Zbudował altanę ogrodową przez tydzień, żywiąc się jedzeniem z lodówki. Odciągnąłem mu to od pensji,…

Dziennik 17kwietnia 2025

Od dawna marzyłem o małej budce w ogrodzie przy domu w Bielsku-Białej. Nie chciałem tracić czasu i pieniędzy na wielkie firmy budowlane, więc uznałem, że wystarczy mi rzemieślnik, który zna podstawy stolarki. Sąsiad, pan Mazur, polecił mi znajomego Staszka Nowaka, który od lat zajmuje się wznoszeniem altanek i szop.

Miałem szczęście, że Staszek był wolny. Nie chciał przyjąć zlecenia od razu, ale po kilku rozmowach udało mi się go przekonać. Zapewnił, że całość wykona w ciągu tygodnia, co mi bardzo odpowiadało. Umówiliśmy się, że w sobotę przyjdzie obejrzeć teren, a w niedzielę kupi wszystkie niezbędne materiały deski, gwoździe, farbę i okienko.

Powiedział też, że potrzebuje od razu pomocnika. Znam kilku fachowców, zaraz znajdziemy kogoś do roboty, zapewnił. Najważniejsze było dla mnie, że cały tydzień będę w pracy w Katowicach, więc nie będę mógł być na miejscu. Dałem mu klucze do domu i umówiłem się na odebranie gotowej budki w weekend.

Staszek obiecał, że wszystko dopilnuje, bo jest solidnym fachowcem. Poprosił mnie o wynagrodzenie, które wydało mi się wysokie, ale zgodziłem się. W końcu chciałem mieć pewność, że prace pójdą gładko.

W sobotę wieczorem budka była już gotowa dokładnie taka, jaką sobie wyobrażałem. Nie miałem żadnych zastrzeżeń. Jedynym elementem, który mnie rozczarował, było to, że Staszek zjadł wszystko, co miałem w lodówce: dwa kilogramy schabu, dwadzieścia jaj, kilka kartonów mleka, sos i butelkę wina. Nie podobało mi się, że nie zapytał, czy może sięgnąć po te zapasy, po prostu wziął je jakby były jego własne.

Policzylem koszt wszystkich produktów i odliczyłem ich wartość od wynagrodzenia, które miał mu wypłacić 180zł. To była tylko drobna suma w porównaniu z całością, ale dało mi to poczucie sprawiedliwości.

Staszek nie był zadowolony. Zaczęliśmy się kłócić, a on tłumaczył, że budowlańcy zawsze są nakarmieni i że taki zwyczaj jest powszechny. Dodał, że podczas trudniejszych etapów prac zwiększał wysiłek, ale nie zamierza zmieniać ustalonej kwoty.

Z jednej strony rozumiałem jego argument, ale jednocześnie czułem, że dotrzymałem wszystkich warunków, które wynegocjowaliśmy, i że powinienem był być uprzedzony o takie budowlane przywileje.

Teraz zastanawiam się, czy warto było ryzykować i polegać na nieformalnym wykonawcy, czy może lepiej od razu zawrzeć jasną umowę z wyraźnym podziałem kosztów i obowiązków. To lekcja, której nie zapomnę.

Michał Kowalski

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

4 − 1 =

Zbudował altanę ogrodową przez tydzień, żywiąc się jedzeniem z lodówki. Odciągnąłem mu to od pensji,…