Zawsze będę przy Tobie
Proszę, tylko nie zaczynaj znowu! Przecież rozmawialiśmy o tym już setki razy! Po co wracać do tej sprawy po raz kolejny? Zuzanna westchnęła ciężko, machnęła ręką i odwróciła się z powrotem do kuchenki.
Dzisiejszy dzień od samego rana nie zapowiada się radośnie. Zaczął się już o piątej, gdy Staś wszedł do jej sypialni i lekko potrząsnął za ramię:
Mamo! Gardło mnie boli!
Zuzanna, jeszcze nie do końca przytomna, przyłożyła usta do czoła synka i natychmiast się rozbudziła gorączka, bez wątpienia.
Tak, masz temperaturę, kochanie. Chodź, idziemy! biorąc Stasia na ręce, wyszła z pokoju i cicho zamknęła drzwi, nie chcąc potem słyszeć od Pawła, że się nie wyspał.
Zmierzyła synowi temperaturę, podała lek i położyła go do łóżka. Spojrzała na zegarek i uznała, że nie ma już sensu iść spać lepiej poczekać, aż otworzą przychodnię i wezwać lekarza. Gdy upewniła się, że Staś śpi, wyszła do kuchni, zaparzyła sobie kawę i podeszła do okna.
Zima w tym roku w Krakowie naprawdę dopisała. Całe podwórko przykryte jest białą pierzyną śniegu, który sypał całą noc. Nawet ślady na śniegu są tylko tam, gdzie ktoś śpieszył się wcześniej do pracy. Nagle kątem oka dostrzegła ruch i zaśmiała się pod nosem. Puszek kot pani Marysi z sąsiedztwa skakał po podwórku, topiąc się co rusz w zaspach i wyłaniając się ponownie jak mały odkrywca. Dla niego śnieg to nie problem wręcz przeciwnie. Puszek to typ indywidualisty, który za nic nie zrobi swoich potrzeb w domu. Pani Marysia otwiera mu drzwi na każde miauknięcie, a jego donośny głos zna cały blok. Trzeba mu przyznać mimo dzikości, nigdy nie narozrabiał w mieszkaniu.
Wczoraj, kiedy Zuzanna odbierała Stasia z przedszkola i zbiegała po schodach, widziała, jak Puszek prawie majestatycznie wchodził do klatki schodowej.
No, idź już! Znowu mi się buntujesz? Dzień dobry, Zuziu! Popatrz na tego łobuzika! Czasem mam wrażenie, że to on jest moim panem, a nie odwrotnie. pani Marysia kiwała głową z rozbawieniem.
Dzień dobry, pani Marysiu! Serio, niezły z niego facet zaśmiała się Zuzanna.
No właśnie! Takiego jeszcze szukać! Chyba już taki mój los wychowywać samych poważnych facetów
Zuzanna tylko się uśmiechnęła i poszła dalej. I rzeczywiście, syn pani Marysi, Michał, był poważny, inteligentny i z wyjątkowym poczuciem humoru choć niewielu to dostrzegało. Dla większości to był jakiś chudy chłopak w okularach, na którego dziewczyny nawet nie patrzą. Zuzanna znała Michała od zawsze. Odkąd pamięta, on zawsze był obok niej. W dzieciństwie wspierał ją, zwłaszcza wtedy, gdy nagle zabrakło jej mamy.
Mama Zuzanny, Irena, zginęła potrącona przez samochód na pasach. Przechodziła na zielonym, tak jak trzeba. Dla Zuzanny to był koniec świata przecież zawsze mówiono jej, że jak robi się wszystko zgodnie z zasadami, to nic złego się nie wydarzy.
Zuzanna i Michał mieli wtedy po dziesięć lat. Dla niej była to pierwsza taka strata. Zamilkła, tylko płakała, uciekała przed wszystkimi, zamykała się w łazience lub własnym pokoju. Psycholog, do którego zaprowadził ją ojciec, bił na alarm trzeba działać, bo stres zaczyna wpływać na zdrowie dziewczynki.
I wtedy pomógł Michał. On też stracił ojca dwa lata wcześniej, więc wiedział więcej niż dorośli, co czuje w tym momencie jego przyjaciółka. Michał praktycznie zamieszkał u Zuzanny. Pani Marysia nie miała nic przeciwko, bardzo żałując małej Zuzi. Cała kamienica pomagała przynosiła jedzenie, opiekowała się Zuzą, gdy jej tata musiał załatwić sprawy. Nikt nie robił problemów, kiedy Michał wracał późno, po całym dniu spędzonym z Zuzanną odrabiał z nią lekcje, czytał na głos, wyciągał na gimnastykę i taniec, tak jak chciała jej mama Z czasem troska tego małego-dorosłego chłopca zadziałała. Serce Zuzanny znowu zaczęło bić. Zaczęła mówić pierwszy raz od tragedii gdy razem z Michałem przynieśli do pani Marysi małego, ledwo widzącego kotka i poprosiła o mleko, żeby mu pomóc. Pani Marysia wręczając mleko szepnęła:
Dzięki Bogu, wracasz do nas!
Kotek został u Michała, bo okazało się, że tata Zuzanny, pan Roman, ma alergię.
Od tej pory Michał towarzyszył Zuzannie wszędzie, gdzie tylko mógł. Ona tak się już do jego obecności przyzwyczaiła, że brała ją za coś całkowicie oczywistego. Byli jedynakami i znaleźli w sobie wsparcie, przyjaźń i bliskość jakiej nawet brakuje wielu rodzeństwom.
Często nie musieli nawet nic mówić rozumieli się bez słów. Zuzanna mogła zacząć zdanie, a Michał je kończył. Dorośli dziwili się, ale nie wtrącali wiedzieli, że ta przyjaźń to trochę jak plaster na rany dwóch pół-sierot.
Problemy pojawiły się dopiero pod koniec liceum. Zuzanna wyrosła na piękną, zdolną i atrakcyjną dziewczynę. Podobała się każdemu. Michał obserwował to milcząco, dopóki nie pojawił się Paweł. Poznali się na schodach starej hali sportowej, gdzie Zuzanna chodziła na gimnastykę poślizgnęła się, upadła, a on jej pomógł.
Nic się nie stało? Proszę, pozwól mi pomóc. Straszna ślizgawica na tych schodach… Zuzanna spojrzała na wysokiego, przystojnego chłopaka i dostała gęsiej skórki. Zawsze powtarzała, że nie wierzy w miłość od pierwszego wejrzenia, ale wtedy musiała przyznać, że się myliła.
Przepadłam, Michał! Po prostu przepadłam! ekscytowała się potem w rozmowie.
Ale jaki on jest właściwie? Michał marszczył brwi, ale Zuza była już myślami gdzie indziej.
Przez ponad trzy lata była z Pawłem. Wreszcie uznali, że są już wystarczająco dorośli i pobrali się. Rodzicom tylko przedstawili decyzję, a potem szybko poszli do urzędu stanu cywilnego.
Szkoda, że trzeba mieć świadkową. Też bym wolała świadka! kręciła się przed lustrem Zuzanna w ślubnej sukni, którą właśnie skracano na zamówienie.
Michał, który ją tam dowiózł, siedział na kanapie i patrzył na nią zamyślony, dopóki krawcowa nie zaczęła go wypraszać:
Nie wolno panu młodemu widzieć panny młodej w sukni.
Ale to nie on! To mój przyjaciel! śmiała się Zuza.
Przyjaciel powtarzała krawcowa. Ciekawe…
No cóż, ludzie nie mogą się przyjaźnić? Zuzia, śpiesz się, jeszcze mamy tort do ustalenia, a ja do pracy muszę wrócić.
Po ślubie, a zwłaszcza przez pierwsze lata małżeństwa, Zuzanna coraz częściej zastanawiała się jak mogła wtedy nie zauważyć tylu rzeczy u Pawła, które teraz zaczynały ją irytować, a nawet doprowadzały do szału. Była przyzwyczajona do opieki rycerza, a tu nagle okazało się, że księciem też nie każdy być potrafi.
Pierwsze sygnały ostrzegawcze pojawiły się już pół roku po ślubie, gdy Zuzanna poważnie się rozchorowała. Angina, którą przeszła na nogach, chcąc być dobrą żoną, zamieniła się w poważne problemy zdrowotne. Lekarze zalecili jej badania, część z nich była płatna. Paweł się zbulwersował:
Co ty w ogóle wymyślasz? Te badania tylko po to, by wydusić z kogoś kasę! Odłożyliśmy na wakacje, a ty teraz chcesz wszystko wydać!
Naprawdę to jest dla Ciebie ważniejsze niż moje zdrowie? zapytała nie mogąc uwierzyć.
Paweł ją przytulił, jakby nic się nie działo:
Daj spokój, wyjedziemy na słoneczko i wszystko Ci przejdzie, po prostu jesteś zmęczona.
Badania zapłacił jej ojciec, nawet się nie zająknął o Pawle, tylko zmartwiony pokiwał głową.
Rok zajęło jej powrót do formy, choć do pełni zdrowia już nigdy nie wróciła, kłopoty z sercem zostały. Kiedy zaszła w ciążę, lekarze nie mieli wątpliwości: grupa ryzyka.
Musi Pani wziąć pod uwagę ryzyko mówiła lekarka, wertując kartę Zuzi. Jeśli będzie gorzej, będzie musiała Pani dokonać wyboru…
Nie ma mowy! Urodzę! przerwała Zuzanna i nawet nie chciała o tym dyskutować.
Udało się wytrwać. Ostatnie trzy miesiące przeszła na podtrzymaniu. Staś urodził się zdrowy, choć Zuzanna była wykończona tylko jej ojciec i Michał wiedzieli, ile to ją kosztowało. Paweł, usłyszawszy że jest już po porodzie, urządził prywatną fetę, wyłączając telefon na trzy dni. Zuzanna prosiła tatę, by sprawdził czy wszystko z nim w porządku. Gdy tylko ojciec ją przytulił ze słowami: Spokój, wszystko dobrze, nie możesz się teraz denerwować zrozumiała, że to nie jest jej bajka, a ona nie będzie tu księżniczką do uratowania. Od razu po wyjściu ze szpitala nie zdecydowała się na rozwód tylko ze względu na Stasia. Bo Paweł z synem próbował być najlepszym tatą świata, tylko… czasem. Miewał dni, kiedy Staś mu przeszkadzał i musiał być oddany Zuzannie, a po chwili znowu starał się być idealnym ojcem. Zuzannie te wahania się nie podobały.
Ich życie rodzinne coraz bardziej przypominało dwa równoległe nurty, które się nie spotykają. Staś często chorował, Zuzanna nie miała czasu analizować tego, co się dzieje z ich związkiem. Samotnie chodziła z nim po lekarzach, rzadko prosząc Pawła o pomoc, bo nie wiedziała, jak tamtym razem zareaguje czy będzie wspierającym ojcem, czy zrobi jej awanturę. Te huśtawki ją wykańczały, więc radziła sobie sama. Ojciec pomógł jej zrobić prawo jazdy, pilnując wnuka, a potem kupił używane, ale sprawne auto, żeby córka nie była uzależniona od Pawła.
Pan Roman już dawno przejrzał Pawła na wylot, ale nie wtrącał się, czekał aż córka sama poczuje, że trzeba coś zmienić. Tylko raz, gdy Staś miał dwa lata, a Zuzanna była wykończona kilkoma dniami gorączki u syna, przekazała mu śpiącego Stasia i zasnęła siedząc na podłodze w salonie. Ojciec poczekał aż się obudzi i powiedział:
Zuziu, nie będę ci nic doradzał. Pamiętaj tylko, że nie jesteś sama. Wiesz, o czym mówię?
Wiem, tato. Dziękuję, po prostu… jeszcze nie jestem gotowa. Rozumiesz?
A ojciec tylko przytulił córkę.
W tym wszystkim nieoceniony był Michał. Kupował leki, jeździł z Zuzką i Stasiem do lekarza, odstawiał auto do mechanika, gdy się zepsuło. Zuzanna wiedziała, że czasem nadużywa jego dobroci, ale nie mogła na niego nie liczyć. To był jedyny człowiek, któremu ufała bezgranicznie.
Teraz patrzy przez okno na zasypane podwórko i myśli, że dziś Michał wraca z delegacji i na pewno pomoże im dotrzeć do lekarza, jeśli domowy nie przyjdzie bo samochód znów się zepsuł, i to poważnie. Z pieniędzmi teraz krucho Paweł mówi, że wszystko idzie w firmę, a jej pensja wystarcza ledwie na najpotrzebniejsze rzeczy, bo przez zwolnienia na opiekę nad Stasiem nie mogła pracować normalnie. Całe szczęście, że mieszkają w mieszkaniu ojca, który przeprowadził się na spokojną, cichą działkę pod Krakowem.
Zuzanna spojrzała na zegarek i zadzwoniła do przychodni. Miała szczęście pani doktor z ich rejonu wróciła z urlopu i od razu przyjęła zgłoszenie.
Odłożyła telefon i zabrała się za robienie śniadania, kiedy do kuchni wszedł jeszcze zaspany Paweł.
Znowu coś się stało? Przez was nie mogłem spać całą noc.
Staś jest chory odparła krótko.
I dlatego musieliście tak się kręcić całą noc? Dobra, idę pod prysznic, zrób mi szybko śniadanie, bo mam sporo roboty.
Bez słowa obróciła się do kuchenki. Robiła właściwie śniadanie nie tylko dla Pawła, ale i dla Stasia, który kiedy chorował szczególnie lubił jedzenie dla ozdrowieńców, jak nazwała to kiedyś Zuzanna. Dzisiaj piekła mu racuszki, wiedząc, że Paweł też je lubi, więc na pewno nie będzie kręcić nosem.
Rozmawiałaś już z ojcem?
Nie.
Ileż można to odkładać?
Już mówiłam, że nie będę go prosić o przepisanie mieszkania na nas.
Twoje uparcie wychodzi mi bokiem. Ciągle tylko daj, daj, daj, a przecież ja płacę za wszystko, haruję do nocy, ostatnio na urlopie byłem rok temu i znów jest źle!
Paweł jeszcze długo coś mówił, ale Zuzanna już go nie słuchała. W tej chwili poczuła, jak pęka w niej niewidzialna struna ta sama, na której trzymały się ich spotkania, pocałunki, cała czułość z pierwszych lat związku, ich ślub, narodziny syna…
Odstawiła spokojnie łopatkę, odwróciła się i powiedziała spokojnie, przerywając mu:
Powiem raz, posłuchaj mnie uważnie. Dzisiaj pakujesz swoje rzeczy i się wyprowadzasz. Rozwodzimy się, Paweł. Tak jak żyliśmy przez ostatnie trzy lata, dłużej nie chcę. Tobie to już też się dawno znudziło, przecież widzę. Kto za co płacił i płaci, nie będziemy teraz roztrząsać. Chciałabym tylko, żebyśmy zastanowili się, jak wychować Stasia tak, by miał oboje rodziców nawet, jeśli nie będziemy mieszkać razem.
Paweł patrzył na nią z niedowierzaniem, potem próbował coś powiedzieć, ale ostatecznie tylko cisnął widelec o stół.
Wszystko powiedziałaś? Zastanów się do wieczora. Jak przemyślisz, może zmienisz zdanie. Będę u rodziców.
Jak chcesz Zuzanna odwróciła się do kuchenki, walcząc ze łzami.
Po chwili Paweł wyszedł z kuchni, a Zuzanna usłyszała, jak trzasnęły drzwi wejściowe. Usiadła przy stole i w końcu pozwoliła sobie na płacz tak długo, aż usłyszała, jak Staś idzie do kuchni drobnymi krokami.
Szybko otarła łzy i postawiła mu talerz.
No, mój największy ozdrowieniec! Będziesz jadł śniadanie?
Niespecjalnie mi się chce, mamo. Teraz też boli mnie głowa.
A racuszki może pomogą?
Tak! Ale z dżemem! Staś uśmiechnął się figlarnie.
Pewnie!
Lekarka przyszła, zbadała Stasia i przepisała leki. Zuzanna szykowała się już wyjść do apteki, gdy ktoś zapukał do drzwi zawsze puka tak tylko Michał, on nigdy nie używał dzwonka, ot taka ich umowa.
Cześć!
Cześć! Jak się trzymacie? Michał trzymał pudełko z samochodzikiem. Zuzanna uświadomiła sobie, że nie pamięta, kiedy Paweł ostatnio coś synowi kupił. Wszystkie prezenty zawsze były od niej lub od Michała. On nigdy nie przyszedł z pustymi rękoma.
Staś znowu chory. Posiedziałbyś z nim chwilkę? Skoczę po leki.
Nie ma sprawy. Daj tylko listę.
Wyjęła z torebki karteczkę i podała Michałowi.
Ledwo zamknęły się za nim drzwi, zadzwonił telefon Zuzanny.
Zuzanna Romanowska?
Tak, słucham.
Dzwonimy ze Szpitala Wojewódzkiego, pani tata został przyjęty do nas.
Co się stało? ścisnęła telefon tak mocno, że aż zabolało.
Zawał. Jego stan jest poważny.
Jadę już!
Pobiegła po mieszkaniu bez celu, zbierała się w myślach. Tata nigdy nie narzekał na serce. Nagle dotarło do niej, jak łatwo można stracić w jednej chwili najbliższą osobę.
Intuicyjnie wybrała numer Pawła.
Paweł…
No, czego chcesz? Zmieniasz zdanie?
Paweł, tata jest w szpitalu. Zawał.
I? To co niby teraz? Przecież się rozstajemy, nie?
Zuzanna popatrzyła z niedowierzaniem na telefon i przerwała połączenie.
Gdy Michał wrócił z apteki, zobaczył ją już gotową do wyjścia.
Gdzie idziesz?
Tata w szpitalu. Zawał.
Nic więcej nie musiała tłumaczyć. Michał pobiegł po mamę, pani Marysia została u Stasia, a oni razem pojechali do szpitala.
Do wieczora czekali na wieści. Siedzieli w poczekalni w milczeniu, aż w końcu Zuzanna się odezwała:
Michał… Dziękuję ci. Jak dobrze, że jesteś.
Zawsze będę przy tobie.
Wiem, Michał. Teraz już to wiem…
Gdy lekarz przyszedł godzinę później i zobaczył Zuzannę śpiącą z głową na ramieniu Michała, delikatnie ją obudził.
Przenieśliśmy pana Romana na salę. Przed nim długa rehabilitacja, ale najgorsze już minęło. Możecie wrócić do domu, jutro dowiecie się o godzinach odwiedzin.
Zuzanna tylko przytuliła Michała i pozwoliła sobie płakać w końcu poczuła, jak razem ze łzami z niej odpływa cały ból ostatnich lat.


