Zawiłe szczęście

Trudne szczęście

Jak to, rozwodzimy się? Michał, żartujesz sobie?

Małgorzata patrzyła na męża i zupełnie nie mogła zrozumieć, co słyszy. Rozwód? Przecież już prawie dwadzieścia pięć lat są razem! Za dwa tygodnie mieli przecież świętować rocznicę a może już nie będą? Myśli się mieszały. Co z przyjęciem, gośćmi? Zaproszenia poszły, cała rodzina zjeżdża. Przyjaciele dosłownie urywają telefony z pytaniami o prezenty A taka Hania, jej najbliższa przyjaciółka, już przesłała swój podarunek, bo nie da rady przyjechać. Jest w szóstym miesiącu ciąży, za daleko, niech siedzi w domu. Jeszcze się spotkają, wszystko nadrobią. W końcu Hania nie była przypadkową postacią w ich życiu to ona poznała Małgosię z Michałem, swoim kolegą z roku. Na weselu najgłośniej wrzeszczała pod kościelnym bukietem: Gorzko!, ukrywając się za nim przed spojrzeniem panny młodej, która bukietu nie rzuciła, tylko oddała przyjaciółce.

Nie pojmuję, na co twój Paweł czeka Taka dziewczyna!

Jeszcze dorasta Hania poprawiała Małgosi fryzurę. Każdy moment ma swój czas, Gośka. Po co mi zielony mąż? Po dwóch latach rozwód, podział majątku, dzieci, kłótnie Wolę poczekać na dojrzałość. Sporo, dwa lata czekania! Małgorzata śmiała się, widząc jak przyjaciółka pędzelkiem uciera złość na swoim policzku.

A ja nie potrafię żyć po kawałku. Jak już coś robić, to wszystko i naraz!

A dzieci, Haniu? Zaraz dwójka? Nie jedno?

Oczywiście! Marzę o bliźniakach. Raz cierpienie, i cały komplet w domu! W mojej rodzinie i u Pawła były już takie przypadki.

Ale przecież trzeba jeszcze wszystko wychować.

Dwójkę trudniej niż jedno? Przeciwnie! Jest rywalizacja, jest wsparcie, a do tego status matki roku.

Przekonałaś mnie! Małgosia śmiała się, ale w głębi duszy była pewna, że Hania wszystko sobie wypracuje.

I rzeczywiście. Tyle że los miał jeszcze większe poczucie humoru niż Hania zamiast bliźniąt urodziła trojaczki. Ale dała radę. Rodzina męża ją naprawdę ceniła Hania nikogo nie udawała, była rzeczowa, spokojna, zawsze skłonna do pomocy, najchętniej organizując męża tak, by wszyscy byli zadowoleni. Gdy trzeba było wsparcia przy dzieciach, obie babcie i jeden dziadek byli gotowi w dzień i w nocy. Dzięki temu, podczas gdy były dzieci w szpitalu, Hania zdążyła jeszcze zacząć studia.

Zwariowałaś, Hania?! Jak ty się wyrobisz? dopytywała Małgosia.

Kto wystawi złą ocenę matce trojaczków? Po urlopie macierzyńskim będę i ekonomistą, i prawnikiem co źle? śmiała się przyjaciółka.

Dyplom zdobyła, później pracę też, przekonując szefa, że pensja starczy jej na nianię.

W sumie babcie sobie radzą, niech szef miał spokojną głowę. Potrzebuję doświadczenia papier to nie wszystko.

Małgorzata z niedowierzaniem patrzyła, jak żyje Hania. Jak to możliwe, żeby kobieta wszystko ogarniała i nie padała na twarz? Sama, od dziecka, miała problem z wyborem nawet rajstop do przedszkola.

Ale ty, Gośka, jak raz zdecydujesz, to na amen pocieszała ją Hania. Ja się miotam, ty jesteś pewna.

Pewna Ocenę tej pewności Michał właśnie wydał! I po co to wszystko? Tak, brak dzieci utrudniał rozmaite aspekty ich życia, ale pogodzili się z tym, ustalając, że jeśli nie dane, to trudno. Małgorzata przez jakiś czas pracowała jako wolontariuszka w domu dziecka, ale zrozumiała, że nie umiałaby pokochać obcego jak własnego nie chodziło o siły czy środki, tylko o coś głębszego, co przerastało ją.

Po prostu nie spotkała pani jeszcze swojego dziecka mówiła pani dyrektor domu dziecka, Stefania Zbigniewówny, obserwując, jak Małgorzata z łzami patrzy na maluchy tańczące wokół choinki.

A jeśli nie spotkam? pytała Małgorzata i, by nie wybuchnąć płaczem, poprawiała prezenty na stołach.

Lepiej nie brać, niż się nie podołać. Zamiast jednej nieszczęśliwej osoby będą dwie ty i to dziecko. A takich przypadków mieliśmy tu wiele. Widzisz tamtego chłopca? Dwa razy wrócił do domu dziecka

Opowieść ta wprowadziła Małgosię w stan prawdziwego zwątpienia. Ledwo się powstrzymała przed decyzją adopcji. Jednak Hania przywróciła jej rozsądek:

Na pewno masz w sobie tyle miłości? A jeśli nie? Lepiej się nie śpiesz. To żywy człowiek, a nie rzecz do żałowania. Chcesz, to ci na próbę pożyczę jednego z moich dzieci!

Małgorzata odmówiła. Do domu dziecka już nie jeździła, ale myśl o chłopcu, Michale, towarzyszyła jej wciąż. Stał się takim sygnałem, kompasem, jak żyć, by nikogo nie skrzywdzić. I tę lekcję zapamiętała na zawsze.

Objęła się rękami. Zimno Przecież to dopiero jesień, ogrzewanie już włączone! Co robić? Może pomóc Michałowi się spakować? Co mu spakować i ciepłe ubrania? Co tu dużo gadać, w Polsce lato krótkie Jak u mamy, w Krakowie! Tam to były zimy! Całe życie w cienkiej kurtce Teraz tak bardzo chciałaby wrócić do mamy i zaszyć się z nią na kilka dni w górach, uciec od wszystkiego. Ale mamy już nie ma. I męża też nie będzie…

Przecież nie jest jej potrzebna żadna wolność! Ona pragnie tylko tego, co kiedyś zimnej kawy nad ranem, rozmów do świtu, wspólnych spontanicznych wypadów do teatru czy na spacer. Nawet jeśli nic nie planowali, najlepsze momenty były właśnie takie nieprzewidywalne.

Teraz jednak wszystko to minęło On będzie miał przyszłość z nową kobietą, która spodziewa się dziecka O to chodzi? Że nie była wystarczająca? Mogła zrozumieć byle co, ale nie to, że cały ich związek był kłamstwem. Gdyby nie umiała uczynić go szczęśliwym przez wszystkie te lata, to czy znaczy, że jest nicością?

Słyszała, jak Michał przechadza się po mieszkaniu, szuka rzeczy po szufladach, zamyka szafki. Trzęsła się tak, że doniczka z jedyną rośliną prezentem od Hani przesunęła się niemal na skraj parapetu. Gdy drzwi wreszcie trzasnęły, Małgorzata powoli opuściła ręce na parapet i wciskając palce w gładką powierzchnię, aż chciała ją złamać aż nagle wyprostowała się, zrzuciła ciężką doniczkę na ziemię i krzyknęła.

Lżej się nie zrobiło. Rozsypana ziemia i skorupy przywróciły ją do rozsądku. Wszystko jest czarne Tu już nic jasnego nie będzie. Bo on przeszedł przez drzwi i zostawił ją zupełnie samą. Dalej trzeba sobie radzić na własną rękę.

Oprócz jednej rzeczy

Wreszcie oderwała się od kaloryfera, przestępując po skorupach zupełnie nie dbając o ból w rozciętej stopie, doszła do sypialni i odpięła telefon z ładowarki.

Haaaania

To już nie był płacz, tylko skowyt, jak ranny zwierz. Więcej już nie była zdolna powiedzieć, ale Hania i tak wszystko zrozumiała.

Michał odszedł?

Taaak

Dobrze, jutro u ciebie jestem.

Oszalałaś?! Przestań! Ja sobie nie wybaczę, jeśli coś ci się stanie, jesteś w ciąży Poczekaj Małgosia nagle zamyśliła się. Ty wiedziałaś?

Czułam. Ostatnio, gdy byliście u mnie, Michał nie umiał mi spojrzeć w oczy.

Hania, co tu jest dobrego? Chce mi się umrzeć! Zostało mi nic Nic!

Kup sobie sukienkę!

Co?

Tę, na którą było ci szkoda pieniędzy. Idź i kup teraz. Potem mi pokaż. Nie siedź sama i nie płacz! Potem weź samolot lub pociąg. Czuję się świetnie, w górach się przejdziemy.

Jakie góry, Hania, rodzić ci niedługo!

I co z tego? Znajdę wygodny hotel, bez szaleństw. Potrzebuję tego równie mocno jak ty. Daj mi numer lotu za pół godziny. Nie denerwuj ciężarnej!

Hania się rozłączyła. I co teraz?

Odpowiedź przyszła sama. Małgorzata podeszła do lustra. No i co? Wygląda nie jak dziewczyna, ale i nie jak staruszka. Jeszcze nie czas się poddawać! Hania miała rację jeśli Michał myśli, że będę siedzieć w kącie, myli się!

Przeciągnęła dłonią po włosach, srogim ruchem starła łzy i się wyprostowała. Trzeba działać. Siedząc, tylko się skamienieje.

Telefon w dłoń kilka SMS-ów, odwołanych spotkań i rezerwacji. Jeszcze telefon do restauracji. Gotowe.

Zamiast korzystać z odkurzacza, chwyciła miotłę i sprzątnęła kuchnię. Doniczkę kupi innym razem.

Wybrana sukienka była ognista, czerwona, inna niż wszystkie dotąd. Zwykle wybierała spokojne barwy, zostawiając szaleństwa Hani. Ale dziś coś się zmieniło czemu nie? Może czas przyciągnąć uwagę?

W lustrze odbiła się zupełnie nowa Małgorzata zmęczona, zmartwiona, niepokonana. I tego już jej nikt nie odbierze. Wściekłość? Jeszcze nie. Może dlatego, że rozumie, czemu Michał odszedł. Przyjaciela zdradzić trudniej niż męża

Lot był z przesiadką, ale Małgosia się nie przejęła. Dobrze, miała czym zająć myśli.

Wypad w góry się udał. Razem z Hanią zwiedziły wszystkie możliwe szlaki, rozmawiając, milcząc, śmiejąc się i płacząc zarazem. Hania potrafiła znaleźć takie argumenty, że to, co wydawało się ważne, traciło na znaczeniu, a mniej istotne wychodziło na pierwszy plan. Po powrocie Małgorzata podjęła decyzję: wraca do Krakowa.

Rozwód, sprzedaż mieszkania, auta, sprawy firmowe wszystko zamknęła, nie zastanawiając się nad stratami. Gdy oddzieliła emocje od reszty, spotkała się z Michałem jeszcze kilka razy, powściągała nerwy, wykasowała potem numer i kazała sobie zapomnieć.

Kraków powitał ją wiosną ukwieconą jabłoniami, powietrze inne, życie lżejsze. Zamieszkała blisko ojca, ale nie razem spotkała bowiem kobietę panią Janinę, która wprowadziła się do mieszkania ojca i okazała się dla wszystkich błogosławieństwem. Dobrze, że ojciec znów miał dla kogo żyć.

A ten twój ojciec, Olu, jeszcze z niego chłop jak ta lala! żartowała pani Janina, patrząc na niego z czułością. Ta miłość jeszcze może się wszystkim przytrafić, pomyślała Małgorzata. Może i ona odnajdzie tego jedynego?

Rok minął szybciej niż przewidywała. Otworzyła dwa kluby malucha na nowych osiedlach; pracy miała po kokardę. Zmieniła wszystko strój, włosy, nawet pieska kupiła, tego, o którym marzyła jako dziecko. A jednak czasem nostalgię czuła wieczorami ścisnęła czajnik z zimną herbatą i myślała, ile by oddała, żeby Michał zapukał, przytulił i zaproponował gorącą herbatę.

Rozumiała, że odejść trzeba ostatecznie, ale dusza nie pozwalała.

Niespodziewane wezwanie w sprawach podatków po sprzedaży firmy ją ucieszyło trzeba tłumaczyć, działać, zająć się czymś świeżym.

Sprawę załatwiła w jeden dzień, więc miała czas. Odwiedziła stare miejsca miejsce, gdzie prowadziła klub, ich dawny blok, park, w którym tak często spacerowali. Nie wiedziała, dlaczego skręciła do tego parku. Po prostu nogi same poniosły.

Na ławce przy fontannie siedział mężczyzna i pchał wózek. Zobaczyła Michała. Posunął się, posiwiał, wyglądał na małego, stroskanego człowieka. Choć chciała uciec, podeszła bliżej.

Michał

Usłyszał jej głos, zgarbił się i spojrzał w bok.

Cześć, Gosiu.

Usiadła obok. Co słychać?

Źle. Wszystko straciłem. Przez przypadek.

Przesadzasz. Masz wszystko: córeczkę, młodą żonę.

Michał skinął na wózek.

Żony już nie mam. Zmarła po porodzie.

Zatkało ją. Było jej żal tej dziewczyny, żal Michała. A potem pojawiła się zaczepka ich córeczki, Ewy Długo rozmawiali.

Pół roku później pani Stefania z domu dziecka poprosiła ją na rozmowę. Przyprowadziła poważnego chłopca, chłopca o ciemnych włosach.

Michaś, wiesz, po co przyszłam?

Po mnie.

Chciałbyś u mnie mieszkać?

Nie wiem. Wszyscy mnie oddają.

Chłopiec patrzył bez emocji, jedynie przez sekundę błyśnie iskierka, kiedy pokazała zdjęcia. A to pani mąż? A to dziecko pani? pytał cicho.

Nie, Michaś. Nie moje. Ale będę dla niej mamą. I dla ciebie, jeśli pozwolisz.

Oddacie mnie z powrotem. Tak zawsze mówią.

Nie jestem wszyscy. Wiesz, czemu? Bo wiem, jak to jest stracić wszystko. To bardzo boli.

Wiem.

A wiesz, kto to jest mama?

Nie.

Taka, która nie pozwoli, by jej dziecko znów tak cierpiało.

Michał patrzył, dotknął czerwonej sukienki Małgosi.

Ładna jest.

Kupiłam, jak mi było bardzo źle. Pomogło, polubiłam ten kolor.

I mi się podoba. Chciałbym spróbować.

Nie będziemy próbować. Po prostu tak będzie. Ale musisz i ty mi pomóc. Bo ja się uczę bycia mamą. Dla ciebie i dla Ewy. Pomożesz?

Michał kiwnął głową, a Małgosia wzięła głęboki oddech.

Lata minęły. Po górskich szlakach szła rodzinna czwórka: szczupły Michaś pilnuje rozbrykanej Ewy, Małgosia i Michał tuż za nimi.

Ewa! W lesie są wilki!

Nie ma!

Są. I głodne misie.

One nie mają mamy od kaszy?

Nie, ich mama nie umie.

Nasza umie.

To niech im ugotuje.

Mamo! Ewa tupie nogą. Ale ty nie lubisz klusek z grudkami!

Bo Ewa grymaśna, misie by się ucieszyły! śmieje się Małgorzata.

To oddaj im moją jutro! zarządza Ewa.

Nie! Tylko spróbuj! Małgorzata przekazuje Ewę Michałowi i przytula syna. No i co, Michaś, będzie kasza dla misiów?

Jeszcze nie idę do domu. Bo jak Ewa zacznie dokarmiać, to cała menażeria pójdzie z nami śmieje się Michaś.

Słońce wychodzi zza chmur, śmiech niesie się po polanie. Nowy dzień zaczyna się jasno.

Dziś wiem jedno czasem szczęście jest trudniejsze, ale nawet z najciemniejszego miejsca można sobie samemu wydrzeć trochę światła. Po prostu nie można się poddawać.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

5 − 3 =

Zawiłe szczęście