Zbudował altanę w ogrodzie przez tydzień i żywił się jedzeniem z lodówki. Odciągnąłem to od jego pen…

29kwietnia, Kraków

Od dawna marzyłam o małej altanie w ogrodzie przy domu, ale nie chciałam tracić czasu na wielkie firmy budowlane. Myślałam, że wystarczy zatrudnić kogoś, kto zna podstawy stolarstwa i murarstwa. Sąsiadka skierowała mnie do Kacpra, przyjaciela, który od lat zajmuje się wznoszeniem przydomowych wiat i altan.

Kacper był dostępny, choć początkowo nie chciał podjąć zlecenia. Po kilku telefonach udało mi się go przekonać. Obiecał, że postawi altanę w ciągu tygodnia to mi pasowało. Umówiliśmy się, że w sobotę przyjdzie obejrzeć teren, a w niedzielę kupi wszystkie potrzebne materiały. Rozmawialiśmy też o pomocy Kacper powtórzył, że potrzebuje od razu asystenta i że zna kilku fachowców, których mógłby wciągnąć do pracy.

Najważniejsze było to, że cały tydzień będę w Warszawie służbowo, więc nie będę mogła być na miejscu. Przekazałam mu klucze i poprosiłam, by w razie potrzeby skontaktował się ze mną w weekend. Kacper zapewnił, że wszystko dopilnuje, i poprosił o wynagrodzenie 1200zł kwota, którą uznałam za adekwatną do zakresu prac. Zgodziłam się.

W sobotę wieczorem altana była gotowa. Wyglądała dokładnie tak, jak sobie wyobrażałam solidna, drewniana, z małym dachem i szklaną ścianką. Nie miałam żadnych zastrzeżeń, a Kacper wydawał się zadowolony ze swojej roboty.

Jedyny haczyk był inny. Kacper zjadł wszystkie zapasy, które miałam w lodówce: dwa kilogramy schabu, dwa tuziny jaj, kilka kartonów mleka, kilka słoików sosu i butelkę wina. To zachowanie wydało mi się nie do przyjęcia. Nie chodziło mi o współczucie dla jedzenia, lecz o fakt, że nikt nie zapytał mnie, czy może sobie coś zabrać. Po prostu wziął to, co znalazł.

Policzłam koszty zjedzonych produktów łącznie około 300zł i odliczyłam tę sumę od wynagrodzenia Kacpra. To była jedynie kropla w morzu, ale przynajmniej poczułam, że coś zrobiłam. Kacper nie przyjął tego spokojnie. Zaczęliśmy się kłócić, a on tłumaczył, że budowlańcy zawsze muszą być najedzeni i że to standard w branży. Dodał, że w trakcie budowy miał momenty, kiedy włożył więcej wysiłku, ale nie zamierza zmieniać ostatecznej kwoty.

Z jednej strony chciałam zrozumieć jego punkt widzenia, ale z drugiej wciąż czuję, że dotrzymałam wszystkich warunków ustalonych w umowie i powinienem był wcześniej ostrzec mnie o takim tradycyjnym przywileju. Teraz zastanawiam się, czy przy kolejnych projektach nie powinnam wprowadzić wyraźniejszych klauzul dotyczących jedzenia i innych dodatków.

Zapisuję to, bo chcę mieć świadomość, że nawet drobne nieporozumienia mogą obciążyć relacje i portfel, i by następnym razem móc lepiej się przygotować.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dziewiętnaście + 14 =

Zbudował altanę w ogrodzie przez tydzień i żywił się jedzeniem z lodówki. Odciągnąłem to od jego pen…