu mleka.
Nie mam mleka, nie mam pieniędzy. I nie mam mózgu. spojrzała na mnie. Widzisz tam nocny sklep spożywczy? Idźmy, kupimy mleka.
W sklepie kasjerka i ochroniarz spojrzeli na nas podejrzliwie, ale wziąłem koszyk i odwróciłem się do niej:
Gdzie macie mleko?
Tam, wskazała palcem.
Podszedłem do chłodnicy.
Weź, ile potrzebujesz! kazałem.
To jedno opakowanie. wzięła mały kartonik.
Weź więcej. Ile chcesz, tyle weź. poczekałem, aż włożyła rzeczy do koszyka. Co jeszcze?
Pieluchy.
Pieluchy? zdziwiłem się. Są gdzieś?
Leżą tam, uśmiechnęła się, wskazując półkę.
Weź! dodałem.
Mogę wziąć też chusteczki nawilżane?
Oczywiście.
Podszedłem do kasy, wyciągnąłem kartę.
Przyjmujemy tylko gotówkę powiedział kasjer.
Wyciągnąłem z kieszeni złożone banknoty po 200 zł i podałem jedną.
Nie ma reszty odpowiedział.
Daj mi resztę na czekoladę pokazałem na jedną paczkę.
Wpadliśmy do mieszkania. Kobieta spojrzała zdziwiona, a właściciel, po zdjęciu butów, pobiegł do lodówki, wyciągnął rybę i podsunął ją kotu, po czym nalał sok i zalał się nim. Po napiciu się podszedł do gościa:
Będziesz spać w tym pokoju wskazał na drzwi. Kuchnia, łazienka, toaleta. Ja idę spać.
Zatrzymał się, odwrócił i zapytał:
Jak masz na imię?
Ola.
Wyglądasz, jakbyś nie była maniakiem! weszła do kuchni, włączyła gaz i postawiła czajnik. Ojej, głupia! Prawie się utopiłam! Gdyby nie ten szalony. Co my i Rusłan robilibyśmy nocą na dworze? Zmarzłoby nas. Jutro i tak mnie wyrzuci. Lepiej dziś przynajmniej w cieple.
Kiedy czajnik się zagotował, pobiegła do pokoju, położyła płaczące dziecko na łóżku, wyciągnęła z plecaka butelkę i wróciła do kuchni. Umyła i nalała mleka, rozcieńczając je wodą.
Maluch wypił wszystko z apetytem i zasnął. Przetrzeć go chusteczką, założyła pieluchę i położyła się obok. Poszła do toalety, umyła się, wróciła i nagle przypomniała sobie, że nie jadła od rana. Otworzyła lodówkę, ręka sama chwyciła plaster wędzonej kiełbasy i wciągnęła go. Potem odłamała kawałek bułki, kiełbasy i sera. Gdy głód ustał, pomyślała, że nie zachowywała się zbyt elegancko, machnęła ręką i zasnęła przy synku.
Rano wstawała kilka razy w nocy, by nakarmić małego ma już osiem miesięcy i ciągle chce jeść. Usłyszała, jak właściciel wstał przy kuchence. Kiedy wstała, szepnęła:
Czas, nie może trwać wiecznie.
On coś gotował przy patelni. Szybko umyta, weszła do kuchni.
Siadaj! kiwnął na krzesło. Zaraz zrobię jajecznicę.
Lepiej ty usiądź! lekko go odsunęła od patelni.
Posypała jajka świeżym koperkiem, sprawdziła szklanki i dokładnie je umyła, zaparzyła kawę. On cały czas rozmawiał przez telefon, rozkazywał, kłócił się z kimś. Ola miała wrażenie, że go nie zauważa. Zjadł, wypił kawę i wstał.
Wszystko, zaraz mnie wyrzuci! pomyślała, napinając się.
Ola, słuchaj! Jadę tydzień do Berlina. Najważniejsze, nakarm kota Sokrates. Nie dawaj mu jakiegokolwiek kociego jedzonka! Daj świeżą rybę, mięso. Nie wchodź do mojego gabinetu! Resztę mieszkania ogarniaj, co chcesz.
Wtedy z sypialni dobiegł płacz. Ola podskoczyła, spojrzała na niego z pytaniem.
Idź! kiwnął.
Po kilku minutach wróciła z dzieckiem na rękach. Na stole leżało kilka banknotów po 200 zł.
Myślę, że na tydzień powinno starczy, wskazał na pieniądze. Idę.
Zrobił krok w stronę drzwi, a maluch wyciągnął do niego małe ręce i wymamrotał coś w stylu pa-pá. To go poruszyło. Nagle poczuł, że nigdy nie będzie ojcem.
Ola, mogę go wziąć na ręce? zapytał niepewnie.
Weź! podała mu dziecko, uśmiech przebił się przez twarz. Nigdy nie trzymałeś dziecka w ramionach?
Tak trzeba!
Maluszek wydawał radosne dźwięki i machał rączkami. Krzysztof patrzył na to z zachwytem.
Nie będę miał syna westchnął i oddał dziecko matce, po czym odszedł.
W drodze powrotnej myślał o słowach warszawskiego luminarza. Było mu przygnębiająco:
Po co mi tyle pieniędzy, czteropokojowe mieszkanie, Kia? Facet ma zarabiać dla rodziny. W moim mieszkaniu jest bałagan, w Kia siedem miejsc.
Zszedł do swojego mieszkania, które lśniło czystością. Na twarzy kobiety pojawił się winny uśmiech.
Pa-pá! przeskoczyły mu przed oczami małe rączki.
Torba z rzeczami spadła na podłogę, a ręce same wyrwały się w stronę dziecka



