Zawsze byli goście w domu. Goście byli prawie codziennie. Wszyscy tylko piją, piją – pełno butelek, …

U nas w domu znowu byli goście. W sumie, goście pojawiali się prawie codziennie. Wszyscy pili, pili butelki po piwie walały się wszędzie, a jedzenia jak nie było, tak nie ma. Nawet kawałka chleba próżno szukać Na stole tylko niedopałki papierosów i pusta puszka po szprotkach. Szymek jeszcze raz rozejrzał się po stole nic nie znalazł.

Dobra, mamo, idę rzucił chłopak i zaczął powoli wkładać swoje stare, podarte buty.

Jeszcze łudził się, że mama go zatrzyma, powie coś ciepłego, chociaż:

Gdzie chcesz iść, synku, bez obiadu, do tego zimno na dworze Zostań, zaraz ugotuję ci kaszę, pogonię gości i jeszcze umyję podłogę.

Zawsze czekał na takie słowa od mamy, ale ona nie była w tym dobra. Jej słowa raczej kłuły, przez nie Szymek miał ochotę się skulić i schować.

Tym razem postanowił, że odchodzi na zawsze. Szymek miał sześć lat, uważał się za dorosłego, a na początek chciał zarobić trochę pieniędzy i kupić bułkę, może nawet dwie, bo żołądek już mu burczał z głodu.

Jak zarobić? Kompletnie nie wiedział, ale przechodząc koło kiosków na osiedlu, zobaczył wystającą z mokrego śniegu pustą butelkę. Wziął ją do kieszeni, później znalazł wyrzuconą reklamówkę i pół dnia zbierał kolejne butelki.

Po kilku godzinach reklamówka brzęczała od szkła. Szymek już sobie wyobrażał, jak kupuje mięciutką pachnącą bułkę z makiem albo rodzynkami, albo taką z lukrem, ale uznał, że na lukrowaną nie starczy mu butelek i postanowił jeszcze trochę poszukać.

Podszedł bliżej peronu podmiejskich pociągów. Tam panowie czekając na pociągi pili piwo. Szymek postawił ciężką reklamówkę przy kiosku, a sam pobiegł złapać nowo porzuconą butelkę. Gdy wrócił, podszedł do reklamówki jakiś brudny, zły facet. Zabrał mu wszystko, spojrzał groźnie na drobnego chłopca i Szymek musiał odejść. Bułka uleciała jak sen.

Zbieranie butelek, to też ciężka praca pomyślał i ruszył znowu przez mokry, brudny śnieg. Nogi przemoczone i zziębnięte. Szybko zrobiło się ciemno. Nie pamięta, jak trafił do klatki schodowej w jakimś bloku, gdzie położył się na podłodze niedaleko ciepłego kaloryfera i zapadł w gorący sen.

Obudził się i pomyślał, że to musi być sen, bo było mu ciepło, przytulnie, spokojnie, a do tego pachniało czymś pysznym! Potem weszła do pokoju kobieta z bardzo dobrym uśmiechem.

No, mały, już się ogrzałeś? Wyspałeś się? Chodź na śniadanie. W nocy przechodziłam, a ty, jak taki szczeniaczek, spałeś w klatce schodowej. Wzięłam cię i przyniosłam do domu.

To teraz mój dom? zapytał Szymek, nie mogąc uwierzyć w szczęście.

Jeśli nie masz swojego, to teraz ten będzie twój odpowiedziała kobieta.

Potem wszystko potoczyło się jak w bajce. Obca pani karmiła go, dbała o niego, kupowała nowe ubrania. Z czasem Szymek opowiedział jej wszystko o swojej mamie.

Dobrota pani miała magiczne imię Jagoda. Właściwie to imię całkiem zwyczajne, ale Szymek słyszał je pierwszy raz i wydawało mu się, że tylko dobra wróżka może mieć tak piękne imię.

A chcesz, żebym została twoją mamą? zapytała kiedyś, tuląc go mocno tak, jak tylko prawdziwe mamy potrafią.

Szymek oczywiście chciał, ale szczęście nie trwało długo. Po tygodniu przyszła po niego mama. Była prawie trzeźwa, głośno krzyczała na panią Jagodę:

Jeszcze mnie nie pozbawili praw rodzicielskich! Mój syn, mam do niego prawo!

Zabierając Szymka, padały na niego płatki śniegu, a on patrzył na dom, w którym zostawała tak dobra pani i myślał, że przypomina mu bajkowy biały zamek.

Dalsze życie było kiepskie. Mama piła, Szymek uciekał z domu. Nocował na dworcu, zbierał butelki, za złotówki kupował chleb. Z nikim się nie zaprzyjaźniał, nie prosił o pomoc.

Po pewnym czasie mamę pozbawili praw rodzicielskich, a jego wysłano do domu dziecka.

Najbardziej bolało go to, że nie umiał odnaleźć tamtego domu, który wyglądał jak biały zamek, i gdzie mieszkała pani z bajkowym imieniem.

Minęły trzy lata.

Szymek mieszkał w domu dziecka. Był wycofany, zamknięty w sobie, najchętniej rysował samotnie. I ciągle rysował to samo: biały dom i padające z nieba płatki śniegu.

Pewnego dnia do domu dziecka przyjechała reporterka. Wychowawczyni oprowadzała ją po pokojach i przedstawiała dzieci. Podeszły do Szymka.

Szymek jest dobrym, ciekawym dzieckiem, ale ma trudności z adaptacją. Pracujemy nad tym, żeby znalazł rodzinę tłumaczyła wychowawczyni.

Cześć, nazywam się Jagoda przedstawiła się reporterka chłopcu.

Szymek jakby ożył! Zaczął opowiadać z błyskiem w oku i pasją o swojej ukochanej pani Jagodzie. Z każdym słowem wyglądał na coraz szczęśliwszego oczy mu błyszczały, na policzkach pojawił się rumieniec. Wychowawczyni była w szoku, że tyle emocji z niego wyszło.

Imię Jagoda stało się złotym kluczem do serca chłopca.

Reporterka Jagoda nie powstrzymała łez, słuchając tej historii, a potem obiecała, że napisze o Szymku w lokalnej gazecie, może ta dobra kobieta przeczyta ją i zrozumie, że Szymek czeka na spotkanie.

Dotrzymała słowa. I stał się cud.

Tamta kobieta gazety nie prenumerowała, ale w dniu jej urodzin dostała od koleżanek z pracy kwiaty, które ponieważ była zima zawinięto w gazetę. W domu, rozpakowując bukiet, zauważyła nagłówek: Dobra pani Jagodo, szuka cię chłopiec Szymek. Odezwij się!

Przeczytała artykuł i zrozumiała, że to właśnie ten chłopiec, którego kiedyś ogrzała i chciała adoptować.

Szymek natychmiast ją rozpoznał. Rzucił się jej w ramiona. Płakali wszyscy Szymek, Jagoda, wychowawczynie obecne przy spotkaniu.

Tak bardzo na ciebie czekałem powiedział chłopiec.

Ledwo udało się go przekonać, by pozwolił pani Jagodzie wrócić do domu. Nie mogła go zabrać od razu, czekała ich procedura adopcyjna, ale obiecała, że codziennie będzie go odwiedzać.

A potem u Szymka życie naprawdę się odmieniło. Teraz ma już 26 lat, skończył Politechnikę, zaręczył się z fantastyczną dziewczyną. Jest wesoły, otwarty i bardzo kocha swoją mamę Jagodę, której zawdzięcza wszystko.

Gdy był dorosły, Jagoda opowiedziała mu, że jej mąż odszedł właśnie przez jej bezdzietność. Czuła się porzucona, niepotrzebna, i wtedy właśnie znalazła Szymka na klatce schodowej, ogrzała miłością.

Po tym jak odebrała go matka, Jagoda była przekonana, że to nie była jej droga. Ale była nieskończenie szczęśliwa, gdy odnalazła go w domu dziecka.

Szymek próbował jeszcze dowiedzieć się czegoś o swojej biologicznej matce. Okazało się, że wynajmowali mieszkanie w Warszawie, a mama wyjechała lata temu w nieznane z jakimś facetem po więzieniu. Nie szukał już dalej. Po coCzasem, gdy wraca zimą do domu po pracy, zatrzymuje się na chwilę przed białym domem, patrzy na wirujące płatki śniegu i uśmiecha się do siebie. Może to właśnie tak powinno być niektórych ludzi spotykamy tylko na chwilę, a innych na całe życie. Szymek już wie, że szczęście przychodzi niespodziewanie, ukryte w zwyczajnych imionach i ciepłych ramionach.

Otwiera drzwi, a w przedpokoju czeka już na niego Jagoda z kubkiem herbaty i uśmiechem, który ogrzewa lepiej niż kaloryfer w starej klatce schodowej. I kiedy święta znowu malują mróz na szybach, Szymek kładzie się na sofie, opiera głowę o ramiona mamy. Wtedy czuje, że to właśnie jest jego prawdziwy dom cichy, jasny, biały jak śnieg, pełen zapachu bułek, słodkich słów i ludzi, którzy nie pozwolą mu się już zgubić w tym świecie.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwa × 2 =

Zawsze byli goście w domu. Goście byli prawie codziennie. Wszyscy tylko piją, piją – pełno butelek, …