Zaufliwy mąż i buteleczka z trucizną

Ufna matka i flakonik z trucizną

— Jesteśmy, mamo — mówił Łukasz, otwierając przed matką drzwi samochodu.

Zofia wysiadła i podniosła wzrok ku oknom swojego mieszkania. Westchnęła.

— Co się stało, mamo? Znowu źle?

— Nie, synku. — Spojrzała mu w oczy, w których dostrzegła szczery niepokój. — Całe życie w tym mieszkaniu spędziłam. Najpierw z rodzicami, potem z mężem. Tu ciebie ze szpitala przywiozłam. Byłeś taki śliczny. — Zamilkła na chwilę. — Pamiętasz, jak kupowaliśmy te zasłony po remoncie? A teraz… — Znów spojrzała w okna.

Ile godzin spędziła, patrząc z kuchni na podwórko, wypatrując Czesława. Gdy tylko zauważyła, że idzie, od razu sprawdzała, czy obiad nie ostygł. Zawsze zostawiała gaz włączony pod czajnikiem. Czesław uwielbiał gorącą herbatę, koniecznie z cukrem w kostkach. Słodzone i z ciastkami — nie znosił. Wiejska krew.

— Chodź, mamo — oderwał ją od wspomnień syn, delikatnie dotykając jej dłoni. — Kasia pewnie już się niecierpliwi.

— Kasia… — powtórzyła cicho Zofia. — Ani razu do mnie nie przyszła. Czekała na moją śmierć?

— Przestań, mamo — ostro przerwał jej syn.

Weszli na drugie piętro starej kamienicy w centrum miasta. Syn otworzył ciężkie, wysokie drzwi, na których widać było ślady po śrubach i tabliczce z nazwiskiem jej ojca: „Prof. Władysław Kowalski”.

Synowa wyjrzała z pokoju, prychnęła i zniknęła.

— Proszę, mamo, zaraz zrobię herbatę, z cytryną, tak jak lubisz — powiedział Łukasz.

Zofia przeszła do małego pokoju, który kiedyś był pokojem syna, a jeszcze wcześniej — jej własnym, panieńskim. Ciężko usiadła na zniszczonej kanapie, odchyliła głowę i przymknęła oczy.

„Jak to teraz będzie?” — pomyślała.

***

Zofia wyszła za mąż późno. Ojciec, profesor, widział w niej swoją następczynię, chciał, by kontynuowała jego badania. Zalecało się do niej wielu. „Nie śpiesz się, córko. Chłopakom chodzi o nazwisko twojego ojca, nie o ciebie” — mawiała matka.

Ale w wieku trzydziestu lat zakochała się sama — w nieporadnym młodym asystencie. Ojciec go uwielbiał, przepowiadał mu wielką karierę. Pewnie dlatego zgodził się na ich ślub. Rok później ojciec przeszedł na emeryturę, zostawiając katedrę zięciowi. Oni z matką wyprowadzili się na wieś, zostawiając mieszkanie młodym.

Z Czesławem żyli dobrze, tylko z dzieckiem się nie udawało. Zofia już traciła nadzieję, gdy w końcu zaszła w ciążę. Jaka była ich radość! Gdy urodził się syn, o nauce musiała zapomnieć. Czesław chciał, by zajmowała się domem i synem.

On sam pracował na uczelni za dwóch. Pisał prace, książki. Nie brakowało zazdrośników. Gdy Łukasz, nazwany na cześć dziadka, chodził już do siódmej klasy, Czesław zmarł na zawał. Nie wytrzymał ataków tych, którzy nazywali go hochsztaplerem, udawanym naukowcem, który zrobił karierę dzięki ożenkowi z córką profesora. Nie wytrzymał, umarł.

Zofia została sama z synem. Na uczelnię nie wróciła — co za z niej wykładowca? Wszystko zapomniała. Sprzedała dom po rodzicach. Pieniędzy starczało na życie. Potem Łukasz skończył studia, zaczął pracować.

Gdy przyprowadził do domu Kasię, zrozumiała, że to poważne. Syn był zakochany po uszy w tej piękności. Matczynym sercem wyczuwała niechęć do wybranki syna. Pytała: skąd jest? kim są jej rodzice? Kasia odpowiadała wymijająco. Zakochany Łukasz prosił, by nie dręczyła narzeczonej.

Nie spodobało się Zofii, gdy na ślub nie przyjechał żaden z krewnych Kasi, nawet rodzice.

— Ma trudne relacje z matką i ojczymem, a ojciec jest chory — tłumaczył Łukasz.

I Zofia ustąpiła. Łukasz szczęśliwy — to dla matki najważniejsze. Zniesie wszystko, polubi synową, byle jemu było dobrze.

Gotowała dla powiększonej rodziny, ale Kasia krzywiła się, mówiąc, że nie je ciast, dba o figurę. Praktycznie nic nie jadła.

— Dla kogo ja w takim razie gotuję? — irytowała się Zofia.

— Mamo, daj jej spokój. Niech je, co chce — bronił żony syn, choć sam często jadał na mieście.

Kasia gdzieś pracowała. Wychodziła rano, wracała koło południa lub później. Z firmowymi torbami, nową fryzurą.

DawnoW końcu Łukasz i Weronika stworzyli prawdziwy dom, w którym nie było miejsca na zdradę i zło, a Zofia zrozumiała, że najważniejsza jest mądrość serca, a nie pozory.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

19 − 4 =

Zaufliwy mąż i buteleczka z trucizną