Zawsze będę przy Tobie

Zawsze będę przy Tobie

Tylko, proszę, nie zaczynaj znowu! Przecież rozmawialiśmy o tym milion razy! Czy naprawdę musimy ciągle wracać do tej sprawy? wykrztusiła z rezygnacją Alina i odwróciła się z powrotem w stronę kuchenki.

Dzisiaj był wyjątkowo smutny dzień. Zaczęło się o piątej rano, kiedy Maksymilian wszedł do jej sypialni i dotknął jej ramienia.

Mamo, boli mnie gardło!

Alina, ledwie wybudzona, pocałowała synka w czoło, a sen uciekł jak ręką odjął.

Tak, masz gorączkę, synku. No chodź! Wzięła Maksymiliana na ręce i wyszła z pokoju, ostrożnie zamykając drzwi, by nie usłyszał tego potem Igor, który zawsze narzekał, że nie może się przez to wyspać.

Zmierzając temperaturę synowi i podawszy mu lek przeciwgorączkowy, położyła go do łóżka. Zerknęła na zegarek i uznała, że nie ma już sensu się kłaść. Lepiej poczekać, aż przychodnia się otworzy i zadzwonić po lekarza. Widząc, że Maksym zasnął, wyszła do kuchni, zaparzyła kawę i podeszła do okna.

Zima tego roku była wyjątkowo śnieżna. W tej chwili dziedziniec za oknem przykryty był puchową kołdrą białego śniegu, który sypał przez całą noc. Tylko gdzieniegdzie ślady ludzi, którzy śpieszyli się do pracy, przecinały nietknięty jeszcze puch. Alina wychwyciła kątem oka ruch i nieświadomie się uśmiechnęła. Kot sąsiadki, cioci Ani, brykał po podwórzu, to znikając w zaspie aż po uszy, to znów z niej wyskakując. Chyba tylko Basiek nie przejął się śnieżycą. Uparcie odmawiał załatwiania się w domu, więc ciocia Ania musiała go wypuszczać o każdej porze dnia i nocy. Umiał się tego skutecznie domagać, tak że cały blok słyszał jego żałosne zawodzenie, jeśli drzwi się nie otwierały. Ale trzeba mu oddać nigdy się u niej nie pomylił. Wczoraj Alina, schodząc po syna z przedszkola, widziała, jak Basiek wędrował do wyjścia, głośno przy tym komentując sytuację.

No idź już, narzekać będziesz jeszcze! Witaj, Alinko! Zobacz na tego gagatka! Mam wrażenie, że to on jest moim właścicielem, nie odwrotnie. Komendant w futrze! Spóźniłam się dziś z pracy i zaraz mam za swoje.

Dzień dobry, ciociu Aniu! Poważny z niego dżentelmen.

Poważny! Poszukaj jeszcze takiego! Widocznie takie mam przeznaczenie wychowywać poważnych facetów

Alina uśmiechnęła się, skinęła głową i poszła dalej. Nie była w stanie nic odpowiedzieć. Syn cioci Ani, Mateusz, faktycznie był poważny. I mądry, i z cudnym poczuciem humoru, choć większość widziała w nim tylko chudego, cichego okularnika, do którego dziewczyny nie ustawiają się w kolejce. Jednak dla niej Mateusz był przyjacielem od zawsze. Odkąd pamiętała, był obok i wspierał ją nawet jako dzieciak, po tym, jak odeszła jej mama.

Mamę Aliny, Irynę, potrącił samochód na przejściu. Szła zgodnie z przepisami, ale nie pomogło. To zdarzenie najbardziej ją wtedy przeraziło uczona była, że jeśli trzymasz się zasad, jesteś bezpieczny.

Ona i Mateusz mieli wtedy po dziesięć lat. Alina, która nie znała jeszcze wtedy pojęcia straty, zamilkła na wiele dni, tylko płakała. Każda próba pocieszenia kończyła się ucieczką do innego pokoju lub łazienki, gdzie chowała się w kącie i natychmiast zasypiała. Tata zaprowadził ją do psychologa, który mocno się zaniepokoił i poradził działać natychmiast, bo stres zaczynał wpływać na zdrowie Aliny.

Pomógł Mateusz. Dwa lata wcześniej sam stracił ojca, więc pewnie lepiej niż dorośli rozumiał, co czuje przyjaciółka. Mateusz niemal zamieszkał wtedy u Aliny. Ciocia Ania była wyrozumiała i bardzo jej współczuła, podobnie jak sąsiedzi. Przynosili jedzenie, siedzieli z dziewczynką, gdy ojciec musiał wyjechać. Nikt nigdy nie miał pretensji, że Mateusz spędzał u Aliny całe dnie, zmuszał ją do odrabiania lekcji, czytał książki na głos, wyciągał na tańce i gimnastykę, o czym zawsze marzyła jej mama. Z czasem troskliwość tego chłopca uniosła Alinę z dołka. Uratował ją moment, kiedy razem znaleźli na ulicy maleńkiego, ledwo widzącego kociaka i przynieśli go do cioci Ani. To wtedy Alina pierwszy raz po śmierci mamy poprosiła o mleko dla kociego znajdy. Anna Klimek wręczyła jej butelkę z mlekiem i szepnęła do siebie:

Nareszcie moja dziewczynka do nas wróciła.

Kociak został u Mateusza, bo u Aliny w domu okazało się, że tata ma alergię na sierść.

Mateusz wciąż był przy niej towarzyszył, gdzie tylko mógł i wspierał ze wszystkich sił. Oboje byli jedynakami. Znaleźli w sobie bratnią duszę, której tak bardzo potrzebowali. Najczęściej rozumieli się bez słów, czasem Alina eksplodowała myślą, a Mateusz kończył zdanie. Dorośli dziwili się tej relacji, ale nie przeszkadzali, rozumiejąc, jak ta przyjaźń pomaga w bólu osieroconym dzieciom.

Kłopoty przyszły dopiero pod koniec szkoły. Alina wyrosła na piękną, mądrą dziewczynę i adoratorzy nie dawali jej spokoju. Mateusz przyglądał się temu po cichu, wiedząc, że Alina nikogo nie traktuje poważnie aż do czasu, gdy pojawił się Igor. Poznali się, kiedy Alina przewróciła się na schodach przed halą sportową, gdzie ćwiczyła gimnastykę.

Wszystko w porządku? Może pomogę? wysoki, przystojny chłopak podał jej rękę. Te schody to niezła ślizgawka! Nic ci się nie stało?

Gdy Alina spojrzała w oczy swojemu wybawcy, zamarła. Zawsze mówiła, że nie wierzy w miłość od pierwszego wejrzenia, że to banał wymyślony przez poetów. Tego dnia jednak spotkała ją i musiała się przyznać do zmiany zdania.

Przepadłam, Mateusz! Po prostu przepadłam! On jest…

Jaki? Mateusz zmarszczył brwi, ale Alina nie zwracała na to uwagi, pogrążona w swoich myślach.

Nie umiem tego wyrazić… Najlepszy! zakręciła się w pokoju. Mógłbyś się cieszyć razem ze mną!

Jasne… Cieszę się… Mateusz z wymuszonym uśmiechem wyszedł, tłumacząc się obowiązkami.

Alina nie zauważyła niczego niezwykłego, całkowicie pochłonięta swoimi uczuciami. Spotykała się z Igorem ponad trzy lata, aż w końcu uznali, że są już wystarczająco dorośli, by zdecydować o swoim losie, i złożyli dokumenty w urzędzie stanu cywilnego.

Szkoda, że zamiast świadkowej nie można wybrać świadka! Po co mi druhna? Czemu nie może być „przyjaciel panny młodej”? marudziła Alina, przymierzając w pracowni sukien ślubnych białą kreację.

Mateusz, który ją tam przywiózł, siedział na kanapie i patrzył na przyjaciółkę. Już zdążył się opanować, po tym, jak krawcowa niemal wyrzuciła go z pracowni:

Przesąd! Pan młody nie powinien widzieć panny młodej w sukni!

Ale on nie jest moim narzeczonym zaśmiała się Alina. To mój przyjaciel.

Przyjaciel, powiadasz… mruknęła krawcowa. Ciekawe.

Co w tym dziwnego? wtrącił Mateusz. Ludzie mogą się przyjaźnić!

Alina poleciała przymierzyć suknię, a Mateusz padł na kanapę w poczekalni.

Potem, gdy myślała o swoim szybkim ślubie i pierwszych latach małżeństwa, zastanawiała się, jak mogła nie zauważyć od razu w Igorze cech, które po czasie zaczęły ją irytować i złościć. Przecież zawsze żyła w przekonaniu, że ktoś ją uratuje, zadba i będzie jej rycerzem tak, jak Mateusz. Tymczasem role bywają inne niż w bajkach.

Pierwsze ostrzeżenia przyszły po pół roku od ślubu, kiedy Alina ciężko zachorowała. Traktowała anginę niepoważnie, wszystko robiąc, by być dobrą żoną. Choroba przeciągała się jednak, więc lekarz zalecił szczegółowe badania, częściowo płatne. Igor się oburzył:

Co za bzdury! Odkładamy złotówki na wakacje, a oni chcą z ciebie zrobić staruszkę? Naciągacze!

Alina nie wierzyła własnym uszom.

Jesteś poważny?

Oczywiście! wzruszył ramionami Igor.

Igor… czuła, jak gardło się ściska, słowa z trudem przechodziły przez usta. Serio wolisz wakacje niż moje zdrowie?

Przestań panikować! Pojedziemy na słońce, odpoczniesz i wszystko przejdzie. Po prostu jesteś przemęczona! objął ją lekko, ale pierwszy raz nawet nie odpowiedziała na uścisk.

Badania opłacił ojciec Aliny. Niczego nie mówił Igorowi, tylko pokiwał głową i wyciągnął własne wnioski.

Prawie rok zajęło jej dochodzenie do siebie, choć i tak do końca nie wyzdrowiała. Problemy z sercem już z nią zostały. Gdy okazało się, że jest w ciąży, lekarze od razu uznali ją za pacjentkę z grupy ryzyka.

Proszę się nie obrażać, muszę powiedzieć prosto z mostu: musi pani porządnie przemyśleć decyzję mówiła lekarka, wertując kartę Aliny. Ciąża to ogromne obciążenie dla organizmu. Dziś się pani czuje dobrze, ale co dalej?

Nie mam się nad czym zastanawiać. Urodzę!

W takim razie będziemy się bardzo starać.

I tak zrobili. Ostatnie trzy miesiące Alina leżała w szpitalu. Maksymilian urodził się zdrowy i w terminie, ale ile ją to kosztowało, wiedzieli tylko ojciec i… Mateusz. Wtedy właśnie całkowicie pojęła, że Igor żyje własnym życiem, w którym zajmuje ona maleńkie miejsce. Kiedy zadzwonił, że Alina szczęśliwie urodziła syna, tak świętował z kolegami, że przez trzy dni miał wyłączony telefon i zniknął z domu. Alina wariowała z niepokoju. Przyjechał ojciec, przytulił ją mocno i tylko powiedział:

Alinko, nie wolno ci się denerwować.

Wtedy zrozumiała, że nie to życie jej pisane. Nie będzie tą księżniczką z bajki. Przed rozwodem powstrzymała ją tylko reakcja Igora na syna.

Spojrzał na Maksymiliana jak na cud, i rzeczywiście bardzo się nim zajmował: wstawał w nocy, spacerował, zmieniał pieluchy. Czasem jednak dziecko zaczynało go drażnić, prosił wtedy Alinę, by zabrała syna, ale potem znów był czułym ojcem. To rozdarcie w zachowaniu męża dezorientowało Alinę. Jednak pozytywne chwile przeważały, więc trwała dalej.

Ich wzajemne relacje zamieniły się w codzienność, w której każde żyło obok siebie.

Maksym jako małe dziecko dużo chorował, więc Alina nie miała czasu analizować swojego małżeństwa. Sama biegała po lekarzach, bo nie wiedziała, czy Igor tym razem pomoże czy będzie robił sceny. Bywał uważny, pełen troski i zasypywał lekarzy pytaniami, a innym razem robił awanturę, gdy prosiła o pomoc. Takie huśtawki ją męczyły, więc nauczyła się liczyć przede wszystkim na siebie. Tata pomógł jej zrobić prawo jazdy, sam pilnował wnuka podczas kursów. Potem podarował jej niedużego, ale sprawnego i niezawodnego używanego fiata, by była niezależna od humorów męża.

Z Igorem ojciec przestał dyskutować już dawno, czekał cierpliwie, aż córka sama zdecyduje. Tylko raz, kiedy Maks miał dwa lata i po kilku dniach wysokiej gorączki, Alina padła ze zmęczenia na podłogę w salonie, wtulając się w fotel, powiedział:

Alinko, nie będę ci radzić ani pytać. Wiedz tylko, że nigdy nie zostaniesz sama. Rozumiesz?

Tato, wiem! Alina przytuliła ojca. Po prostu… nie jestem gotowa. I nie chcę na razie o tym mówić. Bo jak nie jestem pewna, Igor wciąż jest moim mężem.

Tata tylko pokiwał głową i uśmiechnął się smutno.

We wszystkich tych najtrudniejszych chwilach obok zawsze był Mateusz. Kupił lekarstwa, gdy Alina nie mogła wyjść z domu, Igor się nie odzywał lub tłumaczył pracą; zawiózł do lekarza, gdy jej auto znów się popsuło; wyprawił wóz do warsztatu. Zawsze na czas, konkretnie i bez problemu. Czasem miała wyrzuty sumienia, że wykorzystuje jego gotowość do pomocy, ale nie umiała inaczej to jemu ufała bezgranicznie.

Teraz też patrzyła przez okno na zaśnieżone osiedle i myślała, że dziś wraca z delegacji Mateusz, więc w razie czego poprosi go, by podwiózł ich do lekarza, bo jej samochód znowu się rozkraczył. Z pieniędzmi było krucho. Igor twierdził, że inwestuje wszystko w firmę, a wypłata Aliny ledwie starczała na podstawowe potrzeby, bo z powodu chorób Maksa stale korzystała z L4. Dobrze, że mieszkali w mieszkaniu po ojcu, który sam zamieszkał w zaadaptowanym domku na przedmieściach, gdzie miał spokój i kontakt z naturą.

Alina zerknęła na zegar i zadzwoniła do przychodni. Miała szczęście, bo jej lekarka właśnie wróciła z urlopu, więc natychmiast przyjęli zgłoszenie.

Odłożyła telefon i zaczęła szykować śniadanie, gdy na kuchni pojawił się zaspany Igor.

Co się znowu działo? Czemu całą noc chodziłaś po domu?

Maksym jest chory rzuciła krótko.

I musiałaś hałasować? Nieważne. Idę pod prysznic, rób śniadanie szybko, bo muszę jechać, mam na głowie masę spraw.

Alina odwróciła się do kuchenki i zabrała się za gotowanie. Głównie dla Maksymiliana, który gdy chorował, był mało wybredny, ale upodobał sobie jedzenie dla zdrowiejących jak sama sobie żartowała. Dziś smażyła mu racuchy, pewna, że Igor też się poczęstuje i nie będzie narzekał.

Rozmawiałaś z ojcem?

Nie.

I dalej będziesz to odwlekać?

Przecież mówiłam, że nie zamierzam z nim o tym rozmawiać. I nie będę go prosić, żeby przepisał mieszkanie na nas.

Twoje uparcie wyprowadza mnie z równowagi. Ile jeszcze można? Płacę za to mieszkanie, a jestem tu jak na warunkach gościa. Ty tylko daj-daj-daj ciągle potrzebujecie pieniędzy i Ty, i Maks. Zasuwam po nocach, ostatni urlop miałem rok temu, a ciągle źle!

Igor jeszcze długo coś mówił, ale Alina już go nie słuchała. Poczuła, jak coś w niej pęka – jakby zerwała się struna, która jeszcze łączyła ją z mężem. Struna, na której wisiały wspomnienia spotkania, pierwsze pocałunki, czułe gesty, najpiękniejszy dzień ślub, narodziny syna…

Bardzo spokojnie odłożyła łopatkę i odwróciła się do męża.

Powiem raz i posłuchaj mnie uważnie przerwała mu. Dziś spakujesz się i wyprowadzisz. Rozwodzimy się, Igor. Nie chcę już żyć tak, jak przez ostatnie trzy lata. Tobie też już dawno wszystko się znudziło, nie jestem ślepa. Kto za co płacił, nie będziemy roztrząsać. Chcę, żebyśmy pomyśleli teraz nie o sobie, a o Maksymilianie. On ma mieć mamę i tatę, ale niekoniecznie pod jednym dachem.

Igor popatrzył w osłupieniu, próbował coś odpowiedzieć, ale tylko rzucił widelec na stół i wstał.

Skończyłaś? Przemyśl jeszcze, co gadasz, do wieczora. Wrócę wieczorem i liczę, że się ogarniesz.

Nie zrozumiałeś mnie. Zdecydowałam, Igor. Sam mnie znasz, dobrze wiesz, co to znaczy.

To znaczy, że masz coś z głową. Kto cię będzie chciał, z dzieckiem? Dobra, jak zmienisz zdanie pogadamy. Będę u rodziców.

Jak wolisz odwróciła się, tłumiąc łzy.

Po chwili usłyszała trzask drzwi. Usiadła, pozwalając łzom płynąć, póki Maksym spał. Gdy usłyszała jego ciche kroki idące do kuchni, szybko otarła oczy i przygotowała dla niego talerz.

No, największy zdrowiejący chłopcze na świecie! Zjesz coś?

Niezbyt jestem głodny, mamo. Teraz boli mnie też głowa.

A racuchy mogą pomóc twojej głowie?

Tak! uśmiechnął się figlarnie. Zwłaszcza z dżemem!

Jak sobie życzysz.

Lekarka przyszła, dała zalecenia i receptę. Alina zebrała się do wyjścia po leki i miała już zadzwonić do ojca, gdy rozległo się pukanie. Wiedziała, że to Mateusz tylko on nigdy nie korzystał z domofonu, to już był ich kod.

Cześć!

Cześć! Jak się trzymacie? trzymał w rękach pudełko z zabawką. Alina zorientowała się, że nie pamięta, kiedy Igor ostatnio kupił coś synowi. Mateusz nigdy ich nie odwiedził z pustymi rękami.

Maks znowu chory. Posiedzisz z nim? Wyskoczę po leki.

Jasne. Ale najlepiej sam pójdę, masz listę?

Alina wyciągnęła z torebki karteczkę.

Ledwo Mateusz wyszedł, zadzwonił telefon.

Pani Alino Kozłowska?

Tak.

Dzwonimy z Wojewódzkiego Szpitala. Pani ojciec został dziś przyjęty do nas.

Co się stało? Alina ścisnęła telefon aż pobielały knykcie.

Zawał serca. Stan jest ciężki.

Jadę.

Nie wiedziała, co robić najpierw. Tata nigdy nie skarżył się na serce, a teraz zrozumiała, jak łatwo w sekundę można stracić najbliższą osobę.

Automatycznie wybrała numer Igora.

Igor…

Zmieniasz zdanie? To teraz ja muszę się zastanowić…

Igor, tata jest w szpitalu. Zawał.

No i? Czego chcesz ode mnie? Przecież się rozwodzisz, tak?

Patrzyła w telefon jak zaczarowana i rozłączyła się.

Gdy wrócił Mateusz, przywitała go już w płaszczu, z kluczami w ręce.

Gdzie idziesz?

Tata w szpitalu. Zawał.

Nie trzeba było nic więcej tłumaczyć. Mateusz pobiegł po mamę, a ciocia Ania została z Maksem. Oni pojechali do szpitala.

Przespali w poczekalni całą noc, czekając na wieści. W końcu Alina przerwała milczenie.

Dziękuję… Dobrze, że jesteś obok.

Zawsze będę przy Tobie…

Wiem, Mateusz. Teraz już wszystko wiem…

Lekarz, który wyszedł do nich godzinę później, zastał Alinę śpiącą z głową na ramieniu Mateusza. Delikatnie ją obudził.

Pańskiego ojca przenieśliśmy na salę. Najgorsze już minęło, choć czeka go jeszcze długa rehabilitacja. Może pani wrócić do domu. Na oddziale powiedzą, kiedy można odwiedzić.

Alina rzuciła się Mateuszowi na szyję i zapłakała wiedząc, że z każdym łzą odchodzą różne bóle gromadzone przez ostatnie lata.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

siedemnaście + trzynaście =

Zawsze będę przy Tobie