Wysłali mnie do sanatorium
Daj spokój, Malwino, nawet nie zaczynaj! Krystyna Błaszczyk z trzaskiem odepchnęła od siebie talerz z owsianką. Na stare lata do jakiegoś przytułku mnie chcecie oddać?
Żeby mnie tam kłuli nie wiadomo czym i poduszką dusili, bym nie krzyczała?
Nie doczekasz się!
Malwina wzięła głęboki oddech, usilnie próbując nie patrzeć na drżące dłonie babci.
Babciu, to nie żaden przytułek! Prywatny dom opieki, rozumiesz? Las tuż obok, pielęgniarki cały czas na miejscu.
Będziesz miała towarzystwo, wielki telewizor.
A tu przecież cały dzień siedzisz sama, jak tata w pracy.
Znamy my te towarzystwa zaszurała starowinka, układając się wygodniej na poduszkach. Do cna człowieka obedrą, mieszkanie zwiną, a mnie do rowu.
Powiedz temu swojemu tacie prosto: żywa z własnego mieszkania nie wyjdę! Niech sam się mną zajmuje. Jest synem czy kim?
To ja go wychowałam, przez wszystkie ospowe noce nie spałam. Teraz jego kolej.
Tata zasuwa na dwie zmiany, żeby kupić ci te twoje leki! Ma już pięćdziesiąt trzy lata, ciśnienie mu skacze, a od trzech lat do kina nie poszedł, nie mówiąc o urlopie!
Przeżyje jeszcze, ucięła Krystyna Błaszczyk i zaciśniętymi wargami pokręciła głową. Młody jest, da sobie radę.
A ty już lepiej nic nie gadaj, jajko kurę chce uczyć. Idź tam, zetrzyj owsiankę z podłogi, bałagan zostawiłaś!
Malwina wyszła na korytarz i głośno wypuściła powietrze. No jak tu z tą kobietą rozmawiać?!
Ojciec pojawił się w mieszkaniu o siódmej wieczorem. Nie zdążył nawet zdjąć butów, tylko usiadł na taborecie w przedpokoju i przez chwilę gapił się w ścianę.
Tato, wszystko w porządku? Malwina wyskoczyła do niego, odbierając ciężką siatkę z zakupami.
Ujdzie, Malwina. W magazynie zawalisko, zaraz koniec roku, sprawozdania trzeba robić. Jak babcia?
Po staremu. Znowu awantura o dom opieki. Mówi, że ją do reszty wykończyć chcemy.
Tato, tak nie może być. Przejrzałam rachunki z tego miesiąca na jedzenie zostaje nam trzy tysiące złotych.
A tu jeszcze muszę zapłacić za akademik, do tego podręczniki.
Jakoś to ogarniemy, mruknął Stanisław Błaszczyk, z wysiłkiem ściągając buty. Złapałem fuchę nocne zmiany na portierni, co drugi dzień.
Zwariowałeś?! A kiedy ty spać zamierzasz? Padniesz przecież gdzieś na stojąco!
Stanisław tylko wzruszył ramionami. Przeszedł do kuchni, nalał wody do rondelka i postawił na gazie.
Jadła?
Połowę wylała na łóżko. Przebrałam pościel.
Dobra. Idź się ucz, sesja tuż-tuż. Ja się nią teraz zajmę, nakarmię, umyję i położę spać.
Malwina patrzyła, jak ojciec, lekko utykając, zmierza do pokoju matki.
Żal go było niesamowicie. Dzień po dniu widziała, jak z silnego kiedyś, dowcipnego faceta zostaje cień.
Śmiechy się skończyły, życie zeszło na dalszy plan.
***
Po tygodniu zrobiło się jeszcze gorzej ojciec wrócił do domu później niż zwykle. Ledwo trzymał się na nogach. Malwina od razu się zaniepokoiła.
Tato? Dobrze się czujesz?
Wszystko w porządku, Malwina. W tramwaju mi się zakręciło w głowie, duszno było.
Usiądź, zaraz zmierzymy ciśnienie.
Na ciśnieniomierzu wyskoczyło 180 na 110. Malwina bez słowa podała tabletki.
Jutro nigdzie nie idziesz. Wzywam lekarza.
Nie da rady, skrzywił się Stanisław. Jutro kontrola w pracy. Jak się nie pokażę premii nie dadzą. A za mieszkanie babci przyszedł podwyższony podatek.
Sprzedaj ją, tato! przeszła do szeptu, żeby babcia nie słyszała. Sprzedaj tę kawalerkę pod Warszawą.
Sześćset tysięcy złotych to przecież dla nas teraz majątek! Spłacimy długi, załatwimy porządną opiekę.
Ojciec westchnął:
Nie zgadza się…
Tato, tamtego mieszkania od pięciu lat nie widziała! Po co jej ono, skoro leży w domu?
Nie zdążył odpowiedzieć zza ściany rozległo się hałaśliwe tłuczenie.
Krystyna Błaszczyk waliła kubkiem w szafkę, domagając się uwagi.
Staśku! Słyszę cię! Znów mnie tu obgadujecie?! zawarczała jej głowa zza ściany.
Stanisław westchnął, połknął tabletki i poszedł na wezwanie.
***
Jeszcze sześć lat temu ojciec miał kobietę. Helena sympatyczna, spokojna wpadała do nich z szarlotką, z tatą planowali wyjazd na weekend do Mazur.
Wszystko skończyło się, kiedy babcia wylądowała w łóżku. Helena próbowała pomagać, ale starowinka zrobiła jej z życia piekło.
Patrzcie, przyszła na gotowe! Synka mi obrabia! darła się na cały dom, udawała ataki serca za każdym razem, gdy Stanisław wybierał się na randkę. Wynocha z nią!
W końcu Helena dała sobie spokój, a ojciec już jej nie szukał.
Telefon zadzwonił, gdy Malwina wieczorem szykowała się do egzaminu. Ojca nie było jeszcze w domu.
Halo?
Czy to pan Stanisław Błaszczyk? odezwał się męski głos.
Nie, ja jego córka. Co się stało?
Tu dział kadr. Pani ojciec zasłabł dziś na zebraniu. Pogotowie zabrało go do miejskiego szpitala. Proszę zapisać adres.
Malwina nerwowo zanotowała adres na marginesie notatek. Nie zdążyła jeszcze dobrze odłożyć słuchawki, gdy babcia już się domagała.
Malwina! zagrzmiało z pokoju. Z kim tam gadasz? Gdzie Staś? Niech mi herbaty przyniesie, pić chcę!
Malwina zajrzała do pokoju. Babcia półleżała wśród poduszek, z twarzą jak kwaśne mleko.
Tata w szpitalu, rzuciła krótko.
W szpitalu?! Krystyna na chwilę zamarła, po czym dorzuciła: No, doprowadzili mnie! Wczoraj na mnie warczał, to teraz Pan Bóg go ukarał.
W ogóle mnie nikt nie szanuje! Kto mnie teraz nakarmi? Dawaj, wstawiaj czajnik!
Malwina wyszła bez słowa.
***
Trzy dni rozdzielała się między szpital i dom.
U ojca rozpoznano kryzys nadciśnieniowy przez kompletne przemęczenie.
Lekarze zabronili mu nawet wstawać.
Malwino, a jak mama? zapytał przy pierwszym spotkaniu w szpitalu.
Spokojnie, tato, sąsiadka zagląda, pomaga. Ty martw się o siebie. Dwa tygodnie leżenia masz jak w banku.
Jakie tam dwa tygodnie… Zwolnią mnie… Kasa…
Śpij, tata poprawiła mu kołdrę. Poradzę sobie. Obiecuję.
Czwartego dnia, gdy wróciła do domu, babcia powitała ją lawiną pretensji.
Gdzie się wałasz? Syf tu, Stasio się obija po szpitalu, a ja tu gni-z-d-nie!
Malwina zacisnęła pięści, próbując zachować spokój:
Słuchaj, babciu, posłuchaj uważnie. Tata jest w ciężkim stanie, u niego to już pogranicze udaru, jeśli się jeszcze raz tak denerwuje.
Nie wygaduj głupot! fuknęła staruszka. Silny jest, po ojcu. No, przewracaj mnie już, bok zesztywniał.
Nie, Malwina usiadła obok na stołku. Nie przewrócę cię. I nie nakarmię.
Krystyna Błaszczyk zrobiła wielkie oczy.
Co to ma być? Oszalałaś?!
Nie. Kasy nie mamy. Zupełnie. Tata nie pracuje, żadnej premii nie będzie. Twojej emerytury nie starcza nawet na pampersy i leki na ciśnienie.
Kłamiesz! Staś musi mieć odłożone!
Nie ma. Wszystko poszło na twoje badania. Tyle że mamy wybór: albo podpiszesz papiery na sprzedaż mieszkania, albo jutro wzywam opiekę społeczną i zawiozą cię do państwowego domu starców. Za darmo.
Nie odważysz się! wrzasnęła Krystyna. Ja tu jestem gospodynią!
Gospodynią czego? Własnego syna wykańczasz. Nic cię nie obchodzi, byle mieć kawałek schabu na talerzu i kołdrę najlepiej z gęsim puchem.
Dzwoniłam dziś do tego domu opieki, co o nim rozmawialiśmy. Zwolniło się miejsce, pieniądze ze sprzedaży pójdą na opiekę. Mają świetny personel.
Nigdzie nie jadę! zakaszlała się babcia.
To głodówka. Nie mam za co kupić ci jedzenia. Od jutra mam dodatkową pracę, wrócę późno. Na szafce masz butelkę wody. Przemyśl sprawę.
Malwina wyszła i zamknęła za sobą drzwi. Trzęsły jej się ręce. Nigdy nie była okrutna, ale wiedziała jeśli nie przerwie tej sytuacji, straci ojca.
A babcia Babcia przeżyje wszystkich, jeśli tylko będzie mogła ciągnąć z nich energię.
Noc minęła w ciszy. Malwina nie zaglądała do pokoju, choć słyszała, jak raz babcia ją wołała, raz łkała, raz przeklinała. Zajrzała dopiero rano.
Daj pić… zacharczała staruszka.
Malwina podała jej kubek.
No co? Podpisujemy? Notariusz przyjedzie o dwunastej.
Potwory… jęknęła babcia, już bez wcześniejszego jadu. Wszystko zabrać chcecie… No trudno. Pisz te swoje papiery.
Tylko powiedz Stasiowi niech zagląda.
Będzie. Jak tylko stanie na nogi. I ja też będę. Obiecuję.
***
Stanisław siedział na ławce pod sosnami w ogrodzie domu opieki. Wyglądał dobrze trochę przytył, nabrał kolorów.
Obok, na wózku inwalidzkim, siedziała jego mama czysta, nowy szal, z przejęciem chrupała jabłko.
Stasiu! zawołała.
Tak, mamo?
Ty a z Heleną pogodziłeś się? Dzwoniłeś do niej?
Stanisław spojrzał na nią ze zdziwieniem.
Tak, dzwoniłem. Będzie w sobotę.
No i dobrze, fuknęła babcia, odwracając się do kwiatków. Bo tu jedna pielęgniarka jest, Lenka, taka szorstka, tylko uwagi robi.
Niech twoja Helena popatrzy, jak się tu ze mną obchodzą. Ale pamiętaj, Stasiu, nie rani się kobiety, żeby płakała!
Twój ojciec
Stanisław uśmiechnął się i ścisnął matce rękę. Po alejce biegła do nich Malwina, machając wesoło.
Tato! Babciu! krzyczała już z daleka. Mam stypendium! I podwyżkę dostałam w pracy!
Stanisław wstał z szerokim uśmiechem, a Krystyna Błaszczyk podejrzliwie zmrużyła oczy.
Wciąż była przekonana, że niesprawiedliwie wyeksmitowali ją z domowego kąta, ale już nie komentowała tego na głos.
Kiedy podeszła do niej opiekunka i delikatnie zaproponowała masaż, babcia tylko godnie skinęła głową.
Chodźmy, dziecko. Tylko ostrożnie ja mam delikatne kości. Ostatnio ten wasz masażysta tak mi ścisnął nogę…
Powiedz mu, żeby się z babcią obchodził jak z jajkiem, nie jak z karczemnym drwalem
Pielęgniarka odjechała z wózkiem, Malwina objęła ojca i długo stali patrząc na smukłe sosny.
Pierwszy raz od dawna byli naprawdę szczęśliwi.
***
Krystyna Błaszczyk doczekała prawnuka Malwina skończyła studia, wyszła za mąż za porządnego chłopaka, urodził się syn.
Stanisław ożenił się z Heleną, a babcia, o dziwo, nową synową zaakceptowała, relacje się unormowały nawet ciepłe Lena odpuściła stare urazy z czasów, gdy jeszcze teściowa robiła jej piekło podczas pierwszych odwiedzin.
Krystyna odeszła cicho, we śnie, nie chowając urazy ani do wnuczki, ani do syna.


